Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariański. Pokaż wszystkie posty

Lunchbox: Kasza jaglana z jajkiem, awokado i warzywami


Jajko i awokado tworzą wspaniały duet. Szczególnie, jeśli są doprawione świeżo zmielonym pieprzem, a żółtko jest płynne... Mniam! Ten pełen zdrowych tłuszczy omega-3 i omega-6 mariaż spożywczy był zalążkiem dania, które widzicie powyżej. Dzięki kaszy jaglanej i warzywom tworzą bardzo prostą i smaczną propozycję obiadową.

Posiłek jest bardzo sycący, zapewni brak uczucia głodu do końca pracy lub zajęć. Spodoba się tym, którzy lubią proste i zdrowe rozwiązania - a kto takich nie lubi?! Na dodatek jest kolorowy i bardzo apetyczny. W końcu jest awokado, które zapewnia obie te cechy :)  

To jak, działamy? 

PS. Z dużym prawdopodobieństwem jest to ostatni przepis, jaki wstawiam. 
Z Francji, ma się rozumieć. Od soboty znowu rezyduję nad Wisłą!

Lunchbox: Kasza jaglana z jajkiem, awokado i warzywami

Porcje: 2
466 kcal
BWT 17/60/19
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:

  • 120g suchej kaszy jaglanej
  • 2 jaja
  • 1 awokado
  • 1 papryka
  • 2 pomidory
  • 2 łyżki jogurtu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Kaszę jaglaną przesypać na sitko i sparzyć wrzątkiem. Zalać podwójną ilością wody w stosunku do objętości kaszy, zamieszać, przykryć pokrywką i gotować na średnim ogniu ok. 10-15 minut, dopóki woda całkowicie się nie wchłonie. W międzyczasie usmażyć na patelni 2 jaja, awokado pokroić w paski, a paprykę i pomidory pokroić w kostkę. Gdy kasza się ugotuje, wymieszać ją z awokado (można zostawić kilka plasterków do dekoracji), papryką, pomidorami, jogurtem, solą i pieprzem, a na górę wyłożyć jajka.

Smacznego!

W&H Zestaw #2



W Wasze ręce / oczy / monitory / ekrany oddaję drugi całodniowy zestaw stworzony z przepisów zamieszczonych na Widelcu. Podobnie jak pierwszy, składa się z 5 różnych posiłków. Jest zbilansowany tak, by zawierał odpowiednią ilość białek, dobre tłuszcze i wartościowe węglowodany. I oczywiście tak, żeby nie było nudno! Dopasujcie ilości do Waszego zapotrzebowania, bierzcie listę zakupów i do dzieła! Zachęcam do zrobienia podwójnej porcji - będzie na dwa dni lub dla drugiej połówki, przyjaciółki, sąsiada... To będzie wspaniały dzień dla miłośników placków na śniadanie, kaszy jaglanej i dobrej rybki.

Adnotacja: Przepis na baton owsiany jest na 10 porcji - schowajcie nadprogramowe batony w zamrażarce na czarną godzinę :)

Przy okazji: wszystkie zestawy możecie znaleźć w pasku nawigacyjnym na górze w sekcji "Widelec" w zakładce "Zestawy".

Jeśli skorzystacie z zestawu, za co serdecznie trzymam kciuki, ślicznie proszę o opinię w komentarzach :)

Smacznego!


ZESTAW #2

Porcje: 2
kcal: 1431
B/W/T: 81/219/36


Menu:

Lista zakupów:

  • 6 łyżek mąki kokosowej
  • 2 łyżki cukru (ksylitolu, kokosowego, u mnie erytrytolu)
  • 2 szczypty proszku do pieczenia
  • 6 białek jaj
  • 2 łyżki musu z banana, dyni, jabłka (ważne, by był dobrze rozbity)
  • 2 szklanki mleka
  • 2 łyżki kawałków czekolady (opcjonalne)
  • pół łyżeczki oleju kokosowego/oliwy
  • pół szklanki + półtorej łyżki miodu
  • pół szklanki masła orzechowego
  • 120g płatków owsianych
  • 70g odżywki białkowej
  • 2 ćwiartki + łyżeczka soku z cytryny
  • 2 łyżeczki startego imbiru (lub pół łyżeczki suchego)
  • łyżka sezamu
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • 200g łososia
  • kilka listków bazylii (można także wykorzystać miętę, pietruszkę lub kolendrę)
  • 2 garści sałaty
  • 1 pomidor
  • ćwiartka cebuli
  • 180g kaszy jaglanej
  • 6 daktyli
  • łyżka + pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • sok z połowy pomarańczy + plasterki do dekoracji
  • 1 brokuł
  • 400g obranej marchewki
  • 125g jogurtu naturalnego
  • 2 ząbki czosnku
  • 50g sera feta pokrojonego w drobną kostkę
  • 2 łyżeczki czarnuszki

Kotleciki z ciecierzycy


Nigdy nie zapomnę, gdy pierwszy raz spróbowałam falafeli. W tamtym czasie nie były jeszcze popularne w Polsce, a przynajmniej nie w takiej skali, jak obecnie. Zamówiłam to, co polecił przewodnik, ba, nawet do końca nie wiedziałam, co zamawiam. Był to mój pierwszy posiłek w Izraelu, a zarazem pierwszy kontakt z tamtejszą kuchnią. I chociaż jedliśmy w małym, zdecydowanie niewysublimowanym przydrożnym barze, to muszę przyznać, że to chyba nadal były najlepsze falafele, jakie kiedykolwiek jadłam.

