Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hantla. Pokaż wszystkie posty

25 pomysłów na prezent dla aktywnych


Za kilka dni Mikołajki, za trzy tygodnie Święta - to już ostatni dzwonek na kompletowanie prezentów dla najbliższych. Od kilku lat prezenty zamawiam w... październiku! Dzięki temu nie muszę się martwić o to, czy dostawa będzie na czas, nie muszę przedzierać się przez wypełnione po brzegi centra handlowe... na grudzień zostawiam sobie jedynie przyjemność zapakowania i ozdobienia fantów. Serdecznie polecam tę taktykę!

Tak tak, teraz to się mogę wymądrzać... mogłam o tym napisać w październiku, nie?

Postaram się zrewanżować poprzez niniejszego posta, w którym podsunę Wam garść pomysłów na prezenty dla tych, którzy żyją (lub chcą żyć) aktywnie. Są uszeregowane rosnąco według orientacyjnej ceny.


1. Shaker

Stylowy shaker zawsze będzie trafionym prezentem i wiernym towarzyszem każdego miłośnika sportu. Uwaga - shaker bidonowi nierówny! Jeśli wiemy, że dana osoba posiłkuje się odżywkami białkowymi, to warto sprawdzić, czy w środku jest charakterystyczna dla shakerów siatka lub kulka, która pomoże wymieszać odżywkę - bez niej shaker może być dla tej osoby bezużyteczny. Są również shakery, do których od spodu doczepia się pojemnik na białko, a nawet elektryczne, które po kliknięciu przycisku same mieszają koktajl.




2. Taśmy oporowe

Są małe, lekkie, łatwe w przewożeniu - idealne dla tych, którzy dużo podróżują. Urozmaicają trening funkcjonalny, są w niezbędniku każdego fitnessowca, a szczególnie tych, którzy ćwiczą w domu. Hitem są opaski-obręcze, które pozwalają na wygodniejsze i efektywniejsze wykorzystanie oporu.




3. Pojemnik na wodę

Taki pojemnik bardzo pomaga w kontrolowaniu odpowiedniego poziomu spożycia wody. Nadrukowana miarka pokazuje, ile wody powinniśmy wypić do danej godziny. Bardzo polecam!



4. Pas do biegania

Jeśli słyszałeś, że postanowieniem noworocznym danej osoby jest przebiegnięcie półmaratonu, maratonu, triathlonu lub innego biegu, ten prezent pomoże im się do niego przygotować. M
ożna przymocować do niego buteleczki, wrzucić klucze i inne drobiazgi.



5. Uchwyt na telefon

Czy to na siłownię, czy na jogging - uchwyt na telefon to gadżet, który bardzo ułatwia kontrolowanie postępów treningowych na aplikacji czy słuchanie własnej muzyki podczas ćwiczeń. Zazwyczaj uchwyty są uniwersalne i nie trzeba dopasować ich do marki telefonu. Dzięki przezroczystej folii można operować telefonem bez potrzeby trzymania go w ręce.




6. Kółko do pilatesu
Ci, którzy od morderczych treningów ze sztangą wolą spokojniejsze formy aktywności, mogą być zainteresowani kółkiem do pilatesu. Zwiększa opór przy wykonywaniu ćwiczeń i pomaga modelować sylwetkę poprzez pobudzanie mięśni głębokich.


7. Hula hop

Propozycja głównie dla młodszych. Warto wszczepiać dzieciom nawyki zdrowego trybu życia, będzie im wtedy łatwiej w przyszłości. Hula hop to doskonała zabawa, ale i niezły ruch - pomocne przy likwidowaniu boczków :) Są również specjalne hula hop zaprojektowane dla dorosłych ze specjalnymi wypustkami wzmagającymi masaż problematycznych miejsc.


8. Skakanka

Od podwórkowego trzepaka do bokserskiego ringu - skakanka jest niesamowicie elastycznym przyrządem. Zapomnijcie o kawałku niewygodnego sznurka! Dzisiaj sklepy oferują bardzo szeroki asortyment skakanek: z licznikami obrotów, z cięższym sznurkiem lub nawet zupełnie bez niego! Wspaniały drobiazg dla małych i dużych. Przy wyborze zwróćmy uwagę na miękkie i wygodne rączki.


