Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na wynos. Pokaż wszystkie posty

Lunchbox: Kasza jaglana z jajkiem, awokado i warzywami


Jajko i awokado tworzą wspaniały duet. Szczególnie, jeśli są doprawione świeżo zmielonym pieprzem, a żółtko jest płynne... Mniam! Ten pełen zdrowych tłuszczy omega-3 i omega-6 mariaż spożywczy był zalążkiem dania, które widzicie powyżej. Dzięki kaszy jaglanej i warzywom tworzą bardzo prostą i smaczną propozycję obiadową.

Posiłek jest bardzo sycący, zapewni brak uczucia głodu do końca pracy lub zajęć. Spodoba się tym, którzy lubią proste i zdrowe rozwiązania - a kto takich nie lubi?! Na dodatek jest kolorowy i bardzo apetyczny. W końcu jest awokado, które zapewnia obie te cechy :)  

To jak, działamy? 

PS. Z dużym prawdopodobieństwem jest to ostatni przepis, jaki wstawiam. 
Z Francji, ma się rozumieć. Od soboty znowu rezyduję nad Wisłą!

Lunchbox: Kasza jaglana z jajkiem, awokado i warzywami

Porcje: 2
466 kcal
BWT 17/60/19
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:

  • 120g suchej kaszy jaglanej
  • 2 jaja
  • 1 awokado
  • 1 papryka
  • 2 pomidory
  • 2 łyżki jogurtu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Kaszę jaglaną przesypać na sitko i sparzyć wrzątkiem. Zalać podwójną ilością wody w stosunku do objętości kaszy, zamieszać, przykryć pokrywką i gotować na średnim ogniu ok. 10-15 minut, dopóki woda całkowicie się nie wchłonie. W międzyczasie usmażyć na patelni 2 jaja, awokado pokroić w paski, a paprykę i pomidory pokroić w kostkę. Gdy kasza się ugotuje, wymieszać ją z awokado (można zostawić kilka plasterków do dekoracji), papryką, pomidorami, jogurtem, solą i pieprzem, a na górę wyłożyć jajka.

Smacznego!

Kotleciki z ciecierzycy


Nigdy nie zapomnę, gdy pierwszy raz spróbowałam falafeli. W tamtym czasie nie były jeszcze popularne w Polsce, a przynajmniej nie w takiej skali, jak obecnie. Zamówiłam to, co polecił przewodnik, ba, nawet do końca nie wiedziałam, co zamawiam. Był to mój pierwszy posiłek w Izraelu, a zarazem pierwszy kontakt z tamtejszą kuchnią. I chociaż jedliśmy w małym, zdecydowanie niewysublimowanym przydrożnym barze, to muszę przyznać, że to chyba nadal były najlepsze falafele, jakie kiedykolwiek jadłam.

Od tamtej pory minęło parę ładnych lat, a ciecierzycowe kulki można dostać w niemal każdym miejscu - od podrzędnego kebaba do topowej restauracji. Nic dziwnego - łączą w sobie dwa popularne nurty żywieniowe: bezmięsne odżywianie i fast food. Po prostu fast food dla wegan.

A gdzie w tym wszystkim zdrowe odżywianie? Cóż, nie ma. Falafele są smażone na głębokim tłuszczu, co znacznie podwyższa ich wartość kaloryczną. W związku z tym od razu zaznaczam - kotlety w moim przepisie to nie falafele, ponieważ są nie smażone, a pieczone. 

Zapewne znalazłoby się kilka opinii, że pieczenie w piekarniku powoduje suchość kotletów. Owszem, falafele są zdecydowanie bardziej tłuste, przez co są wilgotne i są lepszym nośnikiem smaku, ale za to moje kotlety nadrabiają lekkością, a jeśli zestawimy je z odpowiednimi dodatkami takimi jak sos czosnkowy i chleb naan, to nawet się nie zorientujemy, że zaszła jakakolwiek zmiana - a jeśli już, to na lepsze! Zdrowe wybory to nierzadko sztuka kompromisów. To trochę tak, jak porównywanie tłustych muffinów z ich owsianą wersją - jest na pewno inaczej, ale zdrowiej. I nadal smacznie - tu żadnych kompromisów nie ma!

Z przykrością stwierdzam, że chlebek naan ze zdjęcia nie jest mojego autorstwa. Jeśli macie chwilę, żeby zrobić takie chlebki, polecam ten przepis Nigelli Lawson, z którego wielokrotnie korzystałam. Pamiętam, jak zrobiłam je na Wielkanoc i nie zdążyły dotrzeć na stół - co do jednego zostały pochłonięte przez dzieciaki, które grasowały w kuchni ;)

Falafele chodziły za mną już od wielu dni, a ta wersja ciecierzycowych kotletów na pewno zaspokaja potrzebę. I o to chodzi!