Od tamtej pory minęło parę ładnych lat, a ciecierzycowe kulki można dostać w niemal każdym miejscu - od podrzędnego kebaba do topowej restauracji. Nic dziwnego - łączą w sobie dwa popularne nurty żywieniowe: bezmięsne odżywianie i fast food. Po prostu fast food dla wegan.

A gdzie w tym wszystkim zdrowe odżywianie? Cóż, nie ma. Falafele są smażone na głębokim tłuszczu, co znacznie podwyższa ich wartość kaloryczną. W związku z tym od razu zaznaczam - kotlety w moim przepisie to nie falafele, ponieważ są nie smażone, a pieczone. 

Zapewne znalazłoby się kilka opinii, że pieczenie w piekarniku powoduje suchość kotletów. Owszem, falafele są zdecydowanie bardziej tłuste, przez co są wilgotne i są lepszym nośnikiem smaku, ale za to moje kotlety nadrabiają lekkością, a jeśli zestawimy je z odpowiednimi dodatkami takimi jak sos czosnkowy i chleb naan, to nawet się nie zorientujemy, że zaszła jakakolwiek zmiana - a jeśli już, to na lepsze! Zdrowe wybory to nierzadko sztuka kompromisów. To trochę tak, jak porównywanie tłustych muffinów z ich owsianą wersją - jest na pewno inaczej, ale zdrowiej. I nadal smacznie - tu żadnych kompromisów nie ma!

Z przykrością stwierdzam, że chlebek naan ze zdjęcia nie jest mojego autorstwa. Jeśli macie chwilę, żeby zrobić takie chlebki, polecam ten przepis Nigelli Lawson, z którego wielokrotnie korzystałam. Pamiętam, jak zrobiłam je na Wielkanoc i nie zdążyły dotrzeć na stół - co do jednego zostały pochłonięte przez dzieciaki, które grasowały w kuchni ;)

Falafele chodziły za mną już od wielu dni, a ta wersja ciecierzycowych kotletów na pewno zaspokaja potrzebę. I o to chodzi!


Kotlety z ciecierzycy z chlebkiem naan
Porcje: 4
298 kcal
BWT 14/51/5
Czas przygotowania: 10 minut + 30 minut pieczenia

Składniki:

Kotlety:
  • szklanka suchej ciecierzycy (NIE można użyć ciecierzycy z puszki!)
  • 1 cebula pokrojona w kostkę
  • 5 łyżek posiekanej kolendry
  • 5 łyżek posiekanej natki pietruszki
  • 3 posiekane ząbki czosnku
  • pół łkmin indyjski
  • 1/4 łyżeczki suszonej kolendry
  • sól, pieprz
Dodatki:
  • 4 chlebki naan po 30g (lub sięgnij po ten przepis Nigelli Lawson)
  • liście sałaty
  • 125g jogurtu
  • ogórek
  • dodatkowy ząbek czosnku do sosu
Przygotowanie:

Ciecierzycę zalewamy dużą ilością wody i odstawiamy na minimum 8 godzin (może być więcej). Najlepiej zalać ją wieczorem, by zrobić kotlety następnego dnia. Można też zrobić to tego samego dnia z samego rana.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Ciecierzycę odsączyć z wody. Wszystkie składniki zblendować (użyłam miksera-żyrafy) na gładką masę, ulepić małe płaskie kotleciki (z powyższego przepisu ulepiłam 16 kotletów, po 4 na porcję). Piec przez 30 minut, w połowie czasu przekręcając kotlety na druga stronę.

Sos czosnkowy: wymieszać jogurt, wyciśnięty przez praskę czosnek, sól i pieprz.

Podawać z sosem, chlebkiem naan lub innym podpieczonym pełnoziarnistym chlebem, pokrojonymi w słupki ogórkami i sałatą.

Inspiracja.
Smacznego!



Szarlotkowe muffiny owsiane


Niektórzy mówią, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Może i czasem mają rację, ale na pewno nie w kwestii tego śniadania! 

Już kilkukrotnie wychwalałam na łamach tego bloga instytucję śniadania z piekarnika. Jest w tym coś naprawdę rozgrzewającego i dobrze nastrajającego na cały dzień. Anglicy też najwyraźniej tak uważali, gdy kilkadziesiąt lat temu stworzyli śniadaniowe breakfast muffins. Dobrze zbilansowane, w sam raz, by chwycić w łapkę i iść podbijać świat. Amerykanie oczywiście zrobili z nimi to, co z każdym innym daniem, czyli dodali tonę tłuszczu i cukru i tak powstały muffinowe bomby kaloryczne miłościwie panujące na półkach sklepowych... ale o tym kiedy indziej. Clue akapitu: śniadanie z piekarnika - to jest to!