9. Elektroniczna waga kuchenna

70% sukcesu w dbanie o swój organizm to odpowiednie odżywianie. Z pewnością pomoże w tym waga kuchenna - ja ze swoją niemal się nie rozstaję :) Nie musi mieć mnóstwa funkcji, bo to może tylko odstraszyć - wybierzmy taką, która będzie najłatwiejsza w użyciu i najmniejsza, by nie zajmowała miejsca w kuchni.




10. Płyty treningowe
Ten pomysł można wykorzystać przy szukaniu prezentów dla początkujących i dla seniorów - ci, którzy ćwiczą dłużej, albo już je mają, albo ich nie potrzebują (zawsze można się skonsultować, której płyty im brakuje). Istnieje wiele treningów na DVD adresowanych do osób starszych, co może wpłynąć bardzo pozytywnie na samopoczucie i aktywność.




11. Roller

Narzędzie tortur zwane rollerem sprawdzi się właściwie bez względu na to, jaką dziedzinę sportu się uprawia. Choć to tylko kawałek lekkiego piankowego wałka, wiele osób (ze mną na czele) trzymają się od niego z daleka - spotkanie z nim jest bolesne! Odważni są sowicie nagradzani, bo używanie rollera przynosi wiele korzyści, m.in. przyspiesza regenerację, redukuje cellulit, angażuje więcej grup mięśniowych i pobudza krążenie.




12. Lunchbox

Pudło. Micha. Gdzieś te zdrowe sałatki, musy, placuszki i inne komosy trzeba trzymać! Dobry lunchbox musi spełniać kilka podstawowych warunków: nie może przeciekać, musi być pozbawione BPA, musi być łatwe w umyciu i lekkie. Lunchboxów nigdy nie za wiele!





13. Biżuteria

Sztangi można nie tylko brać na klatę, ale i na niej nosić :) Biżuteria ze sportowymi akcentami będzie idealnym drobiazgiem świątecznym, prezentem za dotychczasową wytrwałość lub motywacją do osiągania kolejnych celów.



14. Opaski do włosów

Wlatujące na twarz włosy, notorycznie zjadane podczas kolejnych burpeesów... o nie. Elastyczne opaski mają całkiem niezłą reputację jeśli chodzi o trzymanie czupryny w miejscu bez względu na to, jak bardzo będziemy nią trząść podczas treningu. W dodatku wyglądają bardzo ładnie i są dostępne w wielu różnych kolorach i wzorach - na pewno spodobają się każdej aktywnej dziewczynie. 




15. Mata

Maty mają to do siebie, że potrafią się całkiem szybko zużywać, w związku z czym każda dodatkowa jest mile widziana. Należy dopasować matę do sportu uprawianego przez daną osobę. Przykład: moja Mama ćwiczy jogę na bardzo cienkiej macie specjalnie przystosowanej do jogi, ja podczas treninu funkcjonalnego korzystam z odrobinę grubszej maty, natomiast mój Tata rozciąga się na tak miękkiej macie, że można spokojnie na niej spać :)



16. Chusta Buff

Zawsze patrzę z wielkim podziwem na tych, którzy biegają w zimie. Jeśli osoba obdarowana należy do tej grupy, na pewno ucieszy się z ciepłej chusty na szyję. Firma Buff z nich słynie - wybór stylu, materiałów jest bardzo szeroki. Można też pokusić się o zestaw - czapka i szalik w tym samym deseniu. Świetny prezent również dla dzieci - szczególnie, jeśli mowa o fance filmu Frozen, z motywem którego Buff ma całą kolekcję.

17. Taśma TRX

Najpierw korzystali z nich żołnierze w terenie, a teraz cały świat. Taśmy z rodzaju TRX są bardzo popularne i oferowane przez wielu różnych producentów. Świetny prezent dla ćwiczących w domu i podróżujących, ponieważ są bardzo lekkie i wprowadzają ogromnie dużo możliwości urozmaicenia treningów.



18. Torba treningowa

Powiem szczerze: ja jeszcze swojej idealnej torby treningowej nie znalazłam - do momentu, gdy zobaczyłam tę ze zdjęcia po prawej :) Minęły już czasy, gdy torby wyglądały topornie, niewdzięcznie i różniły się od siebie tylko kolorem. Bardzo popularne są te, które wyglądają zupełnie jak klasyczne damskie torebki! To, co je wyróżnia, to lekka konstrukcja, mnóstwo przegródek dopasowanych do potrzeb aktywnych osób (oddzielna na buty, bidon, kosmetyki, brudne ubrania, drobiazgi).



