Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

Frittata z łososiem, szpinakiem i serem gruyere































  

"Będę o 19, zrobisz coś dobrego i czystego na ciepło?"

Jest prośba, jest wystrzałowe danie na ciepło!

Frittata to inaczej wytrawny pieczony omlet. Robi się trochę dłużej niż klasycznego omleta z patelni, ale za to ma, oprócz tajemniczej nazwy, bardziej elegancki charakter i delikatniejszy smak. Do frittaty można wrzucić wiele składników - to jedno z dań do "czyszczenia lodówki". Bardzo dobrze smakuje z papryką, cebulą i pomidorami, ale tym razem zdecydowałam się na znane i lubiane połączenie łososia ze szpinakiem. "Wisienką na torcie" jest ser gruyere - to moje ostatnie dni emigracji we Francji, więc trzeba korzystać z dostępu do dobrych serów na każdym rogu :)

Jest to propozycja typowo białkowo-tłuszczowa (tylko 4g węglowodanów w porcji) i dość uniwersalna, jeśli chodzi o posiłek, bo może służyć za porządne śniadanie, całkiem solidny obiad lub zasłużoną kolację po ciężkim dniu.

P.S. Kolejny raz przepraszam za jakość zdjęcia - było robione kalkulatorem, późnym wieczorem, w najgorszym możliwym świetle... może Święty Mikołaj poratuje mnie nowym telefonem i zarazem lepszym aparatem? :)

Frittata z łososiem, szpinakiem i serem gruyere

Porcje: 2
388 kcal
BWT 36/4/25
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:

  • 100g szpinaku
  • 4 jaja
  • 2 łyżki mleka
  • 1 łyżka posiekanej bazylii
  • 100g pokrojonego w małe kawałki łososia (użyłam wędzonego)
  • 1 ząbek czosnku
  • 60g sera gruyere (można użyć innego sera żółtego, który dobrze się zapieka, fety, koziego czy mozzarelli)
  • garść roszponki
  • 1 pomidor

Przygotowanie:

Piekarnik ustawiamy na 180 stopni. Szpinak podsmażamy na suchej patelni, aż zwiędnie (mrożony tak samo), W międzyczasie jajka i mleko roztrzepujemy w misce, dodajemy do smaku sól i pieprz. Dodajemy bazylię, kawałki łososia i szpinak. Na patelni po szpinaku przez chwilkę podsmażamy przeciśnięty przez prasę czosnek i dodajemy do masy. Ser ścieramy na najmniejszych oczkach tarki. Dodajemy dwie trzecie startego sera do masy, mieszamy i wylewamy do formy (używam silikonowej keksówki, wtedy nic nie przywiera). Pieczemy 15 minut lub dłużej - do momentu, gdy masa będzie widocznie ścięta (nie będzie żadnej wody na wierzchu). Po tym czasie posypujemy wierzch tarty pozostałym serem i pieczemy kolejne 5 minut, aż ser ładnie się przypiecze. Podajemy z roszponką i ósemkami pomidora.

Inspiracja.

Smacznego!

Czekoladowy omlet z kaszy manny



Najpopularniejszym postem na stronie od chwili wstawienia do chwili obecnej niezmiennie jest przepis na omlet z kaszy manny. Nic dziwnego - pięknie się prezentuje, jest puszysty i smakuje jak ciasto :) Robię go bardzo często, eksperymentuję z połączeniami różnych owoców i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Najchętniej dodaję do niego pokrojoną w kostkę brzoskwinię, a w połączeniu z rodzynkami wychodzi al'a sernik - cudo!

Obecnie jestem w trakcie trzeciej przeprowadzki w tym roku (w tym drugiej za granicą), więc po raz kolejny organizuję w kuchni czyszczenie zapasów. Przeglądając najwyższe półki znalazłam kakao i w ten sposób zrodził się pomysł na dzisiejszą propozycję - nową wersję popularnego omletu.

Trochę kakao w końcówce listopada wszystkim nam się przyda!


Czekoladowy omlet z kaszy manny

Porcje: 2
320 kcal
BWT 19/35/12
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:


  • 10g jagód goji, niesłodzonej żurawiny lub innych pokrojonych bakalii
  • 4 jajka
  • 100g jogurtu naturalnego
  • 40g kaszy manny
  • 2 płaskie łyżeczki kakao
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki miodu   

Przygotowanie:

Wrzucić bakalie do szklanki z ciepłą wodą. Pozostałe składniki dokładnie wymieszać rózgą.
Powstałą masę wylać na patelnię, na wierzch wysypać bakalie i smażyć na średnim ogniu pod przykryciem do momentu, gdy wierzch omleta się zetnie.
Omlet przekroić na pół i polać łyżeczką miodu.


Smacznego!

Szarlotkowe muffiny owsiane


Niektórzy mówią, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Może i czasem mają rację, ale na pewno nie w kwestii tego śniadania! 