Z kolei owsianka jest jednym z moich (i nie tylko moich) ulubionych posiłków na początek dnia. Prosta, szybka, niewymagająca dziwnych składników, zawsze smaczna. Do tego magiczne połączenie jabłek i cynamonu w każdej szanującej się szarlotce mówi samo za siebie. Łącząc te wszystkie aspekty powstaje śniadaniowy fenomen: muffiny o smaku szarlotki i wartościach odżywczych owsianki.

Wiele osób może zniechęcić konieczność pieczenia. Mnie z kolei zachęca, bo paradoksalnie zaoszczędza czas rano. A rano czas to pieniądz! Wystarczy wygospodarować 10 minut poprzedniego wieczoru, po pół godzinie wyjąć z piekarnika, powstrzymać się od ich natychmiastowego spałaszowania, a przez kolejne 2 poranki cieszyć się czekającym na nas śniadaniem. Smakuje dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno, więc przy napiętym planie można zjeść muffiny po drodze do pracy czy szkoły, a w luźniejsze dni podgrzać kilka minut w piekarniku. 

Myślę, że to również fajny sposób na zdrowe śniadanie dla dzieci. W końcu to ciastka na śniadanie!
A jeśli nie na śniadanie, to na podwieczorek do kawy - w końcu jeden muffin to tylko 140 bardzo wartościowych kalorii (w przeciwieństwie do wspomnianego amerykańskiego odpowiednika).

Szarlotkowe muffiny owsiane
Porcje: 2
429 kcal
BWT 17/73/9
Czas przygotowania: 10 minut + 30 minut pieczenia

Składniki:
  • 125 g jogurtu
  • pół szklanki mleka
  • 2 jajka
  • cynamon (ćwierć lub pół łyżeczki, zależnie od upodobań)
  • 1 łyżka miodu
  • 4 łyżki rodzynek
  • 80 g płatków owsianych
  • 1 spore jabłko obrane i pokrojone w kostkę
Przygotowanie:

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Jogurt, mleko, jajka, cynamon i miód dobrze wymieszać w misce.
Dodać resztę składników i wymieszać (można odłożyć kilka rodzynek, by ozdobić nimi wierzch muffinek).
Przełożyć do foremek lub kokilek - korzystałam z silikonowych, masy wystarczyło na 6 foremek.
Piec 30 minut.

Porcja to połowa przepisu, więc w moim przypadku 3 muffiny.


Inspiracja.
Smacznego!



Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą



Quinoa brzmi co najmniej jak wyspa na Pacyfiku albo dawno wymarły ród Majów. Jakiś czas temu zauważyłam, że w sprawach kulinarnych (oprócz kręgów vegan-paleo-glutenfree-lowcarb-niewiemcojeszcze) dziwna nazwa bardziej odpycha niż przyciąga, w związku z czym zostałam zwolenniczką upraszczania sobie życia. Swojsko brzmiąca komosa już nie jest taka straszna :)

Komosa ryżowa w połączeniu z warzywami idealnie nadaje się do wzięcia na wynos - nie ma rzadkiego sosu, więc nic nam nie wycieknie, a do tego im bardziej będziemy trząść torebką lub plecakiem, tym lepiej się przemiesza ;) Danie robi się tak długo, jak gotuje się komosa, czyli około 20 minut. W międzyczasie wystarczy przepłukać fasolę i pokroić resztę warzyw oraz fetę, a na koniec całość wymieszać i skropić cytryną. Szybka, sycąca, lekko orzechowa w smaku i do tego bardzo zdrowa propozycja w sam raz na lunch.

Komosa ryżowa z czerwoną fasolą i fetą
Porcje: 2
366 kcal
BWT 18/57/8
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 50g suchej komosy ryżowej
  • 1 puszka czerwonej fasoli (250g)
  • pół niedużej cebuli (czerwona będzie świetnie pasować)
  • 50g sera feta
  • 1 duża papryka
  • sok z połowy cytryny
  • pieprz
Przygotowanie:

Komosę przepłukać na sicie wrzącą wodą, przełożyć do garnka, zalać podwójną ilością zimnej wody i gotować pod przykryciem do momentu, gdy komosa wchłonie całą wodę.
W międzyczasie na sicie przepłukać wyjętą z puszki fasolę, pokroić cebulę w piórka, a paprykę i fetę w kostkę.
Gdy komosa wchłonie wodę, wszystkie składniki wymieszać, skropić cytryną i doprawić pieprzem.

Smacznego!

Puchate placuszki śniadaniowe



Szukałam na nie lepszej nazwy, uwierzcie mi. Ale żaden przymiotnik nie opisze tych małych placuszków lepiej niż "puchate"!

