Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 350-400kcal. Pokaż wszystkie posty

Frittata z łososiem, szpinakiem i serem gruyere































  

"Będę o 19, zrobisz coś dobrego i czystego na ciepło?"

Jest prośba, jest wystrzałowe danie na ciepło!

Frittata to inaczej wytrawny pieczony omlet. Robi się trochę dłużej niż klasycznego omleta z patelni, ale za to ma, oprócz tajemniczej nazwy, bardziej elegancki charakter i delikatniejszy smak. Do frittaty można wrzucić wiele składników - to jedno z dań do "czyszczenia lodówki". Bardzo dobrze smakuje z papryką, cebulą i pomidorami, ale tym razem zdecydowałam się na znane i lubiane połączenie łososia ze szpinakiem. "Wisienką na torcie" jest ser gruyere - to moje ostatnie dni emigracji we Francji, więc trzeba korzystać z dostępu do dobrych serów na każdym rogu :)

Jest to propozycja typowo białkowo-tłuszczowa (tylko 4g węglowodanów w porcji) i dość uniwersalna, jeśli chodzi o posiłek, bo może służyć za porządne śniadanie, całkiem solidny obiad lub zasłużoną kolację po ciężkim dniu.

P.S. Kolejny raz przepraszam za jakość zdjęcia - było robione kalkulatorem, późnym wieczorem, w najgorszym możliwym świetle... może Święty Mikołaj poratuje mnie nowym telefonem i zarazem lepszym aparatem? :)

Frittata z łososiem, szpinakiem i serem gruyere

Porcje: 2
388 kcal
BWT 36/4/25
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:

  • 100g szpinaku
  • 4 jaja
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżka posiekanej bazylii
  • 100g pokrojonego w małe kawałki łososia (użyłam wędzonego)
  • 1 ząbek czosnku
  • 60g sera gruyere (można użyć innego sera żółtego, który dobrze się zapieka, fety, koziego czy mozzarelli)
  • garść roszponki
  • 1 pomidor

Przygotowanie:

Piekarnik ustawiamy na 180 stopni. Szpinak podsmażamy na suchej patelni, aż zwiędnie (mrożony tak samo), W międzyczasie jajka i mleko roztrzepujemy w misce, dodajemy do smaku sól i pieprz. Dodajemy bazylię, kawałki łososia i szpinak. Na patelni po szpinaku przez chwilkę podsmażamy przeciśnięty przez prasę czosnek i dodajemy do masy. Ser ścieramy na najmniejszych oczkach tarki. Dodajemy dwie trzecie startego sera do masy, mieszamy i wylewamy do formy (używam silikonowej keksówki, wtedy nic nie przywiera). Pieczemy 15 minut lub dłużej - do momentu, gdy masa będzie widocznie ścięta (nie będzie żadnej wody na wierzchu). Po tym czasie posypujemy wierzch tarty pozostałym serem i pieczemy kolejne 5 minut, aż ser ładnie się przypiecze. Podajemy z roszponką i ósemkami pomidora.

Inspiracja.

Smacznego!

Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą



Quinoa brzmi co najmniej jak wyspa na Pacyfiku albo dawno wymarły ród Majów. Jakiś czas temu zauważyłam, że w sprawach kulinarnych (oprócz kręgów vegan-paleo-glutenfree-lowcarb-niewiemcojeszcze) dziwna nazwa bardziej odpycha niż przyciąga, w związku z czym zostałam zwolenniczką upraszczania sobie życia. Swojsko brzmiąca komosa już nie jest taka straszna :)

Komosa ryżowa w połączeniu z warzywami idealnie nadaje się do wzięcia na wynos - nie ma rzadkiego sosu, więc nic nam nie wycieknie, a do tego im bardziej będziemy trząść torebką lub plecakiem, tym lepiej się przemiesza ;) Danie robi się tak długo, jak gotuje się komosa, czyli około 20 minut. W międzyczasie wystarczy przepłukać fasolę i pokroić resztę warzyw oraz fetę, a na koniec całość wymieszać i skropić cytryną. Szybka, sycąca, lekko orzechowa w smaku i do tego bardzo zdrowa propozycja w sam raz na lunch.

Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą
Porcje: 2
366 kcal
BWT 18/57/8
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 50g suchej komosy ryżowej
  • 1 puszka czerwonej fasoli (250g)
  • pół niedużej cebuli (czerwona będzie świetnie pasować)
  • 50g sera feta
  • 1 duża papryka
  • sok z połowy cytryny
  • pieprz
Przygotowanie:

Komosę przepłukać na sicie wrzącą wodą, przełożyć do garnka, zalać podwójną ilością zimnej wody i gotować pod przykryciem do momentu, gdy komosa wchłonie całą wodę.
W międzyczasie na sicie przepłukać wyjętą z puszki fasolę, pokroić cebulę w piórka, a paprykę i fetę w kostkę.
Gdy komosa wchłonie wodę, wszystkie składniki wymieszać, skropić cytryną i doprawić pieprzem.

Smacznego!

Szybki placek dyniowy


Znacie to uczucie, gdy potrzebujecie czegoś słodkiego i to szybko?
Najlepiej jakieś ciasto?
Ale najlepiej w wersji odchudzonej?
I najlepiej z dynią?

No dobra - mogę być osamotniona, jeżeli chodzi o ostatnie dwa punkty. Ale jeśli chodzi o pierwsze dwa, to jestem pewna, że każdy z nas co jakiś czas tak ma. Na przykład dziś, gdy po wczorajszej sowitej kolacji i intensywnym wieczorze na mieście nastał tzw. "kac dzień" i gdy trzeba było zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, zaistniała potrzeba czegoś na pokrzepienie ducha i ciała. O ile jestem przeciwniczką karmienia uczuć ("o, jest mi smutno, zjem wszystko"), to nie da się zaprzeczyć, że jedzenie poprawia humor i można, ba, trzeba wykorzystywać to w odpowiedni sposób. Jednym z takich sposobów są zdrowe wypieki.

Ze względu na konsystencję i wysokość nie nazwałabym tego wypieku ciastem, a plackiem. W dodatku bardzo szybkim, bo piecze się zaledwie kwadrans, a przygotowanie polega na wymieszaniu wszystkich składników. Piekłam go w małej silikonowej keksówce - można zwiększyć powierzchnię formy i ilość składników dwukrotnie lub trzykrotnie, szczególnie, gdy chcemy nim poczęstować większą liczbę osób. Jedna porcja wystarcza na dwie osoby i świetnie sprawdzi się jako podwieczorek lub pokaźne drugie śniadanie w towarzystwie kawusi...

Placek jest bez jajek, bez glutenu i bez cukru. Jest za to dużo smaku i aromatu, a szczególnie ciepłej, lepkiej i słodkiej dyni.

A jeśli powyższy opis nadal nie przekonał Was do tego, by zawsze mieć zapas dyniowego musu "na czarną godzinę", to może skusi Was rekomendacja mojej drugiej Hantli, który po pierwszym kęsie głośno i dobitnie wyraził swój zachwyt. Nie powiem dokładnie jakimi słowami, bo się na mnie obrazi.
;)

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Łosoś w sosie teryiaki z bazyliową kaszą jaglaną


Jem za mało ryb. Wszyscy jemy za mało ryb... tak to już się złożyło, że w Rzeczypospolitej Schabowej łaskawszym okiem patrzymy na mięso. Czas to zmienić!

O tym, jak fajną rybą jest łosoś, nie będę pisać, bo można niechcący zaplątać się w wici dyskusji dotyczących rodzajów tej ryby, połowów i innych budzących kontrowersje tematów. Najważniejsze jest to, że (jakiego typu by nie była) jest zdecydowanie bardziej wartościowa, niż kurczak lub świnka, a dobrze przyrządzona... niebo w gębie. Podstawą tego "dobrego przyrządzenia" jest marynata, która nawiązuje do sosu teryiaki. Nie lubimy marynat, bo mają to do siebie, że trzeba o nich wcześniej pomyśleć, zrobić, oporządzić mięso... jednak dzięki nim mięsa, ryby, warzywa czy tofu uzyskują o niebo lepszy smak. Można więc zająć się taką marynatą przy okazji, robiąc kolację lub śniadanie.