Kotlety z ciecierzycy z chlebkiem naan
Porcje: 4
298 kcal
BWT 14/51/5
Czas przygotowania: 10 minut + 30 minut pieczenia

Składniki:

Kotlety:
  • szklanka suchej ciecierzycy (NIE można użyć ciecierzycy z puszki!)
  • 1 cebula pokrojona w kostkę
  • 5 łyżek posiekanej kolendry
  • 5 łyżek posiekanej natki pietruszki
  • 3 posiekane ząbki czosnku
  • pół łkmin indyjski
  • 1/4 łyżeczki suszonej kolendry
  • sól, pieprz
Dodatki:
  • 4 chlebki naan po 30g (lub sięgnij po ten przepis Nigelli Lawson)
  • liście sałaty
  • 125g jogurtu
  • ogórek
  • dodatkowy ząbek czosnku do sosu
Przygotowanie:

Ciecierzycę zalewamy dużą ilością wody i odstawiamy na minimum 8 godzin (może być więcej). Najlepiej zalać ją wieczorem, by zrobić kotlety następnego dnia. Można też zrobić to tego samego dnia z samego rana.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Ciecierzycę odsączyć z wody. Wszystkie składniki zblendować (użyłam miksera-żyrafy) na gładką masę, ulepić małe płaskie kotleciki (z powyższego przepisu ulepiłam 16 kotletów, po 4 na porcję). Piec przez 30 minut, w połowie czasu przekręcając kotlety na druga stronę.

Sos czosnkowy: wymieszać jogurt, wyciśnięty przez praskę czosnek, sól i pieprz.

Podawać z sosem, chlebkiem naan lub innym podpieczonym pełnoziarnistym chlebem, pokrojonymi w słupki ogórkami i sałatą.

Inspiracja.
Smacznego!



Szarlotkowe muffiny owsiane


Niektórzy mówią, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Może i czasem mają rację, ale na pewno nie w kwestii tego śniadania! 

Już kilkukrotnie wychwalałam na łamach tego bloga instytucję śniadania z piekarnika. Jest w tym coś naprawdę rozgrzewającego i dobrze nastrajającego na cały dzień. Anglicy też najwyraźniej tak uważali, gdy kilkadziesiąt lat temu stworzyli śniadaniowe breakfast muffins. Dobrze zbilansowane, w sam raz, by chwycić w łapkę i iść podbijać świat. Amerykanie oczywiście zrobili z nimi to, co z każdym innym daniem, czyli dodali tonę tłuszczu i cukru i tak powstały muffinowe bomby kaloryczne miłościwie panujące na półkach sklepowych... ale o tym kiedy indziej. Clue akapitu: śniadanie z piekarnika - to jest to!

Z kolei owsianka jest jednym z moich (i nie tylko moich) ulubionych posiłków na początek dnia. Prosta, szybka, niewymagająca dziwnych składników, zawsze smaczna. Do tego magiczne połączenie jabłek i cynamonu w każdej szanującej się szarlotce mówi samo za siebie. Łącząc te wszystkie aspekty powstaje śniadaniowy fenomen: muffiny o smaku szarlotki i wartościach odżywczych owsianki.

Wiele osób może zniechęcić konieczność pieczenia. Mnie z kolei zachęca, bo paradoksalnie zaoszczędza czas rano. A rano czas to pieniądz! Wystarczy wygospodarować 10 minut poprzedniego wieczoru, po pół godzinie wyjąć z piekarnika, powstrzymać się od ich natychmiastowego spałaszowania, a przez kolejne 2 poranki cieszyć się czekającym na nas śniadaniem. Smakuje dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno, więc przy napiętym planie można zjeść muffiny po drodze do pracy czy szkoły, a w luźniejsze dni podgrzać kilka minut w piekarniku. 

Myślę, że to również fajny sposób na zdrowe śniadanie dla dzieci. W końcu to ciastka na śniadanie!
A jeśli nie na śniadanie, to na podwieczorek do kawy - w końcu jeden muffin to tylko 140 bardzo wartościowych kalorii (w przeciwieństwie do wspomnianego amerykańskiego odpowiednika).