Podobnie jak bananowe placki są zrobione z mąki kokosowej. Jednak różnica w przygotowaniu jest zasadnicza, a to głównie za sprawą o wiele łatwiejszego procesu smażenia. Jeśli mieliście problem ze zgarnianiem bananowych placków z patelni, robiąc je z tego przepisu możecie być spokojni.

Co do smaku i struktury, są one nieco inne niż w bananowych plackach. Te placuszki są bardzo delikatne i lekkie, z jednej strony zupełnie białe, więc trochę przypominają chmurki ;) I pasują do śniegowej aury, która (podobno) w Polsce już zapanowała na dobre.

Do przygotowania placuszków potrzebne będą tylko białka jajek. Jeśli nie lubicie wyrzucać żółtek, zawsze można z nich zrobić maseczkę na twarz. Albo zamrozić i przygotować z nich kiedyś ciasto na specjalną okazję ;) W przepisie jest też mus z banana, dyni lub jabłka - można po prostu rozgnieść banana widelcem (bardzo dokładnie, do uzyskania jednolitej konsystencji!) lub dodać puree z dyni albo dostępny w wielu sklepach gotowy mus jabłkowy lub z innych owoców. Co do cukru, musi być to cukier granulowany, a zatem odpadają miody i inne płynne słody, za to sprawdzą się ksylitol, cukier kokosowy czy też erytrytol (nie mylić ze słodzikami, słodzików unikamy :) ). Wymienione kawałki czekolady są opcjonalne - używajmy zwykłej posiekanej nożem gorzkiej czekolady lub gotowych "chocolate chips" z gorzkiej czekolady.

Puchate placuszki śniadaniowe
Porcje: 2
273 kcal
BWT 19/43/9
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 6 łyżek mąki kokosowej
  • 2 łyżki cukru (ksylitolu, kokosowego, u mnie erytrytolu)
  • 2 szczypty soli
  • 2 szczypty proszku do pieczenia
  • 6 białek jaj
  • 2 łyżki musu z banana, dyni, jabłka (ważne, by był dobrze rozbity)
  • szklanka mleka
  • pół łyżki ekstraktu waniliowego (opcjonalne)
  • 2 łyżki kawałków czekolady (opcjonalne)
  • pół łyżeczki oleju kokosowego/oliwy
Przygotowanie:

Do miski przesiać przez sitko mąkę, cukier, sól i proszek do pieczenia.

W oddzielnej misce lekko ubić białka jaj i ekstraktem waniliowym, dodać do suchych składników razem z musem i delikatnie mieszać, dodając szklankę mleka łyżka po łyżce do osiągnięcia jednolitej masy. Delikatnie wmieszać kawałki czekolady.

Na patelni na średnim ogniu rozpuścić olej, nadmiar wytrzeć ręcznikiem papierowym.

Wyłożyć na patelnię masę na 4-5 placków naraz (im mniejsze, tym łatwiej je zdjąć z patelni), nakryć patelnię pokrywką i tak smażyć półtorej minuty z każdej strony. Powtórzyć z resztą masy.

Inspiracja.

Smacznego!



Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym


Budyń jaglany obiegł blogosferę już dawno temu, ale ten przepis urzekł mnie najbardziej. Jest prosty, smaczny, słodki przez daktyle, wymaga zaledwie kilku składników, a jego pomarańczowo-waniliowy smak na długo pozostaje w pamięci.

Do jego wykonania potrzebny jest blender ze stopą miksującą (czyli tzw. żyrafy) - próbowałam kiedyś użyć miksera i nie zakończyło się to zbyt dobrze...

Na śniadanie, na podwieczorek, jako przekąska do pracy... posmakuje wszystkim, zapewniam!

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym
Porcje: 2
307 kcal
BWT 10/59/4
Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:[Listonic]
- 1 szklanka mleka roślinnego lub krowiego
- 1 szklanka wody
- 100g kaszy jaglanej
- 6 daktyli
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- sok z połowy pomarańczy + plasterki do dekoracji

Przygotowanie:
Mleko i wodę wymieszać w garnku i podgrzewać. Kaszę przepłukać na sitku pod bardzo gorącą wodą, wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie wyjąć pestki z daktyli. Gdy kasza wchłonie większość mleka, dodać daktyle i gotować jeszcze kilka minut. Zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, sok z połowy pomarańczy i zblendować na gładką masę. Udekorować pomarańczą. Można polać odrobiną miodu, posypać orzechami lub innymi ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

Bananowe placuszki



Banan + jajko = placek. Proste równanie, nie? No cóż, okazało się, że nie do końca.

Kiedyś próbowałam zrobić placki bananowe, które na amerykańskich stronach o zdrowym żywieniu robiły w owym czasie furorę i rajd przez wszystkie możliwe portale typu Pinterest. Nie tylko mi nie wyszły - one nawet nie były okrągłe, bo ściągając je z patelni traciły kształt. Poza tym, natychmiast robiły się czarne. Bardziej niż placki przypominały spaloną bananową jajecznicę... Pamiętam, że tego dnia musiałam na śniadanie zadowolić się jogurtem i kawałkiem pomidora, bo to jedyne, co akurat miałam w kuchni i mogłam wziąć na wynos, bo na zrobienie normalnego śniadania nie miałam już czasu.