Już kilkukrotnie wychwalałam na łamach tego bloga instytucję śniadania z piekarnika. Jest w tym coś naprawdę rozgrzewającego i dobrze nastrajającego na cały dzień. Anglicy też najwyraźniej tak uważali, gdy kilkadziesiąt lat temu stworzyli śniadaniowe breakfast muffins. Dobrze zbilansowane, w sam raz, by chwycić w łapkę i iść podbijać świat. Amerykanie oczywiście zrobili z nimi to, co z każdym innym daniem, czyli dodali tonę tłuszczu i cukru i tak powstały muffinowe bomby kaloryczne miłościwie panujące na półkach sklepowych... ale o tym kiedy indziej. Clue akapitu: śniadanie z piekarnika - to jest to!

Z kolei owsianka jest jednym z moich (i nie tylko moich) ulubionych posiłków na początek dnia. Prosta, szybka, niewymagająca dziwnych składników, zawsze smaczna. Do tego magiczne połączenie jabłek i cynamonu w każdej szanującej się szarlotce mówi samo za siebie. Łącząc te wszystkie aspekty powstaje śniadaniowy fenomen: muffiny o smaku szarlotki i wartościach odżywczych owsianki.

Wiele osób może zniechęcić konieczność pieczenia. Mnie z kolei zachęca, bo paradoksalnie zaoszczędza czas rano. A rano czas to pieniądz! Wystarczy wygospodarować 10 minut poprzedniego wieczoru, po pół godzinie wyjąć z piekarnika, powstrzymać się od ich natychmiastowego spałaszowania, a przez kolejne 2 poranki cieszyć się czekającym na nas śniadaniem. Smakuje dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno, więc przy napiętym planie można zjeść muffiny po drodze do pracy czy szkoły, a w luźniejsze dni podgrzać kilka minut w piekarniku. 

Myślę, że to również fajny sposób na zdrowe śniadanie dla dzieci. W końcu to ciastka na śniadanie!
A jeśli nie na śniadanie, to na podwieczorek do kawy - w końcu jeden muffin to tylko 140 bardzo wartościowych kalorii (w przeciwieństwie do wspomnianego amerykańskiego odpowiednika).

Szarlotkowe muffiny owsiane
Porcje: 2
429 kcal
BWT 17/73/9
Czas przygotowania: 10 minut + 30 minut pieczenia

Składniki:
  • 125 g jogurtu
  • pół szklanki mleka
  • 2 jajka
  • cynamon (ćwierć lub pół łyżeczki, zależnie od upodobań)
  • 1 łyżka miodu
  • 4 łyżki rodzynek
  • 80 g płatków owsianych
  • 1 spore jabłko obrane i pokrojone w kostkę
Przygotowanie:

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Jogurt, mleko, jajka, cynamon i miód dobrze wymieszać w misce.
Dodać resztę składników i wymieszać (można odłożyć kilka rodzynek, by ozdobić nimi wierzch muffinek).
Przełożyć do foremek lub kokilek - korzystałam z silikonowych, masy wystarczyło na 6 foremek.
Piec 30 minut.

Porcja to połowa przepisu, więc w moim przypadku 3 muffiny.


Inspiracja.
Smacznego!



Puchate placuszki śniadaniowe



Szukałam na nie lepszej nazwy, uwierzcie mi. Ale żaden przymiotnik nie opisze tych małych placuszków lepiej niż "puchate"!

Podobnie jak bananowe placki są zrobione z mąki kokosowej. Jednak różnica w przygotowaniu jest zasadnicza, a to głównie za sprawą o wiele łatwiejszego procesu smażenia. Jeśli mieliście problem ze zgarnianiem bananowych placków z patelni, robiąc je z tego przepisu możecie być spokojni.

Co do smaku i struktury, są one nieco inne niż w bananowych plackach. Te placuszki są bardzo delikatne i lekkie, z jednej strony zupełnie białe, więc trochę przypominają chmurki ;) I pasują do śniegowej aury, która (podobno) w Polsce już zapanowała na dobre.

Do przygotowania placuszków potrzebne będą tylko białka jajek. Jeśli nie lubicie wyrzucać żółtek, zawsze można z nich zrobić maseczkę na twarz. Albo zamrozić i przygotować z nich kiedyś ciasto na specjalną okazję ;) W przepisie jest też mus z banana, dyni lub jabłka - można po prostu rozgnieść banana widelcem (bardzo dokładnie, do uzyskania jednolitej konsystencji!) lub dodać puree z dyni albo dostępny w wielu sklepach gotowy mus jabłkowy lub z innych owoców. Co do cukru, musi być to cukier granulowany, a zatem odpadają miody i inne płynne słody, za to sprawdzą się ksylitol, cukier kokosowy czy też erytrytol (nie mylić ze słodzikami, słodzików unikamy :) ). Wymienione kawałki czekolady są opcjonalne - używajmy zwykłej posiekanej nożem gorzkiej czekolady lub gotowych "chocolate chips" z gorzkiej czekolady.