Łosoś wylądował na powyższym talerzu w towarzystwie kaszy jaglanej. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że ta kasza jest gorzka lub nie ma smaku w zupełności. Nie zgadzam się! Dobrze przygotowana kasza nie jest gorzka i ma odpowiednią (sypką lub lepką w zależności od potrzeb) konsystencję. Rozwiązaniem w tym przypadku jest bazylia, która nie dość, że podkręca smak, to jeszcze wpływa na poprawę wizualnych aspektów dania ;) Dodatki do bazowych składników to clue dania, który decyduje o tym, czy coś jest jadalne, czy bardziej przypomina paszę dla koni. Przy dietetycznych przepisach pozbawionych mąk, maseł oraz innych cukrów i tłuszczy trzeba szczególnie dbać o te dodatki. Muszę chyba poświęcić temu zagadnieniu oddzielny wpis. :) To samo dotyczy multitaskingu w kuchni. Nie można przecież robić jednej rzeczy, a potem zaczynać drugiej, bo trzeba byłoby spędzić w kuchni cały dzień, a efektywność by nas nie zachwyciła. Dlatego w przepisie dość mocno miesza się proces przygotowania kaszy i pieczenia łososia. Dzięki temu będzie szybko, efektywnie i efektownie :)


Babeczki owsiane z masłem orzechowym i jabłkami



Wypieki śniadaniowe - o tak! Nie ma to jak potrawa z piekarnika na śniadanie. A już szczególnie, gdy są to babeczki, które kojarzą się z czymś absolutnie nieśniadaniowym i niedietetycznym. Babeczki, które zrobiłam dzisiaj, są w stu procentach "legalne", a ich bazą jest mąka owsiana, czyli zmielone w elektrycznym młynku do kawy płatki owsiane. Słodycz zapewniają erytrytol (można zastąpić innym słodem w odpowiedniej dawce) i jabłka.

Problem jest jeden - kto ma na to czas? Cóż, w zasadzie... każdy. Przecież nikt nie każe nam serwować ich na świeżo, prawda? Ale prosto z piekarnika smakują najlepiej... Jak to pogodzić?

Babeczki najlepiej zrobić w dzień, kiedy rano nam się nie spieszy, na przykład w sobotę lub niedzielę. Te, które zostaną po śniadaniu, wkładamy do szczelnego pojemnika wyłożonego podwójną warstwą ręcznika papierowego oraz nakryte taką samą warstwą z góry i przechowujemy w temperaturze pokojowej (nie w lodówce, bo będą gumowe!) przez 2-3 dni. Przed spożyciem wkładamy je do piekarnika na kilka minut. Można także owinąć je w plastikową folię do żywności i przechowywać w zamrażarce - dzięki temu mamy gotowe śniadanie "na czarną godzinę". Takie zmrożone babeczki najlepiej wyjąć poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyły się rozmrozić do rana, lub dokonać tego w inny sposób, na przykład w mikrofali (nie wiem, jak się to sprawdzi, ponieważ jej nie używam).

Są wspaniałe na śniadanie (3 sztuki) lub jako szybka przekąska w trakcie dnia (1 sztuka). Z łatwością można wpakować je do torebki i zjeść później.

Gotowi, do startu, piec!


Truskawkowe smoothie w misce


Od dawna chciałam użyć Newelli - białka kurzego. Konsystencją przypomina mozzarellę, a smakiem - ugotowane białko. Odpowiednia ilość białka w diecie, a raczej jego niedobór, to najważniejsze i najtrudniejsze dla mnie zagadnienie. Upatrywałam więc w Newelli kolejnego produktu, który mi w tym pomoże. Tak też się stało - zmiksowane białko jest niemal niewyczuwalne, nadaje przyjemnej, gęstej konsystencji i zapewnia odpowiednią podaż białka. Można ją zastąpić miarką odżywki białkowej lub bananem (choć to nie zapewni odpowiedniej konsystencji).

Jak dla mnie eksperyment można uznać za jak najbardziej udany. To świetne danie śniadaniowe na upalne poranki, gdy nie mamy ochoty na nic ciężkiego lub ciepłego. Koktajl jest orzeźwiający i pełny owoców i dodatków, które dodatkowo go urozmaicają. Jeśli natkniecie się na Newellę (w angielskiej sieci hipermarketów jest na dziale z jogurtami), nie wahajcie się po niego sięgnąć.