Szarlotkowe muffiny owsiane
Porcje: 2
429 kcal
BWT 17/73/9
Czas przygotowania: 10 minut + 30 minut pieczenia

Składniki:
  • 125 g jogurtu
  • pół szklanki mleka
  • 2 jajka
  • cynamon (ćwierć lub pół łyżeczki, zależnie od upodobań)
  • 1 łyżka miodu
  • 4 łyżki rodzynek
  • 80 g płatków owsianych
  • 1 spore jabłko obrane i pokrojone w kostkę
Przygotowanie:

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Jogurt, mleko, jajka, cynamon i miód dobrze wymieszać w misce.
Dodać resztę składników i wymieszać (można odłożyć kilka rodzynek, by ozdobić nimi wierzch muffinek).
Przełożyć do foremek lub kokilek - korzystałam z silikonowych, masy wystarczyło na 6 foremek.
Piec 30 minut.

Porcja to połowa przepisu, więc w moim przypadku 3 muffiny.


Inspiracja.
Smacznego!



Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą



Quinoa brzmi co najmniej jak wyspa na Pacyfiku albo dawno wymarły ród Majów. Jakiś czas temu zauważyłam, że w sprawach kulinarnych (oprócz kręgów vegan-paleo-glutenfree-lowcarb-niewiemcojeszcze) dziwna nazwa bardziej odpycha niż przyciąga, w związku z czym zostałam zwolenniczką upraszczania sobie życia. Swojsko brzmiąca komosa już nie jest taka straszna :)

Komosa ryżowa w połączeniu z warzywami idealnie nadaje się do wzięcia na wynos - nie ma rzadkiego sosu, więc nic nam nie wycieknie, a do tego im bardziej będziemy trząść torebką lub plecakiem, tym lepiej się przemiesza ;) Danie robi się tak długo, jak gotuje się komosa, czyli około 20 minut. W międzyczasie wystarczy przepłukać fasolę i pokroić resztę warzyw oraz fetę, a na koniec całość wymieszać i skropić cytryną. Szybka, sycąca, lekko orzechowa w smaku i do tego bardzo zdrowa propozycja w sam raz na lunch.

Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą
Porcje: 2
366 kcal
BWT 18/57/8
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 50g suchej komosy ryżowej
  • 1 puszka czerwonej fasoli (250g)
  • pół niedużej cebuli (czerwona będzie świetnie pasować)
  • 50g sera feta
  • 1 duża papryka
  • sok z połowy cytryny
  • pieprz
Przygotowanie:

Komosę przepłukać na sicie wrzącą wodą, przełożyć do garnka, zalać podwójną ilością zimnej wody i gotować pod przykryciem do momentu, gdy komosa wchłonie całą wodę.
W międzyczasie na sicie przepłukać wyjętą z puszki fasolę, pokroić cebulę w piórka, a paprykę i fetę w kostkę.
Gdy komosa wchłonie wodę, wszystkie składniki wymieszać, skropić cytryną i doprawić pieprzem.

Smacznego!

Batoniki owsiane


To jeden z tych przepisów, który od momentu pierwszego wykonania towarzyszy mi niemal bez przerwy; do którego wracam dokładnie w momencie, w którym zapas batoników w lodówce alarmująco zbliża się do zera. Który ratuje tyłek, gdy obiecałam sobie "żadnych słodyczy!", a ochota jest wielka...

To również jeden z przepisów z grupy "włóż-wymieszaj-gotowe", dzięki czemu wykonanie partii batoników zajmuje nie więcej niż 5 minut. Zawiniętego w papier śniadaniowy batonika (jak sporawego cukierka) łatwo jest wziąć na wynos niczym ubezpieczenie od pokus słodyczowych.

Eksperymentowałam z różnymi dodatkami na górę - pokruszoną czekoladą gorzką, jagodami goji, orzechami - wszystko bardzo dobrze pasuje, wystarczy tylko lekko wklepać w masę, żeby później dodatki nie odpadały od batona. 

Chociaż robię je od dawna, to dopiero ostatnio dowiedziałam się, że smakują trochę jak chałwa. I choć osobiście za prawdziwą chałwą nie przepadam, to za batonikami jak najbardziej!

Batoniki owsiane
Porcje: 10
200 kcal
BWT 10/26/8
Czas przygotowania: 5 minut + 15 minut mrożenia

Składniki:
- pół szklanki miodu
- pół szklanki masła orzechowego
- 120g płatków owsianych
- 70g odżywki białkowej
- szczypta soli
- opcjonalnie: kawałki gorzkiej czekolady, jagody goji namoczone kilka minut, inne wedle uznania

Przygotowanie:
Wszystkie składniki (oprócz opcjonalnych dodatków na górę) włożyć do dużej miski i wymieszać dokładnie łyżką. Masę przełożyć do formy (używam małej silikonowej keksówki; sprawdzi się też większe opakowanie po lodach, chociaż z giętką formą jest łatwiej), posypać wybranymi dodatkami lekko je wciskając w masę i włożyć do zamrażarki na 15 minut. Po tym czasie masa powinna zastygnąć. Pokroić ostrym nożem na 10 batoników, zawinąć w papier śniadaniowy, włożyć wszystkie batony w woreczek i zamrozić. Przed zjedzeniem warto dać im się trochę ocieplić przez kilka minut.