Nic zatem dziwnego, że od tamtej pory do placków bananowych podchodzę bardzo ostrożnie. Okazuje się, że banan i jajko to nie wszystko - żeby całość trzymała się przysłowiowej "kupy", trzeba jeszcze kilka magicznych dodatków i szczyptę wiedzy na temat przygotowania tych małych placuszków.

Podstawą jest nieprzywierająca patelnia, średni ogień, odrobina oleju kokosowego (lub oliwy, choć olej kokosowy smakowo pasuje lepiej) i łopatka, którą łatwo przewrócić placki na drugą stronę - czyli taka, która nie ma grubego zakończenia (moja poczciwa z Ikei daje radę na medal).


Placki robią się bardzo szybko. Po wylaniu masy na patelnię wystarczy chwila, by na powierzchni pojawiły się bąbelki - takie, jak na zdjęciu obok. To niezawodny znak tego, że czas przewrócić je na drugą stronę. To wymaga delikatności, bo placek nie jest jeszcze zupełnie sztywny. Wystarczy podłożyć łopatkę do 1/3 placka i wtedy ostrożnie podnieść - reszta powinna odkleić się od patelni. A potem dokonać aktu odwagi i przewrócić na drugą stronę. Może przy pierwszym się nie uda, ale przy drugim już na pewno :)

To propozycja typowo białkowo-tłuszczowa, bardzo lekka i smaczna. Spodoba się miłośnikom słodkich śniadań czy podwieczorków i delikatnych smaków.


Bananowe placuszki
Porcje: 2
251 kcal
BWT 12/32/9
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 3 jajka
- 2 banany (im bardziej miękkie, tym lepiej)
- 2 łyżki mąki kokosowej (można użyć zmielonych wiórek)
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie: pół łyżeczki ekstraktu waniliowego

Przygotowanie:
Wszystkie składniki dobrze zmiksować w blenderze. Rozgrzać patelnię z odrobiną oleju kokosowego, rozetrzeć ręcznikiem papierowym po całej patelni (i nie poparzyć się przy tym). Nakładać po łyżce masy i lekko rozsmarowywać, nadając okrągły kształt. Smażyć minutę lub do momentu pojawienia się bąbelków, ostrożnie odseparować przyklejoną masę od powierzchni patelni, podważyć łopatką i ostrożnie przewrócić na drugą stronę, smażyć ok. pół minuty. Powtórzyć z resztą masy.

Podawać z cynamonem lub odrobiną miodu.


Inspiracją jest przepis z nowej książki Ani Lewandowskiej. Wyjściowy przepis zmodyfikowałam o dodatkowe jajko i łyżkę mąki kokosowej, które sprawiają, że placki lepiej trzymają kształt (są tak samo smaczne, a i "makro" się zgadza ;) ).

Smacznego!

Szybki placek dyniowy


Znacie to uczucie, gdy potrzebujecie czegoś słodkiego i to szybko?
Najlepiej jakieś ciasto?
Ale najlepiej w wersji odchudzonej?
I najlepiej z dynią?

No dobra - mogę być osamotniona, jeżeli chodzi o ostatnie dwa punkty. Ale jeśli chodzi o pierwsze dwa, to jestem pewna, że każdy z nas co jakiś czas tak ma. Na przykład dziś, gdy po wczorajszej sowitej kolacji i intensywnym wieczorze na mieście nastał tzw. "kac dzień" i gdy trzeba było zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, zaistniała potrzeba czegoś na pokrzepienie ducha i ciała. O ile jestem przeciwniczką karmienia uczuć ("o, jest mi smutno, zjem wszystko"), to nie da się zaprzeczyć, że jedzenie poprawia humor i można, ba, trzeba wykorzystywać to w odpowiedni sposób. Jednym z takich sposobów są zdrowe wypieki.

Ze względu na konsystencję i wysokość nie nazwałabym tego wypieku ciastem, a plackiem. W dodatku bardzo szybkim, bo piecze się zaledwie kwadrans, a przygotowanie polega na wymieszaniu wszystkich składników. Piekłam go w małej silikonowej keksówce - można zwiększyć powierzchnię formy i ilość składników dwukrotnie lub trzykrotnie, szczególnie, gdy chcemy nim poczęstować większą liczbę osób. Jedna porcja wystarcza na dwie osoby i świetnie sprawdzi się jako podwieczorek lub pokaźne drugie śniadanie w towarzystwie kawusi...

Placek jest bez jajek, bez glutenu i bez cukru. Jest za to dużo smaku i aromatu, a szczególnie ciepłej, lepkiej i słodkiej dyni.