Puchate placuszki śniadaniowe
Porcje: 2
273 kcal
BWT 19/43/9
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 6 łyżek mąki kokosowej
  • 2 łyżki cukru (ksylitolu, kokosowego, u mnie erytrytolu)
  • 2 szczypty soli
  • 2 szczypty proszku do pieczenia
  • 6 białek jaj
  • 2 łyżki musu z banana, dyni, jabłka (ważne, by był dobrze rozbity)
  • szklanka mleka
  • pół łyżki ekstraktu waniliowego (opcjonalne)
  • 2 łyżki kawałków czekolady (opcjonalne)
  • pół łyżeczki oleju kokosowego/oliwy
Przygotowanie:

Do miski przesiać przez sitko mąkę, cukier, sól i proszek do pieczenia.

W oddzielnej misce lekko ubić białka jaj i ekstraktem waniliowym, dodać do suchych składników razem z musem i delikatnie mieszać, dodając szklankę mleka łyżka po łyżce do osiągnięcia jednolitej masy. Delikatnie wmieszać kawałki czekolady.

Na patelni na średnim ogniu rozpuścić olej, nadmiar wytrzeć ręcznikiem papierowym.

Wyłożyć na patelnię masę na 4-5 placków naraz (im mniejsze, tym łatwiej je zdjąć z patelni), nakryć patelnię pokrywką i tak smażyć półtorej minuty z każdej strony. Powtórzyć z resztą masy.

Inspiracja.

Smacznego!



Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym


Budyń jaglany obiegł blogosferę już dawno temu, ale ten przepis urzekł mnie najbardziej. Jest prosty, smaczny, słodki przez daktyle, wymaga zaledwie kilku składników, a jego pomarańczowo-waniliowy smak na długo pozostaje w pamięci.

Do jego wykonania potrzebny jest blender ze stopą miksującą (czyli tzw. żyrafy) - próbowałam kiedyś użyć miksera i nie zakończyło się to zbyt dobrze...

Na śniadanie, na podwieczorek, jako przekąska do pracy... posmakuje wszystkim, zapewniam!

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym
Porcje: 2
307 kcal
BWT 10/59/4
Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:[Listonic]
- 1 szklanka mleka roślinnego lub krowiego
- 1 szklanka wody
- 100g kaszy jaglanej
- 6 daktyli
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- sok z połowy pomarańczy + plasterki do dekoracji

Przygotowanie:
Mleko i wodę wymieszać w garnku i podgrzewać. Kaszę przepłukać na sitku pod bardzo gorącą wodą, wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie wyjąć pestki z daktyli. Gdy kasza wchłonie większość mleka, dodać daktyle i gotować jeszcze kilka minut. Zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, sok z połowy pomarańczy i zblendować na gładką masę. Udekorować pomarańczą. Można polać odrobiną miodu, posypać orzechami lub innymi ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

Jesienna jaglanka śliwkowo-orzechowa


Dziś rano zamiast gór i pagórków, które zazwyczaj mam przyjemność oglądać z okna, nie zobaczyłam absolutnie niczego oprócz gęstej mgły. Listopad rozkręcił się na dobre... co przypomina mi o tym, że czas najwyższy nastawić piernik świąteczny! Tak, do Świąt Bożego Narodzenia zostało niecałe 7 tygodni. Niektórzy rozpoczęli już rytualne słuchanie Mariah Carey...

Pozostaje tylko pogodzić się z panującą jesienią i wytoczyć odpowiednie środki do walki z chłodem i kiepską aurą. A uwierzcie mi, niewiele rzeczy działa w tym zakresie tak dobrze, jak porządne śniadanie!

Koniec mrożonych śniadanio-deserów, koktajli i innych letnich zabaw, pora na gorącą, treściwą jaglankę. 

Jesienna jaglanka śliwkowo-orzechowa
Porcje: 1
300 kcal
BWT 10/53/7
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 2 płaskie łyżki kaszy jaglanej
- 2 płaskie łyżki płatków owsianych
- 2 śliwki
- pół szklanki mleka
- pół szklanki wody
- 1 orzech brazylijski
- pół łyżki miodu

Przygotowanie:
Kaszę i płatki wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie pokroić śliwki i rozdrobnić orzecha. Gdy kasza będzie miękka, przełożyć jaglankę do miski. Wyłożyć śliwki, posypać kawałkami orzecha i polać miodem.

Smacznego!

Bananowe placuszki



Banan + jajko = placek. Proste równanie, nie? No cóż, okazało się, że nie do końca.

Kiedyś próbowałam zrobić placki bananowe, które na amerykańskich stronach o zdrowym żywieniu robiły w owym czasie furorę i rajd przez wszystkie możliwe portale typu Pinterest. Nie tylko mi nie wyszły - one nawet nie były okrągłe, bo ściągając je z patelni traciły kształt. Poza tym, natychmiast robiły się czarne. Bardziej niż placki przypominały spaloną bananową jajecznicę... Pamiętam, że tego dnia musiałam na śniadanie zadowolić się jogurtem i kawałkiem pomidora, bo to jedyne, co akurat miałam w kuchni i mogłam wziąć na wynos, bo na zrobienie normalnego śniadania nie miałam już czasu.

Nic zatem dziwnego, że od tamtej pory do placków bananowych podchodzę bardzo ostrożnie. Okazuje się, że banan i jajko to nie wszystko - żeby całość trzymała się przysłowiowej "kupy", trzeba jeszcze kilka magicznych dodatków i szczyptę wiedzy na temat przygotowania tych małych placuszków.