19. Parowar

Gotowanie na parze to bardzo szybki i zdrowy sposób na przygotowanie całego obiadu w zaledwie kilkanaście minut. Będzie świetnym prezentem dla tych, którym trudno znaleźć czas na zdrowe odżywianie lub tych, którzy do wykarmienia mają całą gromadę :)





20. Dieta online szyta na miarę

Osoby, które stawiają pierwsze kroki do zdrowego stylu życia, będą wdzięczne za taki prezent. Portale takie jak bebio.pl, hpba.pl czy vitalia.pl oferują dietę online, która jest dopasowana do celów i preferencji. Takie rozwiązanie chwali sobie wiele osób chociażby ze względu na dostęp do diety przez aplikacje, wygodę użycia, różnorodność dań, możliwość wykluczenia lub zamiany potraw i możliwości dodatkowych konsultacji z dietetykiem. Ten prezent lepiej skonsultować wcześniej z osobą obdarowaną.




21. Mikser z pojemnikiem-bidonem

Kolejny pomysł z półki AGD. Rach-ciach, szybki miks, koktajl gotowy i nawet nie trzeba go przelewać do kolejnego pojemnika! Gwarancja prędkości światła podczas przygotowania i szczelności (nigdy więcej koktajlu rozlanego po całej torbie. Nigdy!). Łatwe w użyciu, umyciu... nic dodać, nic ująć. Poręczne dla zabieganych miłośników smoothie i nie tylko.



22. Słuchawki bezprzewodowe

Biegniesz przed siebie, kabel się plącze, zahaczasz o niego przypadkowo, słuchawka wypada lub co gorsza - telefon... Znasz to uczucie? Koniec temu procederowi kładą słuchawki bezprzewodowe, które oferuje większość firm ze sprzętem audio.



23. Zestaw do jogi

Kto praktykuje jogę w zaciszu własnych czterech ścian, ten z pewnością doceni zestaw do jogi. O ile w dobrze wyposażonym studiu mamy dostęp do wszystkich potrzebnych przyrządów, w domu niekoniecznie - taki zestaw będzie więc bardzo praktycznym prezentem. Zestawy najczęściej złożone są z maty, paska, klocka, bolstera, koca i poduchy do medytacji.




24. Rower / hulajnoga / deska / łyżwy / rolki

To kategoria pomysłów większego kalibru. Wybór rowerów jest tak gigantyczny, że dla każdego znajdzie się opcja idealnie dopasowana do potrzeb. Na hulajnogach można zobaczyć nie tylko małe brzdące, ale i ludzi w garniturach, którzy w ten sposób szybciej docierają do pracy. Deski czy rolki będą wspaniałym prezentem do wykorzystania za kilka miesięcy. A obecny sezon zimowy aż prosi się o łyżwy!


25. Karta upominkowa

Choć można uznać to za ucieczkę od problemu, dobrze dobrana karta upominkowa może być strzałem w dziesiątkę. Masaż, nowe ciekawe zajęcia (np. trampoliny w Hangarze), konsultacje u dietetyka, szkolenie z zakresu zdrowego żywienia lub ćwiczeń, catering dietetyczny, a może trening personalny lub warsztaty ze znanym trenerem? Do wyboru do koloru!


Na koniec kilka ważnych uwag. Uważajmy, by naszym prezentem nikogo nie urazić! Wrażliwe osoby mogą źle odebrać podarowanie karnetu na dietę lub płyt treningowych uznając je za niestosowną sugestię. Ponadto, odradzam kupowanie takich prezentów jak buty, skarpetki, bluzki czy leginsy, ponieważ obdarowana osoba powinna zmierzyć je przed zakupem. Wiele podobnych gadżetów do wyliczonych powyżej możecie znaleźć w TKMaxx lub sklepach sportowych.


Udanego polowania!

Razem czy osobno? O wspólnych ćwiczeniach


Ćwicząc w domu nie ma niczego gorszego od monotonii. Podstawa to zaopatrzenie się w wiele programów treningowych - swoich własnych, nagranych na płytach lub wrzuconych przez trenerów z całego świata na YouTube... jest z czego wybierać! W moim katalogu "artykuły do napisania" cierpliwie czeka punkt o tym, jak i z kim najlepiej mi się ćwiczyło na różnym poziomie zaawansowania, ale dziś nie o tym. Do sedna - jedną z alternatyw są ćwiczenia z najpopularniejszą trenerką w Polsce, do której mam niesamowity szacunek i sentyment. Chyba wszyscy wiemy, o kogo chodzi... 