A jeśli powyższy opis nadal nie przekonał Was do tego, by zawsze mieć zapas dyniowego musu "na czarną godzinę", to może skusi Was rekomendacja mojej drugiej Hantli, który po pierwszym kęsie głośno i dobitnie wyraził swój zachwyt. Nie powiem dokładnie jakimi słowami, bo się na mnie obrazi.
;)

Sałatka z burakiem i awokado


Nigdy nie lubiłam buraka. Smakował jak ziemia, a jedyna forma, w której byłam gotowa go przyjąć, to barszcz na Wigilię. Gdy nosiłam aparat na zęby, byłam bardzo zadowolona z posiadania alibi - burak jest niedozwolony, bo barwi gumki (czerwone wino niestety też). Z racji posiadanych właściwości antyrakowych bardzo często przygotowuje się w moim rodzinnym domu sok buraczany, którego spożycie jest dla mnie porównywalne do konsumpcji soku z ziemi. Czasem udawało się mojej mamie przemycić mi go, ale odkąd wyprowadziłam się z domu, to z burakiem mam do czynienia naprawdę rzadko i tylko wtedy, kiedy muszę.

Ale z biegiem czasu w głowie pojawiają się przebłyski zdrowego rozsądku i doszłam do wniosku, że burak w diecie musi być! A przynajmniej co jakiś czas... W sklepie odkryłam gotowe, ugotowane buraki i pozbywszy się wymówki, że buraczki trzeba ugotować, postanowiłam znaleźć sposób, by to nieszczęsne warzywo przemycić do jadłospisu. 

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Grani z pomarańczą i wanilią


Kiedy jest tak gorąco, że na dworze można z powodzeniem smażyć jajka sadzone na kamieniach, a każdy powiew wiatru jest na wagę złota, ciepłe śniadania przestają mieć rację bytu. Dla takich właśnie chwil stworzone jest to śniadanie. Orzeźwiające i lekkie, z pomarańczą i wanilią, a do tego bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Godzina 6:18, a o 7 trening... :)
Grani sprawdził się wielokrotnie, gdy musiałam wstać wcześnie rano, a szczególnie, gdy pierwszym punktem w planie dnia był trening. Robiłam wtedy grani wieczorem poprzedniego dnia, a rano wystarczyło tylko wyciągnąć gotowe danie z lodówki. Nie ma po nim uczucia ciężkości w brzuchu albo przejedzenia.

Wcześniejsze przygotowanie ma też inną zaletę - przez noc nieco tężeje i "przegryza się". To dobra wskazówka dla tych, którzy rano się spieszą i zależy im na czasie. W sumie, to można je od razu przygotować w pudełku na wynos i zjeść rano w pracy!



Babeczki owsiane z masłem orzechowym i jabłkami



Wypieki śniadaniowe - o tak! Nie ma to jak potrawa z piekarnika na śniadanie. A już szczególnie, gdy są to babeczki, które kojarzą się z czymś absolutnie nieśniadaniowym i niedietetycznym. Babeczki, które zrobiłam dzisiaj, są w stu procentach "legalne", a ich bazą jest mąka owsiana, czyli zmielone w elektrycznym młynku do kawy płatki owsiane. Słodycz zapewniają erytrytol (można zastąpić innym słodem w odpowiedniej dawce) i jabłka.

Problem jest jeden - kto ma na to czas? Cóż, w zasadzie... każdy. Przecież nikt nie każe nam serwować ich na świeżo, prawda? Ale prosto z piekarnika smakują najlepiej... Jak to pogodzić?

Babeczki najlepiej zrobić w dzień, kiedy rano nam się nie spieszy, na przykład w sobotę lub niedzielę. Te, które zostaną po śniadaniu, wkładamy do szczelnego pojemnika wyłożonego podwójną warstwą ręcznika papierowego oraz nakryte taką samą warstwą z góry i przechowujemy w temperaturze pokojowej (nie w lodówce, bo będą gumowe!) przez 2-3 dni. Przed spożyciem wkładamy je do piekarnika na kilka minut. Można także owinąć je w plastikową folię do żywności i przechowywać w zamrażarce - dzięki temu mamy gotowe śniadanie "na czarną godzinę". Takie zmrożone babeczki najlepiej wyjąć poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyły się rozmrozić do rana, lub dokonać tego w inny sposób, na przykład w mikrofali (nie wiem, jak się to sprawdzi, ponieważ jej nie używam).

Są wspaniałe na śniadanie (3 sztuki) lub jako szybka przekąska w trakcie dnia (1 sztuka). Z łatwością można wpakować je do torebki i zjeść później.

Gotowi, do startu, piec!


Pieczone jabłka z nadzieniem twarogowym



Chociaż pieczone jabłka kojarzą się bardziej z okresem jesiennym, niż połową czerwca, to są one tak dobre, że pokusiłam się o nie właśnie teraz. To bardzo fajny, prosty i zdrowy deser bez grama tłuszczu, który może posłużyć zarówno jako drugie śniadanie, jak i zdrowy deser dla niezapowiedzianych gości. Posmakuje i małym, i dużym łasuchom :)


Jaglanka bananowa z masłem orzechowym



Dałam Wam odpocząć jeden wpis od śniadań, ale na tym koniec! Wracam z nie byle czym, bo ze słodką bombą o smaku banana i masła orzechowego. Kto nigdy nie próbował tego połączenia, ten odkryje nowe horyzonty kulinarne.