Podstawą jest nieprzywierająca patelnia, średni ogień, odrobina oleju kokosowego (lub oliwy, choć olej kokosowy smakowo pasuje lepiej) i łopatka, którą łatwo przewrócić placki na drugą stronę - czyli taka, która nie ma grubego zakończenia (moja poczciwa z Ikei daje radę na medal).


Placki robią się bardzo szybko. Po wylaniu masy na patelnię wystarczy chwila, by na powierzchni pojawiły się bąbelki - takie, jak na zdjęciu obok. To niezawodny znak tego, że czas przewrócić je na drugą stronę. To wymaga delikatności, bo placek nie jest jeszcze zupełnie sztywny. Wystarczy podłożyć łopatkę do 1/3 placka i wtedy ostrożnie podnieść - reszta powinna odkleić się od patelni. A potem dokonać aktu odwagi i przewrócić na drugą stronę. Może przy pierwszym się nie uda, ale przy drugim już na pewno :)

To propozycja typowo białkowo-tłuszczowa, bardzo lekka i smaczna. Spodoba się miłośnikom słodkich śniadań czy podwieczorków i delikatnych smaków.


Bananowe placuszki
Porcje: 2
251 kcal
BWT 12/32/9
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 3 jajka
- 2 banany (im bardziej miękkie, tym lepiej)
- 2 łyżki mąki kokosowej (można użyć zmielonych wiórek)
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie: pół łyżeczki ekstraktu waniliowego

Przygotowanie:
Wszystkie składniki dobrze zmiksować w blenderze. Rozgrzać patelnię z odrobiną oleju kokosowego, rozetrzeć ręcznikiem papierowym po całej patelni (i nie poparzyć się przy tym). Nakładać po łyżce masy i lekko rozsmarowywać, nadając okrągły kształt. Smażyć minutę lub do momentu pojawienia się bąbelków, ostrożnie odseparować przyklejoną masę od powierzchni patelni, podważyć łopatką i ostrożnie przewrócić na drugą stronę, smażyć ok. pół minuty. Powtórzyć z resztą masy.

Podawać z cynamonem lub odrobiną miodu.


Inspiracją jest przepis z nowej książki Ani Lewandowskiej. Wyjściowy przepis zmodyfikowałam o dodatkowe jajko i łyżkę mąki kokosowej, które sprawiają, że placki lepiej trzymają kształt (są tak samo smaczne, a i "makro" się zgadza ;) ).

Smacznego!

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Grani z pomarańczą i wanilią


Kiedy jest tak gorąco, że na dworze można z powodzeniem smażyć jajka sadzone na kamieniach, a każdy powiew wiatru jest na wagę złota, ciepłe śniadania przestają mieć rację bytu. Dla takich właśnie chwil stworzone jest to śniadanie. Orzeźwiające i lekkie, z pomarańczą i wanilią, a do tego bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Godzina 6:18, a o 7 trening... :)
Grani sprawdził się wielokrotnie, gdy musiałam wstać wcześnie rano, a szczególnie, gdy pierwszym punktem w planie dnia był trening. Robiłam wtedy grani wieczorem poprzedniego dnia, a rano wystarczyło tylko wyciągnąć gotowe danie z lodówki. Nie ma po nim uczucia ciężkości w brzuchu albo przejedzenia.

Wcześniejsze przygotowanie ma też inną zaletę - przez noc nieco tężeje i "przegryza się". To dobra wskazówka dla tych, którzy rano się spieszą i zależy im na czasie. W sumie, to można je od razu przygotować w pudełku na wynos i zjeść rano w pracy!



Babeczki owsiane z masłem orzechowym i jabłkami



Wypieki śniadaniowe - o tak! Nie ma to jak potrawa z piekarnika na śniadanie. A już szczególnie, gdy są to babeczki, które kojarzą się z czymś absolutnie nieśniadaniowym i niedietetycznym. Babeczki, które zrobiłam dzisiaj, są w stu procentach "legalne", a ich bazą jest mąka owsiana, czyli zmielone w elektrycznym młynku do kawy płatki owsiane. Słodycz zapewniają erytrytol (można zastąpić innym słodem w odpowiedniej dawce) i jabłka.

Problem jest jeden - kto ma na to czas? Cóż, w zasadzie... każdy. Przecież nikt nie każe nam serwować ich na świeżo, prawda? Ale prosto z piekarnika smakują najlepiej... Jak to pogodzić?

Babeczki najlepiej zrobić w dzień, kiedy rano nam się nie spieszy, na przykład w sobotę lub niedzielę. Te, które zostaną po śniadaniu, wkładamy do szczelnego pojemnika wyłożonego podwójną warstwą ręcznika papierowego oraz nakryte taką samą warstwą z góry i przechowujemy w temperaturze pokojowej (nie w lodówce, bo będą gumowe!) przez 2-3 dni. Przed spożyciem wkładamy je do piekarnika na kilka minut. Można także owinąć je w plastikową folię do żywności i przechowywać w zamrażarce - dzięki temu mamy gotowe śniadanie "na czarną godzinę". Takie zmrożone babeczki najlepiej wyjąć poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyły się rozmrozić do rana, lub dokonać tego w inny sposób, na przykład w mikrofali (nie wiem, jak się to sprawdzi, ponieważ jej nie używam).