Miksujemy? :)


Sałata z łososiem, rzodkiewką i trójkątami z wrapa (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.4)




Piątek trzynastego, dzień dobry!
Ten dzień, paradoksalnie, jest dla mnie zawsze bardzo szczęśliwy. Tym razem również się tak zapowiada - pracowicie, ale wesoło! :)

Nie ma nic, co trzyma człowieka pracującego przy życiu bardziej, niż perspektywa pysznego obiadku. Czy tylko ja tak mam? Tak czy siak, nie mogę spokojnie pracować, jeśli nie mam przygotowanego jedzenia, które wciągnę ze smakiem o odpowiedniej porze. Takie to już życie zdrowo odżywiających się ludzi - każdy fit freak zrozumie!

Środek maja, stragany ze świeżymi warzywami kuszą jak nigdy - czas to wykorzystać, w końcu ten piękny okres w roku nie będzie trwał wiecznie. Oszczędność czasu jest jednakże bardzo mile widziana (w końcu pracujemy, tak?), dlatego dziś tematem jest szybciutka sałatka lunchowa z łososiem.

Jak już wcześniej pisałam, naleśniki owsiane bardzo ładnie przechowują się w lodówce (ok. 3 dni). Jednak tego ostatniego dnia nie proponuję nikomu zawijać w nie kurczaka czy twaróg, za to lepiej wrzucić je na chwilę na grillową patelnię i pokroić na trójkąty. Takie "chlebki" będą stanowiły wspaniałe uzupełnienie obiadowego dania.

Więcej przepisów z wykorzystaniem owsianych naleśników znajdziecie w poprzednich wpisach: tutajtutaj oraz tutaj.

Naleśniki na słodko z truskawkami (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.3)



Sezon na truskawki w pełni, stragany się uginają - nie myślcie, że o nich zapomniałam.
Ta odsłona naleśników łączy dwa szaleństwa - to naleśnikowe i to truskawkowe.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na zdjęciu naleśnik wygląda tak, jakby się... wykrwawił ;)
Więcej o naleśnikach możecie przeczytać w poprzednich wpisach: tutaj oraz tutaj.

Róbcie, póki są truskawki!


Lody truskawkowo-waniliowe (śniadanie lub deser + wersja wegańska)



(Obiecuję wstawić lepsze zdjęcia. Obiecuję!)

Od dwóch tygodni rezyduję poza Polską, więc nie wiem, jaka w ojczyźnie pogoda, ale tu w stolicy Katalonii od poniedziałku słoneczko nas nie opuszczało. Druga hantla wyjątkowo miała wczoraj wolne, więc spakowaliśmy obiadki (więcej na instagramie) i ruszyliśmy w miasto. Pomijając to, że od wygrzewania się w Parc de la Ciutadella i przechadzki Barcelonetą spaliliśmy się jak dwa buraczki, to dzień należało zaliczyć do wybitnie udanych.

Podczas spaceru zwróciłam uwagę (nie pierwszy raz) na to, że jest to miasto, w którym nie ma ulicy bez kawiarni, baru tapas lub innej restauracji. Inaczej ujmując: żarcie jest wszędzie. Im bardziej zapuszczaliśmy się w turystyczne rewiry, tym więcej mijaliśmy budek ze słodkościami, a zapach Nutelli ciągnął się nieprzerwanie przez całe wybrzeże. Nie trzeba chyba mówić, jak kuszące są to bodźce. Nie jesteśmy z żelaza, fit freak na redukcji też człowiek, więc swoje musieliśmy odcierpieć. Czara goryczy przelała się jednak, gdy stojąc w pewnym miejscu wybrzeża nie było kierunku, w którym można było się patrzeć, żeby nie widzieć budki z lodami (a konkretnie sklepu firmowego Haagen-Dazs, stoiska z mrożonym jogurtem Danone i restauracji z lodami zawijanymi w naleśniki).

Po drodze zastanawialiśmy się - to jest nienormalne, tak nie można żyć, że nie możemy sobie wziąć po gałce lodów na gofrze belgijskim tylko dlatego, że nie było to zaplanowane, a przez to zrujnowalibyśmy naszą dietę, a potem i tak będziemy wariować w cheat day*; może coś trzeba zmienić, a może rzucić to wszystko w cholerę i po co te rozpiski jedzenia, skoro można siąść w porcie przy paelli, sangrii i churrosach z czekoladą...