Nie jest to lekkie śniadanie, a wręcz należy do gatunku tych, po których głód nam nie grozi przez długi czas. Fajne przez porannym treningiem lub innymi wyzwaniami, które wymagają wzmożonego wysiłku zarówno fizycznego, jak i umysłowego.

Chociaż masło orzechowe jest bardzo wartościowym składnikiem, to jednak jest mocno kaloryczne i bogate w tłuszcze - dobre, ale jednak tłuszcze. Dlatego zamiast oryginalnego produktu do jaglanki dodałam PB2 (więcej informacji tutaj). Z powodzeniem można je oczywiście zastąpić łyżką zwykłego masła. Przy okazji dodam, że masło masłu nierówne - patrzmy na to, co reprezentuje sobą produkt, który bierzemy z półki sklepowej. Omijamy szerokim łukiem wersje light i kombinacje z kawałkami orzechów lub innymi dodatkami.

"Wisienką na torcie" są orzechy brazylijskie - mój ulubiony rodzaj. Są bogate w selen, który wcale nie tak łatwo znaleźć w innych produktach w takiej ilości (1 orzech wystarczy, by pokryć dzienne zapotrzebowanie), kwasy omega-6, witaminy z grupy B, kompletne białko i wiele innych składników mineralnych - suplement diety w wersji naturalnej.

Zapiekana owsianka truskawkowo-kokosowa



Nigdy nie miałam problemu z jedzeniem śniadań. Powiem więcej - nigdy nie mogłam zrozumieć, jak w ogóle można się nad czymś takim zastanawiać. Po przebudzeniu jestem głodna jak wilk, a zamiast dylematu "jeść czy nie jeść" pojawia się raczej pytanie "na słodko czy na słono?"

Odkąd zaczęłam więcej gotować, a szczególnie odkąd zaczęłam wybierać zdrowsze alternatywy dań, kilka przepisów zdobyło moje serce w sposób szczególny - a co ciekawe, przeważająca większość z nich dotyczy właśnie pory śniadaniowej. Powody są różne. Czasami jest to nowy, interesujący smak, kiedy indziej łatwość przygotowania, dostępność składników lub ich niewielka ilość. Jednak z czasem odkryłam, że chodzi o coś, co łączy wszystkie te czynniki. Kojarzycie, gdy kupując coś w sklepie szukacie produktu, gdzie wskaźnik jakość/cena jest jak najwyższy? Podobnie dzieje się u mnie z przepisami - szukam wskaźnika smak/czas.

(Chyba muszę opatentować ten wskaźnik. All rights reserved i te sprawy.)

Bo co z tego, że śniadanie będzie tak dobre, że z powodzeniem można by je serwować angielskiej królowej na śniadanie, skoro jego przygotowanie będzie trwało godzinę? Sorry, rano mamy wiele innych rzeczy do roboty, niż tylko gotowanie. Poniższy przepis może nie należy (tak jak poprzedni) do grupy "włóż-zmiksuj-jedz", ale niedużym wysiłkiem, a na pewno porównywalnym z tym, który wkładamy w robienie zwykłego śniadania, otrzymamy absolutną rewelację - wierzcie mi.

Gdy pierwszy raz zabrałam się za zapiekaną owsiankę, jej przygotowanie zajęło mi (od wejścia do kuchni do momentu zjedzenia) równo 30 minut. Tylko że w międzyczasie zdążyłam się umyć, ubrać, umalować, spakować i sprawdzić fejsa, a potem w zajadałam się pyszną owocową, przypominającą kruszonkę zapiekanką.

Jak? A tak!


Truskawkowe smoothie w misce


Od dawna chciałam użyć Newelli - białka kurzego. Konsystencją przypomina mozzarellę, a smakiem - ugotowane białko. Odpowiednia ilość białka w diecie, a raczej jego niedobór, to najważniejsze i najtrudniejsze dla mnie zagadnienie. Upatrywałam więc w Newelli kolejnego produktu, który mi w tym pomoże. Tak też się stało - zmiksowane białko jest niemal niewyczuwalne, nadaje przyjemnej, gęstej konsystencji i zapewnia odpowiednią podaż białka. Można ją zastąpić miarką odżywki białkowej lub bananem (choć to nie zapewni odpowiedniej konsystencji).

Jak dla mnie eksperyment można uznać za jak najbardziej udany. To świetne danie śniadaniowe na upalne poranki, gdy nie mamy ochoty na nic ciężkiego lub ciepłego. Koktajl jest orzeźwiający i pełny owoców i dodatków, które dodatkowo go urozmaicają. Jeśli natkniecie się na Newellę (w angielskiej sieci hipermarketów jest na dziale z jogurtami), nie wahajcie się po niego sięgnąć.