Są wspaniałe na śniadanie (3 sztuki) lub jako szybka przekąska w trakcie dnia (1 sztuka). Z łatwością można wpakować je do torebki i zjeść później.

Gotowi, do startu, piec!


Jaglanka bananowa z masłem orzechowym



Dałam Wam odpocząć jeden wpis od śniadań, ale na tym koniec! Wracam z nie byle czym, bo ze słodką bombą o smaku banana i masła orzechowego. Kto nigdy nie próbował tego połączenia, ten odkryje nowe horyzonty kulinarne.

Nie jest to lekkie śniadanie, a wręcz należy do gatunku tych, po których głód nam nie grozi przez długi czas. Fajne przez porannym treningiem lub innymi wyzwaniami, które wymagają wzmożonego wysiłku zarówno fizycznego, jak i umysłowego.

Chociaż masło orzechowe jest bardzo wartościowym składnikiem, to jednak jest mocno kaloryczne i bogate w tłuszcze - dobre, ale jednak tłuszcze. Dlatego zamiast oryginalnego produktu do jaglanki dodałam PB2 (więcej informacji tutaj). Z powodzeniem można je oczywiście zastąpić łyżką zwykłego masła. Przy okazji dodam, że masło masłu nierówne - patrzmy na to, co reprezentuje sobą produkt, który bierzemy z półki sklepowej. Omijamy szerokim łukiem wersje light i kombinacje z kawałkami orzechów lub innymi dodatkami.

"Wisienką na torcie" są orzechy brazylijskie - mój ulubiony rodzaj. Są bogate w selen, który wcale nie tak łatwo znaleźć w innych produktach w takiej ilości (1 orzech wystarczy, by pokryć dzienne zapotrzebowanie), kwasy omega-6, witaminy z grupy B, kompletne białko i wiele innych składników mineralnych - suplement diety w wersji naturalnej.

Zapiekana owsianka truskawkowo-kokosowa



Nigdy nie miałam problemu z jedzeniem śniadań. Powiem więcej - nigdy nie mogłam zrozumieć, jak w ogóle można się nad czymś takim zastanawiać. Po przebudzeniu jestem głodna jak wilk, a zamiast dylematu "jeść czy nie jeść" pojawia się raczej pytanie "na słodko czy na słono?"

Odkąd zaczęłam więcej gotować, a szczególnie odkąd zaczęłam wybierać zdrowsze alternatywy dań, kilka przepisów zdobyło moje serce w sposób szczególny - a co ciekawe, przeważająca większość z nich dotyczy właśnie pory śniadaniowej. Powody są różne. Czasami jest to nowy, interesujący smak, kiedy indziej łatwość przygotowania, dostępność składników lub ich niewielka ilość. Jednak z czasem odkryłam, że chodzi o coś, co łączy wszystkie te czynniki. Kojarzycie, gdy kupując coś w sklepie szukacie produktu, gdzie wskaźnik jakość/cena jest jak najwyższy? Podobnie dzieje się u mnie z przepisami - szukam wskaźnika smak/czas.

(Chyba muszę opatentować ten wskaźnik. All rights reserved i te sprawy.)

Bo co z tego, że śniadanie będzie tak dobre, że z powodzeniem można by je serwować angielskiej królowej na śniadanie, skoro jego przygotowanie będzie trwało godzinę? Sorry, rano mamy wiele innych rzeczy do roboty, niż tylko gotowanie. Poniższy przepis może nie należy (tak jak poprzedni) do grupy "włóż-zmiksuj-jedz", ale niedużym wysiłkiem, a na pewno porównywalnym z tym, który wkładamy w robienie zwykłego śniadania, otrzymamy absolutną rewelację - wierzcie mi.

Gdy pierwszy raz zabrałam się za zapiekaną owsiankę, jej przygotowanie zajęło mi (od wejścia do kuchni do momentu zjedzenia) równo 30 minut. Tylko że w międzyczasie zdążyłam się umyć, ubrać, umalować, spakować i sprawdzić fejsa, a potem w zajadałam się pyszną owocową, przypominającą kruszonkę zapiekanką.

Jak? A tak!


Truskawkowe smoothie w misce


Od dawna chciałam użyć Newelli - białka kurzego. Konsystencją przypomina mozzarellę, a smakiem - ugotowane białko. Odpowiednia ilość białka w diecie, a raczej jego niedobór, to najważniejsze i najtrudniejsze dla mnie zagadnienie. Upatrywałam więc w Newelli kolejnego produktu, który mi w tym pomoże. Tak też się stało - zmiksowane białko jest niemal niewyczuwalne, nadaje przyjemnej, gęstej konsystencji i zapewnia odpowiednią podaż białka. Można ją zastąpić miarką odżywki białkowej lub bananem (choć to nie zapewni odpowiedniej konsystencji).