Dotarliśmy do domu, a ja zaczęłam planować kolejny dzień czystego jedzenia.
Zastanawiałam się, czy uda się tak ułożyć plan, żeby jednak pochłonąć te lody bez wyrzutów sumienia w normalny dzień treningowy i bez cheatów.
Jak tu nagiąć rzeczywistość do własnych wymagań?
Hm.
Wtedy dotarło do mnie, że lody można zrobić samemu, a co więcej, już je kiedyś robiłam.
Rzuciłam się więc do liczenia proporcji, pobiegłam do kuchni i pokroiłam owoce, wrzuciłam do lodówki, zalałam płatki owsiane i odżywkę białkową mlekiem, a rano zblendowałam wszystko razem.

Są takie dietetyczne posiłki, które wcale nie smakują dietetycznie. Smakują tak, jakby była w nich tona cukru, przyjemnego tłuszczyku i wszelkiej niezdrowej chemii, za którą przepadają nasze kubki smakowe. Ale wcale tej chemii, cukru i tłuszczu nie posiadają. Wspaniałym przykładem tego fenomenu jest właśnie ten przepis.

Jedliście kiedyś lody na śniadanie? Nie? To spróbujcie. Nie pożałujecie tej decyzji :D
Możecie też podzielić się z koleżanką, kolegą, mamą lub chłopakiem i zjeść je w ramach wspaniałego, pełnowartościowego, słodkiego deseru.

Poniższy przepis jest błyskawiczny w wykonaniu - potrzebujecie 5 minut poprzedniego wieczora i 2 minut rano. Konieczne będzie posiadanie blendera - wystarczy nawet ten ręczny.

Tak przy okazji - jedna porcja ma objętość ok. 2 szklanek, do pucharka zmieściło się pół porcji (reszta jest z tyłu w misce). Więc śniadanie składa się de facto z dwóch takich pucharków. Fajnie, nie?

* dziki cheat day nie jest wspaniałym pomysłem, zdecydowanie lepiej robić przemyślane cheat meale, ale z racji chwilowej rzadkości przebywania razem, zapchanego grafiku i opisanych w tekście katalońskich atrakcji zarządziliśmy cheat day. Efekty wcale nie są złe, odniosę się do tego kiedy indziej :) a teraz LEĆCIE ROBIĆ MICHĘ LODÓW!

Omlet z kaszy manny z owocami



Kto lubi sernik? A kto  n i e  l u b i ?!

Kasza manna to składnik niesamowicie interdyscyplinarny, jeśli chodzi o kuchenne szaleństwa. Znany nam z dzieciństwa, był podawany często jako śniadanie lub deser w towarzystwie słodkich owocowych syropów. Uwielbiam wszystkie kasze pod każdą postacią, a o tej odmianie przypomniałam sobie jakiś czas temu za sprawą pewnego genialnego przepisu na ciepły kleik śniadaniowy z truskawkami, który magicznie przywołał wspomnienia z dawnych lat... ale chyba się powtarzam, bo pisałam o tym co nieco przy okazji przepisu na pudding z kaszy manny.

Każdy, kto kiedykolwiek odwiedził mojego Instagrama, wie, jaką świętością są dla mnie (a w szczególności dla mojej "drugiej hantli") omlety. Jakim cudownym odkryciem był zatem omlet z dodatkiem kaszy manny, który okazał się być mięciutki i puszysty jak sernik?

Hiszpańska tortilla



Podróże kształcą - jest w tym stwierdzeniu ogrom prawdy i chyba każdy się z tym zgodzi. Odkąd zaczęłam interesować się gotowaniem, pojawił się w podróżach aspekt gastronomiczny. Odkrywanie kraju przez pryzmat kulinariów może okazać się bardzo ciekawym (a jakim przyjemnym!) sposobem na poznawanie innych kultur i zwyczajów.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że hiszpańska kuchnia jest bogata i różnorodna, absolutnie niesamowita. Bliskość morza z trzech stron powoduje częste występowanie ryb i owoców morza, a jednak kuchni tej towarzyszy prostota znana nam z włoskich czy greckich potraw. Śródziemnomorski charakter dań jednoznacznie kojarzy się z wakacjami i odpoczynkiem.