Przepis pochodzi z bloga Chocolate Covered Katie.

Smacznego!

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym


Budyń jaglany obiegł blogosferę już dawno temu, ale ten przepis urzekł mnie najbardziej. Jest prosty, smaczny, słodki przez daktyle, wymaga zaledwie kilku składników, a jego pomarańczowo-waniliowy smak na długo pozostaje w pamięci.

Do jego wykonania potrzebny jest blender ze stopą miksującą (czyli tzw. żyrafy) - próbowałam kiedyś użyć miksera i nie zakończyło się to zbyt dobrze...

Na śniadanie, na podwieczorek, jako przekąska do pracy... posmakuje wszystkim, zapewniam!

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym
Porcje: 2
307 kcal
BWT 10/59/4
Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:[Listonic]
- 1 szklanka mleka roślinnego lub krowiego
- 1 szklanka wody
- 100g kaszy jaglanej
- 6 daktyli
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- sok z połowy pomarańczy + plasterki do dekoracji

Przygotowanie:
Mleko i wodę wymieszać w garnku i podgrzewać. Kaszę przepłukać na sitku pod bardzo gorącą wodą, wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie wyjąć pestki z daktyli. Gdy kasza wchłonie większość mleka, dodać daktyle i gotować jeszcze kilka minut. Zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, sok z połowy pomarańczy i zblendować na gładką masę. Udekorować pomarańczą. Można polać odrobiną miodu, posypać orzechami lub innymi ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

Szybki placek dyniowy


Znacie to uczucie, gdy potrzebujecie czegoś słodkiego i to szybko?
Najlepiej jakieś ciasto?
Ale najlepiej w wersji odchudzonej?
I najlepiej z dynią?

No dobra - mogę być osamotniona, jeżeli chodzi o ostatnie dwa punkty. Ale jeśli chodzi o pierwsze dwa, to jestem pewna, że każdy z nas co jakiś czas tak ma. Na przykład dziś, gdy po wczorajszej sowitej kolacji i intensywnym wieczorze na mieście nastał tzw. "kac dzień" i gdy trzeba było zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, zaistniała potrzeba czegoś na pokrzepienie ducha i ciała. O ile jestem przeciwniczką karmienia uczuć ("o, jest mi smutno, zjem wszystko"), to nie da się zaprzeczyć, że jedzenie poprawia humor i można, ba, trzeba wykorzystywać to w odpowiedni sposób. Jednym z takich sposobów są zdrowe wypieki.

Ze względu na konsystencję i wysokość nie nazwałabym tego wypieku ciastem, a plackiem. W dodatku bardzo szybkim, bo piecze się zaledwie kwadrans, a przygotowanie polega na wymieszaniu wszystkich składników. Piekłam go w małej silikonowej keksówce - można zwiększyć powierzchnię formy i ilość składników dwukrotnie lub trzykrotnie, szczególnie, gdy chcemy nim poczęstować większą liczbę osób. Jedna porcja wystarcza na dwie osoby i świetnie sprawdzi się jako podwieczorek lub pokaźne drugie śniadanie w towarzystwie kawusi...

Placek jest bez jajek, bez glutenu i bez cukru. Jest za to dużo smaku i aromatu, a szczególnie ciepłej, lepkiej i słodkiej dyni.

A jeśli powyższy opis nadal nie przekonał Was do tego, by zawsze mieć zapas dyniowego musu "na czarną godzinę", to może skusi Was rekomendacja mojej drugiej Hantli, który po pierwszym kęsie głośno i dobitnie wyraził swój zachwyt. Nie powiem dokładnie jakimi słowami, bo się na mnie obrazi.
;)

Sałatka z burakiem i awokado


Nigdy nie lubiłam buraka. Smakował jak ziemia, a jedyna forma, w której byłam gotowa go przyjąć, to barszcz na Wigilię. Gdy nosiłam aparat na zęby, byłam bardzo zadowolona z posiadania alibi - burak jest niedozwolony, bo barwi gumki (czerwone wino niestety też). Z racji posiadanych właściwości antyrakowych bardzo często przygotowuje się w moim rodzinnym domu sok buraczany, którego spożycie jest dla mnie porównywalne do konsumpcji soku z ziemi. Czasem udawało się mojej mamie przemycić mi go, ale odkąd wyprowadziłam się z domu, to z burakiem mam do czynienia naprawdę rzadko i tylko wtedy, kiedy muszę.