"Koniecznie zaproś swojego partnera do wspólnego treningu!" - woła niejednokrotnie Ewa Chodakowska ze swojej maty. Ja, leżąc po drugiej stronie ekranu, jeszcze będąc singielką wielokrotnie wzdychałam: "Tak, Ewcia, świetny pomysł, tylko co, jeśli się go nie ma?!"...


Od jakiegoś czasu mam to niesamowite szczęście, że zrealizowanie polecenia Ewy w ogóle jest możliwe. Druga Hantla jest równie aktywna jak ja. Po miesięcznej przerwie od treningów, która nam obojgu zdarzyła się podczas tegorocznych wakacji (mojej najdłuższej przerwie od jakichś 3 lat!), postanowiliśmy intensywnie wrócić do ćwiczeń. Ba, planowaliśmy to przez większość urlopu! Gdy rzeczywistość, a raczej ceny karnetów krótkookresowych na siłownię na obczyźnie, zweryfikowała nasze plany intensywnych treningów na siłowni, postanowiliśmy wspólnie ćwiczyć w domu.


Oczywiście, na początku pojawiły się pewne obawy. Co, jeśli jedno z nas nie podoła, a drugie uzna dany program za zbyt słaby? Co, jeśli nie będziemy mogli zgrać godziny treningu? Okazało się, że obie kwestie nie stanowiły problemu, a wspólne treningi zamieniły się w przyjemność i chwilę, na którą czeka się przez cały dzień. To chwila dla nas samych i dla nas obojga jednocześnie. Wybieramy takie treningi, które rozliczane są na czasie, a nie powtórzeniach, oraz takie, które pokazują wersje zmodyfikowane trudnych ćwiczeń, dzięki temu każdy pracuje w swoim tempie i na swoim poziomie.

Kiedyś pisałam o tym, jak ćwiczy się w domu i jakie są tego dobre i złe strony. Ćwiczenia we dwoje sprawiają, że razem dąży się do celu. Żalimy się sobie nawzajem, poprawiamy wystające kolana i niewystarczająco niskie przysiady, psioczymy na wymysły trenerów (wysiłek fizyczny chyba wzmaga kreatywność pod tym względem), a na koniec przybijamy magiczne high five




I żeby było jasne, nie ma w tym nic przesadnie słodkiego. Zdecydowanie nie należymy do jednych z "fit-freakowych" par, na których widok człowiek ma ochotę wyrzygać się tęczą. 

Ze wspólnych treningów płynie jeszcze jedna, zasadnicza korzyść - wzajemna motywacja. Zawsze któremuś z nas chce się ćwiczyć mniej - wtedy jedno bierze drugie za przysłowiowe chabety, ciągnie na matę, włącza trening, a skoro już się zaczęło... to i się skończy ;) I zdecydowanie ciężej jest zrezygnować z treningu, gdy wiemy, że druga osoba na nas czeka.


Oczywiście zdarza się, że nie pasuje nam ćwiczyć o tej samej porze. Ale teraz samotne treningi nie są już tak fajne jak kiedyś. W minionym tygodniu zdarzyło się, że ja gotowałam, a Druga Hantla w tym czasie ćwiczyła i uwierzcie mi - o mało co nie przyłączyłam się do niego.

Ćwicząc samemu oczywiście można się sobie pożalić na głos "ale mnie tyłek pali!", ale o wiele fajniej jest wtedy, gdy zamiast ciszy i dziwnego wrażenia gadania do samego siebie usłyszymy "daj spokój, jutro rano chyba nie podniosę się z łóżka!".

Czy są trudne chwile? Owszem, tak. Nie wiem jak Wy, moje drogie Panie, ale mi zajęło dość sporo czasu samo przyzwyczajenie się do tego, jak mężczyźni głośno wydychają powietrze podczas ćwiczeń. "HUU, HUU!" - tego nie doświadczymy na żadnych babskich fitnessach. Każde ćwiczenia oznaczają również konieczność przeniesienia stołu, by zyskać dodatkową przestrzeń - w końcu trzeba dbać o bezpieczeństwo i komfort; nikt nie lubi przypadkowo obrywać od drugiej osoby. A to się już zdarzyło, i to podczas imitowania bokserskich ciosów.