Jak dla mnie eksperyment można uznać za jak najbardziej udany. To świetne danie śniadaniowe na upalne poranki, gdy nie mamy ochoty na nic ciężkiego lub ciepłego. Koktajl jest orzeźwiający i pełny owoców i dodatków, które dodatkowo go urozmaicają. Jeśli natkniecie się na Newellę (w angielskiej sieci hipermarketów jest na dziale z jogurtami), nie wahajcie się po niego sięgnąć.

Miksujemy? :)


Płatki z musem z rabarbaru



Czy można przedawkować rabarbar?

Od trzech dni jem na śniadanie to samo danie - płatki z rabarbarem.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo za każdym razem używałam innego mleka, innych płatków i innych proporcji.

Pierwszego dnia były to płatki owsiane w towarzystwie dużej ilości mleka sojowego.
Drugiego dnia płatkom owsianym towarzyszyło zwykłe, krowie mleko, w zdecydowanie mniejszych proporcjach mleka do płatków.
Trzeciego dnia sięgnęłam po płatki jaglane, zwykłe mleko zamieniłam na kokosowe i wlałam go mniej niż za pierwszym razem, ale i więcej, niż za drugim (ta wersja widnieje na zdjęciu powyżej).

Jedyne, czego nie zmieniłam ani razu, to rabarbarowy mus z nutką pomarańczy i wanilii. Dla niektórych może być wręcz za słodki, ale umówmy się, że dla tych, którzy z różnych powodów rezygnują ze słodyczy, nie istnieje termin "zbyt słodkie".

Rabarbar pojawia się na sklepowych półkach tak szybko, jak z nich znika. Nie wiem, jak Wam, ale mi potrawy z sezonowych produktów smakują najbardziej. Może jest coś w tym, że są charakterystyczne dla danej pory roku, że zaraz ich nie będzie i trzeba na nie czekać wiele miesięcy, a kupowane poza sezonem to już po prostu nie to samo...

I na koniec krótka wzmianka o jednym z produktów, który pojawia się w liście składników, a mianowicie o erytrytolu. Jest to substancja słodząca, podobna do ksylitolu, stewii czy melasy z tą różnicą, że nie ma kalorii, nie powoduje próchnicy, ma zerowy indeks glikemiczny (polecana cukrzykom), dobrze się wchłania i praktycznie w niezmienionej postaci jest wydalany z organizmu, a wygląda jak zwykły, biały cukier. Jest idealnym zamiennikiem wszędzie, gdzie przepis żąda dodania cukru, używałam go zarówno do słodzenia napojów, jak i robienia ciast dla mojej babci z cukrzycą, sprawdził się fantastycznie za każdym razem. Nazwę ma kosmiczną, ale nie ma się czego bać :) Do kupienia w dużych hipermarketach na stoiskach z ekologiczną żywnością (zarówno w tym angielskim, jak i francuskim ;) ).

Czerwone badyle w dłoń!

Jaglanka z polewą truskawkową i serem



Są takie dni, kiedy budzę się rano i mam ochotę zjeść wszystko. I nie chodzi tu o czyszczenie lodówki z powodu głodu, tylko o to, że mam ochotę na kilka dań naraz. Chętnie zjadłabym jaglankę na mleku z suszonymi owocami, ale od kilku dni chodzi za mną makaron z truskawkami i białym serem (smaki dzieciństwa)...

Tak właśnie wpadłam na pomysł hybrydy - wybrałam te składniki obu dań, które do siebie pasują i połączyłam je w jednej misce ;) Nie zawsze takie eksperymenty się udają, ale tym razem ogłaszam pełny sukces. Każdy miłośnik jaglanek powinien spróbować tego dania, póki mamy truskawki!


Naleśniki na słodko z truskawkami (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.3)



Sezon na truskawki w pełni, stragany się uginają - nie myślcie, że o nich zapomniałam.
Ta odsłona naleśników łączy dwa szaleństwa - to naleśnikowe i to truskawkowe.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na zdjęciu naleśnik wygląda tak, jakby się... wykrwawił ;)
Więcej o naleśnikach możecie przeczytać w poprzednich wpisach: tutaj oraz tutaj.

Róbcie, póki są truskawki!


Lody truskawkowo-waniliowe (śniadanie lub deser + wersja wegańska)



(Obiecuję wstawić lepsze zdjęcia. Obiecuję!)

Od dwóch tygodni rezyduję poza Polską, więc nie wiem, jaka w ojczyźnie pogoda, ale tu w stolicy Katalonii od poniedziałku słoneczko nas nie opuszczało. Druga hantla wyjątkowo miała wczoraj wolne, więc spakowaliśmy obiadki (więcej na instagramie) i ruszyliśmy w miasto. Pomijając to, że od wygrzewania się w Parc de la Ciutadella i przechadzki Barcelonetą spaliliśmy się jak dwa buraczki, to dzień należało zaliczyć do wybitnie udanych.