Ale z biegiem czasu w głowie pojawiają się przebłyski zdrowego rozsądku i doszłam do wniosku, że burak w diecie musi być! A przynajmniej co jakiś czas... W sklepie odkryłam gotowe, ugotowane buraki i pozbywszy się wymówki, że buraczki trzeba ugotować, postanowiłam znaleźć sposób, by to nieszczęsne warzywo przemycić do jadłospisu. 

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Łosoś w sosie teryiaki z bazyliową kaszą jaglaną


Jem za mało ryb. Wszyscy jemy za mało ryb... tak to już się złożyło, że w Rzeczypospolitej Schabowej łaskawszym okiem patrzymy na mięso. Czas to zmienić!

O tym, jak fajną rybą jest łosoś, nie będę pisać, bo można niechcący zaplątać się w wici dyskusji dotyczących rodzajów tej ryby, połowów i innych budzących kontrowersje tematów. Najważniejsze jest to, że (jakiego typu by nie była) jest zdecydowanie bardziej wartościowa, niż kurczak lub świnka, a dobrze przyrządzona... niebo w gębie. Podstawą tego "dobrego przyrządzenia" jest marynata, która nawiązuje do sosu teryiaki. Nie lubimy marynat, bo mają to do siebie, że trzeba o nich wcześniej pomyśleć, zrobić, oporządzić mięso... jednak dzięki nim mięsa, ryby, warzywa czy tofu uzyskują o niebo lepszy smak. Można więc zająć się taką marynatą przy okazji, robiąc kolację lub śniadanie.

Łosoś wylądował na powyższym talerzu w towarzystwie kaszy jaglanej. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że ta kasza jest gorzka lub nie ma smaku w zupełności. Nie zgadzam się! Dobrze przygotowana kasza nie jest gorzka i ma odpowiednią (sypką lub lepką w zależności od potrzeb) konsystencję. Rozwiązaniem w tym przypadku jest bazylia, która nie dość, że podkręca smak, to jeszcze wpływa na poprawę wizualnych aspektów dania ;) Dodatki do bazowych składników to clue dania, który decyduje o tym, czy coś jest jadalne, czy bardziej przypomina paszę dla koni. Przy dietetycznych przepisach pozbawionych mąk, maseł oraz innych cukrów i tłuszczy trzeba szczególnie dbać o te dodatki. Muszę chyba poświęcić temu zagadnieniu oddzielny wpis. :) To samo dotyczy multitaskingu w kuchni. Nie można przecież robić jednej rzeczy, a potem zaczynać drugiej, bo trzeba byłoby spędzić w kuchni cały dzień, a efektywność by nas nie zachwyciła. Dlatego w przepisie dość mocno miesza się proces przygotowania kaszy i pieczenia łososia. Dzięki temu będzie szybko, efektywnie i efektownie :)


Babeczki owsiane z masłem orzechowym i jabłkami



Wypieki śniadaniowe - o tak! Nie ma to jak potrawa z piekarnika na śniadanie. A już szczególnie, gdy są to babeczki, które kojarzą się z czymś absolutnie nieśniadaniowym i niedietetycznym. Babeczki, które zrobiłam dzisiaj, są w stu procentach "legalne", a ich bazą jest mąka owsiana, czyli zmielone w elektrycznym młynku do kawy płatki owsiane. Słodycz zapewniają erytrytol (można zastąpić innym słodem w odpowiedniej dawce) i jabłka.

Problem jest jeden - kto ma na to czas? Cóż, w zasadzie... każdy. Przecież nikt nie każe nam serwować ich na świeżo, prawda? Ale prosto z piekarnika smakują najlepiej... Jak to pogodzić?

Babeczki najlepiej zrobić w dzień, kiedy rano nam się nie spieszy, na przykład w sobotę lub niedzielę. Te, które zostaną po śniadaniu, wkładamy do szczelnego pojemnika wyłożonego podwójną warstwą ręcznika papierowego oraz nakryte taką samą warstwą z góry i przechowujemy w temperaturze pokojowej (nie w lodówce, bo będą gumowe!) przez 2-3 dni. Przed spożyciem wkładamy je do piekarnika na kilka minut. Można także owinąć je w plastikową folię do żywności i przechowywać w zamrażarce - dzięki temu mamy gotowe śniadanie "na czarną godzinę". Takie zmrożone babeczki najlepiej wyjąć poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyły się rozmrozić do rana, lub dokonać tego w inny sposób, na przykład w mikrofali (nie wiem, jak się to sprawdzi, ponieważ jej nie używam).