Jestem w stanie zrozumieć, że taki scenariusz jest nie do zrealizowania w wielu przypadkach, a prawdopodobieństwo spotkania się z reakcją z mema po prawej graniczy z pewnością. Jeśli jednak istnieje cień szansy, że może się udać, nie wahajcie się. Gra jest warta świeczki! Jeśli partner się z Was śmieje lub leni na kanapie, gdy Wy wylewacie siódme poty na macie, "rzucajcie wyzwanie", jak to słusznie mówi wspomniana wcześniej Ewa. Gdy ogląda się nagrane ćwiczenia, często ma się wrażenie, że nie są wymagające - inaczej, gdy się je samemu wykonuje. Ci, którzy kiedykolwiek widzieli zestaw "Sukces" wiedzą, co mam na myśli. Niby się leży, macha nóżką... 


... a potem słyszysz nagle komentarz "ty, zaraz mi się odbyt rozerwie! Ja nie mogę robić takich ćwiczeń, to na pewno przez jądra!"
Ze śmiechu nie mogłam dokończyć zestawu ;) 

To nie jądra, drodzy Panowie... to moc ćwiczeń z wykorzystaniem ciężaru ciała! A wspomniany zestaw należy teraz do ulubionych ćwiczeń Drugiej Hantli.

To niemal jak randka, tylko aktywna. Pot łączy ludzi lepiej, niż binge-watching niejednego serialu, mówię Wam!

(Chyba, że to Sherlock. Wtedy zawsze wybierzcie Sherlocka!)

Bez karnetu na siłowni - da się?

Trochę się ostatnio najeździłam. W ciągu ostatnich czterech tygodni to siódmy dzień, w tym piąty pod rząd, gdy jestem w domu. Wiedząc z wyprzedzeniem, że tak będzie wyglądał maj, nie przedłużałam karnetu na siłownię. Kolega, z którym spotkałam się na krótko przed wyjazdem na kawę i plotki, zapytał żartobliwie: - "I co teraz, koniec ćwiczeń?"

Oczywiście, że nie koniec. Ba, to dopiero początek.

- "Ja bym nie miała motywacji, żeby ćwiczyć sama w domu" - stwierdziła kiedyś moja współlokatorka obserwując mnie, gdy wylewałam siódme poty szalejąc w pokoju z obciążnikami na kostkach i ośmiokilowym kettlem w rękach. Prawda, w domu jest zawsze coś do zrobienia, czasem domownicy przeszkadzają, nie ma miejsca żeby rozłożyć matę... Czasem sam fakt wyrwania się z domu sprawia, że mamy ochotę poćwiczyć. Do tego zawsze znajdzie się nowe ćwiczenie, które podpatrzymy u kogoś innego, albo ciekawe zajęcia, na których jeszcze nie byliśmy. Nawet Zumbę da się ćwiczyć w domu, ściągnęłam nawet kiedyś całą płytę z choreografiami, ale powiedzmy sobie szczerze - brzmi to jak jakaś smutna podróbka i nijak ma się do energii, którą czerpie się z tych zajęć na żywo.

Dlatego pewnie za miesiąc znudzi mi się samotne machanie kettlem i wrócę na siłownię. Słowem-kluczem zdaje się być w tym wypadku "urozmaicenie" - nie ma nic gorszego niż nudne, demotywujące ćwiczenia. Pomijając aspekt nudy spowodowanej przez ciągłe powtarzanie tych samych ćwiczeń, raz na jakiś czas należy modyfikować rodzaj aktywności z bardzo prostej przyczyny - ciało przyzwyczaja się do określonego wysiłku, a nasza praca przestaje przynosić efekty. A tego nie chcemy.

W&H pyta: Czy aparat na zęby przeszkadza w aktywności fizycznej?


Kiedy ponad półtora roku temu zaczęłam nosić aparat na zęby, koncentrowałam się bardziej na towarzyszącym temu bólu, który w opowiadanych przez moich znajomych historiach jawił się jako istny koszmar i kara boska, niż na tym, czy będzie mi wygodnie ćwiczyć - po prostu nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jedno może mieć wpływ na drugie. Cóż, znajomi nie mylili się - pierwsze 4 dni były straszne.