Podczas spaceru zwróciłam uwagę (nie pierwszy raz) na to, że jest to miasto, w którym nie ma ulicy bez kawiarni, baru tapas lub innej restauracji. Inaczej ujmując: żarcie jest wszędzie. Im bardziej zapuszczaliśmy się w turystyczne rewiry, tym więcej mijaliśmy budek ze słodkościami, a zapach Nutelli ciągnął się nieprzerwanie przez całe wybrzeże. Nie trzeba chyba mówić, jak kuszące są to bodźce. Nie jesteśmy z żelaza, fit freak na redukcji też człowiek, więc swoje musieliśmy odcierpieć. Czara goryczy przelała się jednak, gdy stojąc w pewnym miejscu wybrzeża nie było kierunku, w którym można było się patrzeć, żeby nie widzieć budki z lodami (a konkretnie sklepu firmowego Haagen-Dazs, stoiska z mrożonym jogurtem Danone i restauracji z lodami zawijanymi w naleśniki).

Po drodze zastanawialiśmy się - to jest nienormalne, tak nie można żyć, że nie możemy sobie wziąć po gałce lodów na gofrze belgijskim tylko dlatego, że nie było to zaplanowane, a przez to zrujnowalibyśmy naszą dietę, a potem i tak będziemy wariować w cheat day*; może coś trzeba zmienić, a może rzucić to wszystko w cholerę i po co te rozpiski jedzenia, skoro można siąść w porcie przy paelli, sangrii i churrosach z czekoladą...


Dotarliśmy do domu, a ja zaczęłam planować kolejny dzień czystego jedzenia.
Zastanawiałam się, czy uda się tak ułożyć plan, żeby jednak pochłonąć te lody bez wyrzutów sumienia w normalny dzień treningowy i bez cheatów.
Jak tu nagiąć rzeczywistość do własnych wymagań?
Hm.
Wtedy dotarło do mnie, że lody można zrobić samemu, a co więcej, już je kiedyś robiłam.
Rzuciłam się więc do liczenia proporcji, pobiegłam do kuchni i pokroiłam owoce, wrzuciłam do lodówki, zalałam płatki owsiane i odżywkę białkową mlekiem, a rano zblendowałam wszystko razem.

Są takie dietetyczne posiłki, które wcale nie smakują dietetycznie. Smakują tak, jakby była w nich tona cukru, przyjemnego tłuszczyku i wszelkiej niezdrowej chemii, za którą przepadają nasze kubki smakowe. Ale wcale tej chemii, cukru i tłuszczu nie posiadają. Wspaniałym przykładem tego fenomenu jest właśnie ten przepis.

Jedliście kiedyś lody na śniadanie? Nie? To spróbujcie. Nie pożałujecie tej decyzji :D
Możecie też podzielić się z koleżanką, kolegą, mamą lub chłopakiem i zjeść je w ramach wspaniałego, pełnowartościowego, słodkiego deseru.

Poniższy przepis jest błyskawiczny w wykonaniu - potrzebujecie 5 minut poprzedniego wieczora i 2 minut rano. Konieczne będzie posiadanie blendera - wystarczy nawet ten ręczny.

Tak przy okazji - jedna porcja ma objętość ok. 2 szklanek, do pucharka zmieściło się pół porcji (reszta jest z tyłu w misce). Więc śniadanie składa się de facto z dwóch takich pucharków. Fajnie, nie?

* dziki cheat day nie jest wspaniałym pomysłem, zdecydowanie lepiej robić przemyślane cheat meale, ale z racji chwilowej rzadkości przebywania razem, zapchanego grafiku i opisanych w tekście katalońskich atrakcji zarządziliśmy cheat day. Efekty wcale nie są złe, odniosę się do tego kiedy indziej :) a teraz LEĆCIE ROBIĆ MICHĘ LODÓW!

Naleśniki na słodko z serem, bananem i masłem orzechowym (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.1)



Po koncie na instagramie (oprócz ostatnich dość pokaźnych cheatów, ale o tym kiedy indziej) widać, że w ciągu ostatnich trzech tygodni oszalałam na punkcie naleśników.

A wszystko zaczęło się od pewnego piątkowego popołudnia, gdy naszła mnie tak wielka ochota na smaki z czasów dzieciństwa, że po prostu musiałam sobie go usmażyć. Po spałaszowaniu okazałej porcji naleśników z serem wbiłam wartości odżywcze do kalkulatora i okazało się, że nie taki diabeł straszny - a już szczególnie, gdy ominie się mąkę pszenną i zastąpi kukurydzianą lub owsianą.
Rzuciwszy się w wir poszukiwań przepisu na zdrowego placka natknęłam się na tego owsianego naleśniczka. Pozbawiłam go jedynie cukru, a po usmażeniu okazało się, że jest całkiem prosty w smażeniu, można go całkiem długo przechowywać w lodówce. Do tego, jest bardzo wszechstronny w użyciu, bo nie tylko można w niego zawinąć słodki twaróg z bananem, ale i kurczaka z rozpływającą się mozarellą. Można też pokroić go w ósemki i serwować jak chlebek naan do sałatek lub dipów.
Jest po prostu idealny! W dodatku bez glutenu, a choć nie mam nietolerancji, zauważyłam, że mój organizm zdecydowanie lepiej funkcjonuje bez niego.