Są wspaniałe na śniadanie (3 sztuki) lub jako szybka przekąska w trakcie dnia (1 sztuka). Z łatwością można wpakować je do torebki i zjeść później.

Gotowi, do startu, piec!


Sałata z łososiem, rzodkiewką i trójkątami z wrapa (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.4)




Piątek trzynastego, dzień dobry!
Ten dzień, paradoksalnie, jest dla mnie zawsze bardzo szczęśliwy. Tym razem również się tak zapowiada - pracowicie, ale wesoło! :)

Nie ma nic, co trzyma człowieka pracującego przy życiu bardziej, niż perspektywa pysznego obiadku. Czy tylko ja tak mam? Tak czy siak, nie mogę spokojnie pracować, jeśli nie mam przygotowanego jedzenia, które wciągnę ze smakiem o odpowiedniej porze. Takie to już życie zdrowo odżywiających się ludzi - każdy fit freak zrozumie!

Środek maja, stragany ze świeżymi warzywami kuszą jak nigdy - czas to wykorzystać, w końcu ten piękny okres w roku nie będzie trwał wiecznie. Oszczędność czasu jest jednakże bardzo mile widziana (w końcu pracujemy, tak?), dlatego dziś tematem jest szybciutka sałatka lunchowa z łososiem.

Jak już wcześniej pisałam, naleśniki owsiane bardzo ładnie przechowują się w lodówce (ok. 3 dni). Jednak tego ostatniego dnia nie proponuję nikomu zawijać w nie kurczaka czy twaróg, za to lepiej wrzucić je na chwilę na grillową patelnię i pokroić na trójkąty. Takie "chlebki" będą stanowiły wspaniałe uzupełnienie obiadowego dania.

Więcej przepisów z wykorzystaniem owsianych naleśników znajdziecie w poprzednich wpisach: tutajtutaj oraz tutaj.

Wrap z kurczakiem i mozzarellą (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.2)




Oto druga odsłona owsianego naleśnika, tym razem na słono - z rozpływającą się mozzarellą, kurczakiem i świeżymi warzywami.

Nie ma w tym daniu nic odkrywczego oprócz tego, że naleśnik nie pochodzi ze sklepu, nie pachnie plastikiem i jest z mąki owsianej. Aha, no i oprócz tego, że ma idealne makro ;) Poza tym, wrap praktycznie robi się sam. Tę propozycję obiadową można też potraktować  jako "danie na winie", czyli włożyć do środka to, co się nawinie albo akurat zalega nam w kuchni.

Jeśli łapie Was ochota na junk food, to zdecydowanie jest to coś, co może uratować Was od wycieczki do szerokopojętego kejefsi lub innego kebaba oraz Waszą dietę od zrujnowania.

Wrapa można z łatwością zapakować i wziąć ze sobą wychodząc z domu - smakuje dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Jeśli już stoi się te solidne 20 minut nad patelnią i smaży wspomniane naleśniki, to fajnie by było wykorzystać je nie tylko do śniadania. Z jednej porcji otrzymujemy 5 naleśników, jeden wędruje do śniadania, więc zostają nam cztery, z których w kilka chwil wyczarujemy obiad dla dwojga na dwa dni. Przepis podany jest dla jednej porcji, pamiętajcie o tym, robiąc zakupy.


Zielony makaron z sosem pomidorowym


Konwersacja z przyjaciółką przez FB.
Ja: Dobra, przerwa w pisaniu magisterki, muszę zjeść obiad.
K: Smacznego, co jesz?
(wysyłam zdjęcie)
K: Łee, jakieś rozbebłane!

Faktycznie, moja porcja była niemiłosiernie rozbebłana i zdjęcie wyszło wybitnie niekorzystne. Postanowiłam obronić honor mojego wczorajszego dania i zrobić je ponownie, z naciskiem na jego prezencję. 

Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę już nie mogę doczekać się wiosny. Samopoczucie daje mi się ostatnio tak we znaki, że każdy, nawet najmniejszy promyk słońca uznaję za błogosławieństwo. Przedwczoraj natknęłam się na zalegający na półce zielony makaron i skleciłam z niego pyszne spaghetti. Już zapomniałam, że używanie go w kuchni należy do wybitnych przyjemności, ponieważ gotuje się zaledwie 3 minuty. W dodatku zawiera 4 razy więcej białka i 60% mniej węglowodanów niż jego tradycyjny odpowiednik, co czyni go świetnym dla tych, którzy szukają źródła białka niemięsnego pochodzenia. Czyli dla mnie w ciągu ostatniego tygodnia.

I gwarantuję - spaghetti z nim w roli głównej, nawet rozbebłane, smakuje fantastycznie!