Podczas tego okresu zastanawiałam się, jak niby mam chodzić na ćwiczenia, tańczyć, ruszać się w jakikolwiek sposób przy takim bólu i wrażeniu magicznego wyrośnięcia dodatkowych dwóch rzędów uzębienia. Pierwszy trening wspominam jako dość dziwne doświadczenie (dochodzi do tego fakt, że boimy się otwierać usta, bo wyglądamy dziwnie. Bardzo dziwnie. Przynajmniej w naszej opinii. A przecież trzeba jakoś oddychać!). No i co tu teraz zrobić?
Mam nadzieję, że ten krótki wpis rozwieje wątpliwości i obawy tych, którzy zdecydowali się na poprawę swojego uśmiechu. A moja odpowiedź to...

Znajdź swoje łuu - sztuka w 3 aktach



Czas: wtorek, godzina 14:15.

Miejsce: Warszawa, jeden z popularniejszych mokotowskich klubów fitness.

Bohaterowie: Instruktorka H. i około 20 dziewczyn w wieku 19-40, w tym ja (w różowym swetrze, choć akurat to zdjęcie pochodzi z innego wydarzenia, skądinąd fantastycznego zumbowego maratonu).


Scena I


Jako szanująca się zumbowariatka, w okresie sesji zamiast sprzątać sufit, hodować pieseły lub oglądać żubry udaję się na Mokotów celem szeroko pojętego treningu dolnych partii ciała (żeby nie powiedzieć: celem budowy żelaznego pośladu) z wisienką na torcie w postaci Zumby u mojej kochanej H. Trening wykonany, przyszedł czas na przyjemności. Wchodzę do sali zziajana po podniesieniu wszystkiego na wszystkie sposoby, z nogami z galarety - wiadomo, jak to w leg day. Na rozpoczęcie zajęć czeka już dwadzieścia parę młodych dziewczyn i kilka dojrzalszych pań.

Panuje niczym niezmącona cisza. Cisza, którą zakłócam, witając się z H i pytając, czy przypadkiem nie przefarbowała włosów. Rozmawiamy o nowych plakatach na ścianach i jak to zamiast nich zarządzający klubem mogliby w końcu naprawić od dawna szwankujące nagłośnienie.

A na sali nadal cisza.

Scena II

Wspomniana H. (nie będę wymieniać jej imienia, tak na wszelki wypadek - najwyżej później dodam. Jak ktoś chce wiedzieć, gdzie jest najlepsza Zumba w Warszawie, to piszcie maila lub zapytajcie osobiście ;) ) jest najlepszą instruktorką Zumby, z jaką miałam przyjemność mieć treningi. Zawsze pełna energii, uśmiech od ucha do ucha - bez względu na to, czy to jej 10 godzina zajęć, czy miała szczepionkę i nie może podnieść jednej ręki do góry... Już 3 rok trenuję u niej, bardzo szanuję ją za wykonywaną pracę, podziwiam podejście do życia.

Tym razem to H. przerywa ciszę, z uśmiechem ją komentując: "Ale cisza, jakby nikt nie oddychał!" Faktycznie, taka ta cisza właśnie była. Miny grobowe. H. pyta się, kto jest pierwszy raz na Zumbie. Jest ktoś! Jedna dziewczyna z kąta sali podnosi rękę. Zawsze jest ktoś nowy, zawsze. "Świetnie, witamy, będzie ekstra! Szeroki uśmiech, bijemy sobie brawo, nie przejmujemy się krokami, najwyżej będzie improwizacja, dobrze się bawimy, robimy hej, łuu i inne dźwięki, pijemy wodę!" - garść informacji od jak zawsze wesołej H.

Zaczyna się pierwsza piosenka, tańczymy. Dziewczyny trochę nieśmiało, trochę zblokowane... ale tańczymy. Utwór się kończy, czas na brawo. Brawo jest na poziomie 25%.

Dla tych, którzy nigdy na zajęciach Zumby nie byli, śpieszę z wytłumaczeniem: po każdej piosence bijemy sobie brawo. Bo było fajnie, bo się zmęczyłyśmy, bo dałyśmy z siebie wszystko, bo włożyłyśmy serce w ruch. Bo się powygłupiałyśmy, trochę pogubiłyśmy kroki w pewnym momencie, ale potem je znalazłyśmy gdzieś w 3/4 piosenki, bo się starałyśmy.

Halo, co się dzieje? Pomyliłam sale?

Miny obojętne, żeby nie powiedzieć zblazowane, oglądanie tyłka w lustrze, poprawianie sznurówek, sprawdzanie godziny, podpieranie ściany...