Wszystkie oblicza owsianego naleśnika, które dotychczas zrealizowałam, będą tu sukcesywnie lądować. Do momentu, kiedy trafi ostatni, pewnie już wpadnę na kolejne... nie jest to trudne z takim fajnym plackiem.


Zapiekane awokado i podmidory z jajkiem - śniadanie białkowo-tłuszczowe

¡Hola, Buenos días!

Nadaję z jednego z najpiękniejszych i najciekawszych miast Europy - Barcelony. Tym razem nie jestem tu dla zabytków, a moim celem nie jest nabycie odcisków i nabicie kilometrów przemierzając Las Ramblas i Barcelonetę - przyjechałam w odwiedziny :)
Druga Hantla jest zachwycona, bo mój przyjazd oznacza 1) gotowanie, 2) wyliczone makro, 3) mój przyjazd (ostatecznie - nie zabijajmy romantyzmu!)

Udało mi się skończyć magisterkę, a przynajmniej pierwszy jej szkic, a w ramach oczekiwania na poprawki rzuciłam się w wir testowania nowych przepisów i jadłospisów. Nie powiem, jest to pewne wyzwanie, gdy dwóch fit-freaków chce mieć idealne posiłki, ale nie chce spędzić życia w kuchni. Żebym ja nie spędziła życia w kuchni. I przy kompie, planując to do perfekcji. Taaak. Nawet nie będę udawać, że tego nie lubię!

Jednym z przepisów, który od dawna miałam z tyłu głowy, było zapiekane awokado z jajkiem. Korzystając z tego, że jakość warzyw i owoców w Hiszpanii jest cudowna (ceny również!), dorwałam piękne awokado i przystąpiłam do dzieła. W trakcie przygotowań wpadłam na pomysł, by białko, które nie mieści się do awokado, umieścić w pomidorze, z którego miała powstać sałatka. I nowy patent gotowy :)

To danie jest przykładem śniadania białkowo-tłuszczowego. Słyszeliście o kuloodpornej kawie (bulletproof coffee)? To ta sama bajka. Wielu znawców twierdzi, że taki zastrzyk tłuszczowy z rana pomaga w pozbywaniu się tkanki tłuszczowej. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to unikanie tłuszczów w dalszej części dnia - równowaga musi być!

Puszysta truskawkowa kasza manna z kokosem


Ostatnio kasza manna przewija się przez wpisy na W&H dość często, ale co ja poradzę - po prostu ją uwielbiam :) Jest bardzo łatwa i szybka w obróbce, stanowi dobre źródło węglowodanów, a do tego przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Sezon na truskawki powoli się zaczyna, a ja, jako ich wierna fanka, jem je codziennie od dobrego tygodnia. Na Instagramie pojawiały się w towarzystwie placków, jogurtu, naleśników, a tym razem towarzyszą kaszy mannie*.

A żeby nie było im smutno, to na górę dorzucam jeszcze dodatek, który mam przyjemność używać w kuchni po raz pierwszy - miąższ z kokosa. Woda kokosowa to genialny napój (o tym kiedy indziej), chciałam się nim nagrodzić po ciężkim treningu, ale poraziła mnie jego cena. To już jest gruba przesada, żeby płacić 9 złotych za 250 ml wody. Ale gdy za tę samą cenę zobaczyłam całego, pięknego, wielkiego kokosa, który oprócz wody ma w sobie miąższ, postanowiłam dokonać inwestycji dla celów badawczych i przemaglować go w kuchni.

Poza tym... picie wody kokosowej z kokosa jest bardziej
hipsterskie, niż picie jej z butelki. Bliska odległość
od Placu Zbawiciela zobowiązuje! ;)
Okazało się, że kokosa można bardzo łatwo otworzyć, wody jest w nim mnóstwo - na pewno więcej niż 250 ml - a do tego ma w środku przepyszny, wartościowy miąższ (tłusty jak pieron, ale to w końcu dobre tłuszcze), który można wyjeść łyżeczką w ramach deseru lub dorzucić do innych potraw, niekoniecznie pochodzących z azjatyckiej kuchni. Zdecydowałam się na opcję nr 2 i kokos będzie przez kilka dni towarzyszył mi w śniadaniach i obiadowych sałatkach.

My tu gady gadu, a odeszłam zupełnie od tematu kaszy manny. Jest jeszcze jeden składnik, któremu ta potrawa zawdzięcza słowo "puszysta" w nazwie, a mianowicie porządnie ubite białko jaja, które dodajemy do ugotowanej kaszy. Odradza się spożywanie go niektórym osobom, m.in. kobietom w ciąży. Ważna jest również wysoka jakość używanych jajek!

Gdy więc zaopatrzymy się w jajka z pewnego źródła i pyszne truskawki, a przy okazji wpadnie nam w ręce miąższ kokosa lub wiórki, możemy zabierać się za przygotowanie delikatnego w smaku i zaskakująco sycącego śniadania. Tak się nim napchałam, że aż musiałam się na chwilę położyć z przejedzenia. Jak po obiedzie u babci. Serio.

*manna" odmieniamy tak samo, jak "panna" albo "wanna". You're welcome. :D