Miksujemy? :)


Płatki z musem z rabarbaru



Czy można przedawkować rabarbar?

Od trzech dni jem na śniadanie to samo danie - płatki z rabarbarem.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo za każdym razem używałam innego mleka, innych płatków i innych proporcji.

Pierwszego dnia były to płatki owsiane w towarzystwie dużej ilości mleka sojowego.
Drugiego dnia płatkom owsianym towarzyszyło zwykłe, krowie mleko, w zdecydowanie mniejszych proporcjach mleka do płatków.
Trzeciego dnia sięgnęłam po płatki jaglane, zwykłe mleko zamieniłam na kokosowe i wlałam go mniej niż za pierwszym razem, ale i więcej, niż za drugim (ta wersja widnieje na zdjęciu powyżej).

Jedyne, czego nie zmieniłam ani razu, to rabarbarowy mus z nutką pomarańczy i wanilii. Dla niektórych może być wręcz za słodki, ale umówmy się, że dla tych, którzy z różnych powodów rezygnują ze słodyczy, nie istnieje termin "zbyt słodkie".

Rabarbar pojawia się na sklepowych półkach tak szybko, jak z nich znika. Nie wiem, jak Wam, ale mi potrawy z sezonowych produktów smakują najbardziej. Może jest coś w tym, że są charakterystyczne dla danej pory roku, że zaraz ich nie będzie i trzeba na nie czekać wiele miesięcy, a kupowane poza sezonem to już po prostu nie to samo...

I na koniec krótka wzmianka o jednym z produktów, który pojawia się w liście składników, a mianowicie o erytrytolu. Jest to substancja słodząca, podobna do ksylitolu, stewii czy melasy z tą różnicą, że nie ma kalorii, nie powoduje próchnicy, ma zerowy indeks glikemiczny (polecana cukrzykom), dobrze się wchłania i praktycznie w niezmienionej postaci jest wydalany z organizmu, a wygląda jak zwykły, biały cukier. Jest idealnym zamiennikiem wszędzie, gdzie przepis żąda dodania cukru, używałam go zarówno do słodzenia napojów, jak i robienia ciast dla mojej babci z cukrzycą, sprawdził się fantastycznie za każdym razem. Nazwę ma kosmiczną, ale nie ma się czego bać :) Do kupienia w dużych hipermarketach na stoiskach z ekologiczną żywnością (zarówno w tym angielskim, jak i francuskim ;) ).

Czerwone badyle w dłoń!

Jaglanka z polewą truskawkową i serem



Są takie dni, kiedy budzę się rano i mam ochotę zjeść wszystko. I nie chodzi tu o czyszczenie lodówki z powodu głodu, tylko o to, że mam ochotę na kilka dań naraz. Chętnie zjadłabym jaglankę na mleku z suszonymi owocami, ale od kilku dni chodzi za mną makaron z truskawkami i białym serem (smaki dzieciństwa)...

Tak właśnie wpadłam na pomysł hybrydy - wybrałam te składniki obu dań, które do siebie pasują i połączyłam je w jednej misce ;) Nie zawsze takie eksperymenty się udają, ale tym razem ogłaszam pełny sukces. Każdy miłośnik jaglanek powinien spróbować tego dania, póki mamy truskawki!


Sałata z łososiem, rzodkiewką i trójkątami z wrapa (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.4)




Piątek trzynastego, dzień dobry!
Ten dzień, paradoksalnie, jest dla mnie zawsze bardzo szczęśliwy. Tym razem również się tak zapowiada - pracowicie, ale wesoło! :)

Nie ma nic, co trzyma człowieka pracującego przy życiu bardziej, niż perspektywa pysznego obiadku. Czy tylko ja tak mam? Tak czy siak, nie mogę spokojnie pracować, jeśli nie mam przygotowanego jedzenia, które wciągnę ze smakiem o odpowiedniej porze. Takie to już życie zdrowo odżywiających się ludzi - każdy fit freak zrozumie!

Środek maja, stragany ze świeżymi warzywami kuszą jak nigdy - czas to wykorzystać, w końcu ten piękny okres w roku nie będzie trwał wiecznie. Oszczędność czasu jest jednakże bardzo mile widziana (w końcu pracujemy, tak?), dlatego dziś tematem jest szybciutka sałatka lunchowa z łososiem.

Jak już wcześniej pisałam, naleśniki owsiane bardzo ładnie przechowują się w lodówce (ok. 3 dni). Jednak tego ostatniego dnia nie proponuję nikomu zawijać w nie kurczaka czy twaróg, za to lepiej wrzucić je na chwilę na grillową patelnię i pokroić na trójkąty. Takie "chlebki" będą stanowiły wspaniałe uzupełnienie obiadowego dania.

Więcej przepisów z wykorzystaniem owsianych naleśników znajdziecie w poprzednich wpisach: tutajtutaj oraz tutaj.