Ostatnia wizyta w Hiszpanii sprawiła, że zakochałam się w hiszpańskiej tortilli (poprzednia sprawiła, że zakochałam się w moim chłopaku, ale to już zupełnie inna historia). Niby tak banalna sprawa - placek z ziemniakami i cebulką plus ewentualne dodatki, a jednak absolutna rewelacja. Podkreślam, że jest to hiszpańska tortilla, której absolutnie nie należy mylić ze spopularyzowanym u nas plackiem tortilla, inaczej zwanym też wrapem, czyli mącznym plackiem, którym owijamy mięso, warzywa i inne specjały. Inaczej, to nie twister z KFC. Więcej o tym tutaj.

Przez ostatnie dni bardzo zatęskniłam za tym uroczym plackiem, w związku z czym podjęłam się próby odtłuszczenia, odwęglenia i nabiałkowania* tradycyjnego przepisu. Okazało się to być zadaniem w gruncie rzeczy prostym, a wszystko za pomocą redukcji oliwy, na której smażona jest tortilla, zrezygnowania z tłustych dodatków oraz dodania ugotowanego białka jaja.

Muszę przyznać - dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona smakiem potrawy z własnego przepisu. Ani wyglądem, ani smakiem nie odbiega od oryginału!

Tortilla jest po prostu genialna

Jest tak genialna, że jeszcze raz podliczyłam wszystkie składniki, bo musiałam się upewnić, że połowa przepisu faktycznie ma tylko 360 kalorii i tak idealny rozkład makro. I faktycznie tyle ma.

A zatem, bez wyrzutów sumienia zapraszam Was do Hiszpanii!**

* Proszę mi wybaczyć to słowotwórstwo :D
** Nie ostatni raz, ponieważ w następnym tygodniu podzielę się z Wami kolejnym przepisem obiadowym inspirowanym hiszpańską kuchnią!

Czekoladowo-kawowy pudding chia z bananem i malinami


Pisząc tytuł tego wpisu miałam wrażenie, że jest w nim za dużo "dobrego". Na pierwszym miejscu czekolada, zaraz za nią kawa, to wszystko w formie puddingu z hiszpańskiej szałwii, a do tego na wierzch jeszcze banany i maliny... Co za dużo, to niezdrowo?

A właśnie, że zdrowo. Dużo potasu z bananów, witaminy C i kwasu foliowego z malin (pomagają też przy bólach menstruacyjnych, dziewczyny!), a do tego błonnik, przeciwutleniacze i omega-3 z nasion chia.

Jest to też o tyle ciekawy deser, że łączy w sobie trzy najpopularniejsze trendy żywieniowe. Dzięki obecności "superfood" wpisuje się w nurt zdrowego odżywiania, mleko roślinne czyni go wegańskim, a świetne makro zadowoli wszystkich, którzy dbają o linię.

Śniadanie-deser na słodko, bez dodatku cukru, z kawą, która postawi Was na nogi i mnóstwem owoców, które przywołają na myśl wiosnę. Bardzo czegoś takiego potrzebowałam, a i Wy pewnie tęsknicie za cieplejszymi dniami, podczas gdy na dworze zima chyba uświadomiła sobie, że niedługo się kończy i postanowiła nie zaniżać sezonowych statystyk opadów śniegu... Wiosno, już marzec, kiedy nadejdziesz?

Aha, jeszcze dodam, że przygotowanie tego śniadania zajmie wam 5 minut poprzedniego wieczoru. Rano wystarczy tylko wyjąć pudding z lodówki, dodać owoce na wierzch i już możemy zajadać się pysznościami :) A jeśli zaśpimy, to dzięki przygotowaniu w słoiku lub innym pudełku możemy go również zabrać ze sobą i zjeść w samochodzie lub pracy (choć oczywiście odradzam jedzenie w pośpiechu).

Z takim PRem, jaki właśnie zrobiłam temu daniu, powinniście być w połowie drogi do kuchni ;)

Syrniki owsiane z żurawiną


Od jakiegoś czasu szukałam alternatywy dla połączenia białego sera i płatków owsianych, które to występuje w mojej diecie. Pomijam fakt, że jeszcze miesiąc temu za nic w świecie nie powiedziałabym, że i taka mieszanka saute jest jadalna - płatki bez mleka lub wody i to z twarogiem, co to za pomysł?! A jednak (polecam szczególnie z jabłkiem i orzechami, mniam).