Okej, dajmy im czas. Wtorek o 14 to może nie dla wszystkich najlepszy moment na balangę. Poza tym, nie wszyscy przecież muszą tak żywiołowo reagować. Ale zaangażowanie jest wymagane, żeby Zumbę można nazwać treningiem - inaczej lepiej sobie odpuścić.


Scena III
Utwór #2, jeden z prostszych, weselszych, z tych "klasyków Zumby" i all-time favourites. Sytuacja się powtarza. Biję brawo 2 razy głośniej. Głośno mówię w kierunku H - "ej, co to dzisiaj, jakaś stypa?". Uśmiecham się życzliwie do innych dziewczyn. H. uśmiecha się z przekąsem do mnie. Dziewczyny udają, że to nie do nich i nie o nich.

Nic nie zadziało się przez przypadek - zrobiłam to specjalnie. Ostatnio wielokrotnie gadałyśmy o tym z H. "ta wtorkowa grupa to kompletna stypa, nikt nie bije brawo, nie uśmiecha się, nie rozmawia... co się z nimi dzieje? Jakby były tam za karę!". Mówię więc - przychodzę i rozkręcam to towarzystwo. Nie ma zmiłuj. To dopiero faza 1.

Kolejny utwór i kolejny. Spokojnie, spokojnie sytuacja się poprawia. Z każdym żartem i coraz głupszymi piosenkami i zawartymi w nich przedziwnymi ruchami - jak to na Zumbie - jest coraz lepiej. Punktem zwrotnym jest jednak piosenka, podczas której należy wykonać, co następuje:

- kręcić rękami młynki w górze
- przesuwać się w prawo ruchem kowboja
- głośno krzyczeć, i tu onomatopeja: "ŁUUUUUUUU!!!"

H. już jakiś czas temu zaprzestała robienia we wtorki "łuu". Bo ile można krzyczeć samemu? Nie oszukujmy się, to "łuu" jest dość zabawne, a wręcz nieco głupie. Robione samemu daje powody ku temu, zeby uważać kogoś za kompletnego wariata. I tak samo myślą zapewne te biedne, smutne dziewczyny. Po co się wygłupiać, po co krzyczeć, po co się wysilać, a tak w ogóle po co ja tu jestem, to może pójdę do domu, co za żenada... Ale szeroko pojęte "łuu" powoduje uśmiech na ustach, poprawia oddychanie podczas ruchu, jak to mówi H "spala dodatkowe kalorie". I zdecydowanie sprawia, że uczestnicy zajęć są bardziej wyluzowani.

Przyszedł wiadomy fragment piosenki, czas na fazę 2. Co robię? Samotne "łuu". Głośne, długie i samotne, takie trochę smutne, bo wiem, że będę sama. H się śmieje, macha ręką z rezygnacją i krzyczy z drugiej strony sali "nie da rady, nawet nie zaczynam!". Odpieram nieco dramatycznie "Nie poddam się!!! Najwyżej robić "łuu" sama!!!". Robię drugie "łuu".

I dzieje się cud.

Dziewczyny się śmieją i powoli zaczynają się dołączać. Pod koniec piosenki cała sala krzyczy nie "łuu", a "ŁUUUUUUU!!!". Sukces! Tak już jest do końca zajęć. Brawa pod koniec też uległy diametralnej zmianie.


Finał
Kolejne rewelacyjne piosenki i choreografie H. spowodowały uśmiech na twarzy każdej osoby, która wychodziła po zajęciach z sali.

Najwidoczniej trzeba było jednej wariatki z tłumu, żeby pociągnęła kolejne. Jestem przeszczęśliwa, że mogłam dla innych tą wariatką być. Bo to, ze coś robi instruktorka, nie zawsze oznacza, że zrobimy to samo. Czasem się wstydzimy, czasem nie mamy ochoty... Ale jeśli coś takiego zrobi ktoś, kto stoi "po tej samej stronie", sytuacja się zmienia.

Wy też znajdźcie swoje wewnętrzne "ŁUU!" i pomagajcie swoim koleżankom i kolegom z klubu się przełamać :) Tak jest weselej!

Koniec

Braliście kiedyś udział w takich "smutnych Zumbach"? Jak atmosfera zajęć wpływa na efekt końcowy?

Prawa autorskie do tytułu tego wpisu ma Edi, która tak właśnie skomentowała moją opowieść o wczorajszej Zumbie. Dzięki :)