Bananowy koktajl z tofu


Co się stanie, jeśli zmiksujemy zamrożonego banana? Otóż wtedy dzieją się rzeczy magiczne! 

Mrożony banan to składnik większości wegańskich lodów i gęstych smoothie. Inne owoce po zamrożeniu też dają radę, ale żaden z nich nie da tak świetnej kremowej konsystencji bez użycia innych składników, na przykład jogurtu.

A co się stanie, gdy dodamy do tego...tofu?!
Wtedy powstaje świetny śniadaniowy koktajl obfitujący w białko, a do tego w pełni wegański, co część z Was może zainteresować ;) 
Nie chodzi tu jednak o klasyczny rodzaj tofu, a o silken tofu, czyli delikatniejszą wersję. Nawet to z etykietką "firm", czyli twarde, wcale twarde nie jest i o mały włos nie wyskoczyło mi na podłogę, gdy próbowałam otworzyć opakowanie. Dzięki temu świetnie nadaje się do tworzenia sosów, musów, omletów, ciast, oraz koktajli właśnie.

Weganie muszą nieźle powalczyć o podaż białka w swojej diecie, a sportowcy-weganie stoją przed gigantycznym wyzwaniem - przekonuję się o tym od kilku dni. Wdrażam do jadłospisu przepisy dostosowane do mojego zapotrzebowania, które nie wykorzystują produktów odzwierzęcych - uwierzcie mi, kilka dobrych dni zajęło mi przekształcanie moich obecnych dań w wegańskie bez straty w białkach lub zwyżkach w węglowodanach lub tłuszczach; nie wspominam nawet o wynajdywaniu nowych przepisów. Właśnie takich jak ten!
Innymi słowy: bardzo dobrze się bawiłam przez ostatnie kilka dni :D 

Przygotowanie bananowego koktajlu trwa nie dłużej niż 2 minuty i można łatwo zapakować go na wynos, choć lojalnie ostrzegam - najlepiej smakuje od razu po przygotowaniu.

To jak, miksujemy?

Hiszpańska tortilla



Podróże kształcą - jest w tym stwierdzeniu ogrom prawdy i chyba każdy się z tym zgodzi. Odkąd zaczęłam interesować się gotowaniem, pojawił się w podróżach aspekt gastronomiczny. Odkrywanie kraju przez pryzmat kulinariów może okazać się bardzo ciekawym (a jakim przyjemnym!) sposobem na poznawanie innych kultur i zwyczajów.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że hiszpańska kuchnia jest bogata i różnorodna, absolutnie niesamowita. Bliskość morza z trzech stron powoduje częste występowanie ryb i owoców morza, a jednak kuchni tej towarzyszy prostota znana nam z włoskich czy greckich potraw. Śródziemnomorski charakter dań jednoznacznie kojarzy się z wakacjami i odpoczynkiem.

Ostatnia wizyta w Hiszpanii sprawiła, że zakochałam się w hiszpańskiej tortilli (poprzednia sprawiła, że zakochałam się w moim chłopaku, ale to już zupełnie inna historia). Niby tak banalna sprawa - placek z ziemniakami i cebulką plus ewentualne dodatki, a jednak absolutna rewelacja. Podkreślam, że jest to hiszpańska tortilla, której absolutnie nie należy mylić ze spopularyzowanym u nas plackiem tortilla, inaczej zwanym też wrapem, czyli mącznym plackiem, którym owijamy mięso, warzywa i inne specjały. Inaczej, to nie twister z KFC. Więcej o tym tutaj.

Przez ostatnie dni bardzo zatęskniłam za tym uroczym plackiem, w związku z czym podjęłam się próby odtłuszczenia, odwęglenia i nabiałkowania* tradycyjnego przepisu. Okazało się to być zadaniem w gruncie rzeczy prostym, a wszystko za pomocą redukcji oliwy, na której smażona jest tortilla, zrezygnowania z tłustych dodatków oraz dodania ugotowanego białka jaja.

Muszę przyznać - dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona smakiem potrawy z własnego przepisu. Ani wyglądem, ani smakiem nie odbiega od oryginału!

Tortilla jest po prostu genialna

Jest tak genialna, że jeszcze raz podliczyłam wszystkie składniki, bo musiałam się upewnić, że połowa przepisu faktycznie ma tylko 360 kalorii i tak idealny rozkład makro. I faktycznie tyle ma.

A zatem, bez wyrzutów sumienia zapraszam Was do Hiszpanii!**

* Proszę mi wybaczyć to słowotwórstwo :D
** Nie ostatni raz, ponieważ w następnym tygodniu podzielę się z Wami kolejnym przepisem obiadowym inspirowanym hiszpańską kuchnią!