Ten miks nieco mi się znudził, a zapragnęłam bardziej puszystych placuszków niż zwykłe omlety, które jadłam dotychczas. Zainspirowałam się rosyjskimi syrnikami zrobionymi przez Filozofię Smaku. Muszę przyznać, że mnie samą efekt zaskoczył bardzo pozytywnie i na pewno serniki na jakiś czas zagoszczą w moim śniadaniowym menu. A przynajmniej na jakiś czas - bo u mnie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie ;)

Ciekawi, co mi wyszło?

Zimowe ciasteczka rozgrzewające - dwie wersje




Dziś krótko i na temat, czyli jak z wczorajszej owsianki zrobić piękne, pachnące i mobilne ciasteczka. Właściwie to nie tylko ciasteczka, ale i ciasto ciacho ciasteczko w wersji maxi, bo wersja 2 jest całkiem dużych rozmiarów.

Podstawą jest wykonanie owsianki z tego przepisu.

Jeden z moich ulubionych patentów to robienie śniadań wieczorem dnia poprzedniego, co daje mi więcej czasu na poranne czynności.
Jeśli macie ochotę na proste, zdrowe i pyszne śniadaniowe smakołyki lub idealny podwieczorek, polecam Wam wersję 1.
Jeśli natomiast rano się śpieszycie, koniecznie wypróbujcie wersję 2!

Pośpiech pośpiechem, ale pamiętajcie, żeby jeść spokojnie - nawet, jeżeli będzie to w pracy, uczelni, szkole lub tramwaju (ostatnia wersja przydarza mi się zadziwiająco często).

Śniadaniowa frittata z warzywami i razowym chlebem

1169706_956283267782808_1892633117_n.jpg (1080×1080)

Dziś pieczemy. Mało kto robi pieczone śniadania, bo uważa się je za niepraktyczne; rano każdemu zależy na czasie i nie ma miejsca na eksperymenty - a szkoda! Nic nie dodaje energii z rana tak, jak piękne i pożywne śniadanie. A już szczególnie w poniedziałek.

Poza tym, wystarczy dobra organizacja. Dzień zaczynamy od kawy (a jakże, patrz Instagram W&H) i pokrojenia warzyw, a gdy frittata się piecze, mamy spokojne 20 minut, żeby się umyć, umalować lub zrobić cokolwiek innego, co robimy przed wyjściem z domu :) Potem wyjmujemy pyszny, gorący jajeczny placek z piekarnika, garść sałaty, pachnący chleb, wcinamy i możemy atakować dzień!

Grillowany indyk z kaszą gryczaną i warzywami


Mięso z grilla kojarzy mi się z majem. Czujecie to cudowne, już letnie powietrze, pierwsze gorące promienie słońca i błogi relaks?

Cóż, ja dzisiaj ich nie poczułam - i nie ma się co dziwić, w końcu jest środek stycznia. Na dworze jest -10 stopni i mamy przepiękną, wręcz bajkową zimę. Jako urodzony w sierpniu typowy Lew jestem wielbicielką ciepłych temperatur, a śnieg lubię tylko ten "pierwszy w roku" oraz pod snowboardem szusując w dół stoku. Postanowiłam zadziałać wbrew pogodzie i przypomnieć sobie majowe klimaty - a oto one. I dowód, że grill smakuje przez okrągły rok.

Będąc aktualnie na redukcji mam do wyboru określone składniki w bardzo określonej ilości. Od kilku tygodni bawię się różnymi wariantami podobnych składników (ileż można jeść kurczaka z ryżem?!) Inspiracją do powstania tego przepisu był przepis Asi z Kwestii Smaku. Nie zliczę, ile już przepisów zrobiłam z jej cudownej strony. W ciastach trzymam się proporcji ze snajperską precyzją, ponieważ jest to klucz do sukcesu, ale w przypadku innych dań często zmieniam je - w stylu W&H.

Indyk zrobiony, lunchboxy gotowe - obiad na 3 dni mam z głowy!