Czekoladowo-kawowy pudding chia z bananem i malinami


Pisząc tytuł tego wpisu miałam wrażenie, że jest w nim za dużo "dobrego". Na pierwszym miejscu czekolada, zaraz za nią kawa, to wszystko w formie puddingu z hiszpańskiej szałwii, a do tego na wierzch jeszcze banany i maliny... Co za dużo, to niezdrowo?

A właśnie, że zdrowo. Dużo potasu z bananów, witaminy C i kwasu foliowego z malin (pomagają też przy bólach menstruacyjnych, dziewczyny!), a do tego błonnik, przeciwutleniacze i omega-3 z nasion chia.

Jest to też o tyle ciekawy deser, że łączy w sobie trzy najpopularniejsze trendy żywieniowe. Dzięki obecności "superfood" wpisuje się w nurt zdrowego odżywiania, mleko roślinne czyni go wegańskim, a świetne makro zadowoli wszystkich, którzy dbają o linię.

Śniadanie-deser na słodko, bez dodatku cukru, z kawą, która postawi Was na nogi i mnóstwem owoców, które przywołają na myśl wiosnę. Bardzo czegoś takiego potrzebowałam, a i Wy pewnie tęsknicie za cieplejszymi dniami, podczas gdy na dworze zima chyba uświadomiła sobie, że niedługo się kończy i postanowiła nie zaniżać sezonowych statystyk opadów śniegu... Wiosno, już marzec, kiedy nadejdziesz?

Aha, jeszcze dodam, że przygotowanie tego śniadania zajmie wam 5 minut poprzedniego wieczoru. Rano wystarczy tylko wyjąć pudding z lodówki, dodać owoce na wierzch i już możemy zajadać się pysznościami :) A jeśli zaśpimy, to dzięki przygotowaniu w słoiku lub innym pudełku możemy go również zabrać ze sobą i zjeść w samochodzie lub pracy (choć oczywiście odradzam jedzenie w pośpiechu).

Z takim PRem, jaki właśnie zrobiłam temu daniu, powinniście być w połowie drogi do kuchni ;)

Zimowe ciasteczka rozgrzewające - dwie wersje




Dziś krótko i na temat, czyli jak z wczorajszej owsianki zrobić piękne, pachnące i mobilne ciasteczka. Właściwie to nie tylko ciasteczka, ale i ciasto ciacho ciasteczko w wersji maxi, bo wersja 2 jest całkiem dużych rozmiarów.

Podstawą jest wykonanie owsianki z tego przepisu.

Jeden z moich ulubionych patentów to robienie śniadań wieczorem dnia poprzedniego, co daje mi więcej czasu na poranne czynności.
Jeśli macie ochotę na proste, zdrowe i pyszne śniadaniowe smakołyki lub idealny podwieczorek, polecam Wam wersję 1.
Jeśli natomiast rano się śpieszycie, koniecznie wypróbujcie wersję 2!

Pośpiech pośpiechem, ale pamiętajcie, żeby jeść spokojnie - nawet, jeżeli będzie to w pracy, uczelni, szkole lub tramwaju (ostatnia wersja przydarza mi się zadziwiająco często).

Grillowany indyk z kaszą gryczaną i warzywami


Mięso z grilla kojarzy mi się z majem. Czujecie to cudowne, już letnie powietrze, pierwsze gorące promienie słońca i błogi relaks?

Cóż, ja dzisiaj ich nie poczułam - i nie ma się co dziwić, w końcu jest środek stycznia. Na dworze jest -10 stopni i mamy przepiękną, wręcz bajkową zimę. Jako urodzony w sierpniu typowy Lew jestem wielbicielką ciepłych temperatur, a śnieg lubię tylko ten "pierwszy w roku" oraz pod snowboardem szusując w dół stoku. Postanowiłam zadziałać wbrew pogodzie i przypomnieć sobie majowe klimaty - a oto one. I dowód, że grill smakuje przez okrągły rok.

Będąc aktualnie na redukcji mam do wyboru określone składniki w bardzo określonej ilości. Od kilku tygodni bawię się różnymi wariantami podobnych składników (ileż można jeść kurczaka z ryżem?!) Inspiracją do powstania tego przepisu był przepis Asi z Kwestii Smaku. Nie zliczę, ile już przepisów zrobiłam z jej cudownej strony. W ciastach trzymam się proporcji ze snajperską precyzją, ponieważ jest to klucz do sukcesu, ale w przypadku innych dań często zmieniam je - w stylu W&H.

Indyk zrobiony, lunchboxy gotowe - obiad na 3 dni mam z głowy!