Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasycznie. Pokaż wszystkie posty

Jesienna jaglanka śliwkowo-orzechowa


Dziś rano zamiast gór i pagórków, które zazwyczaj mam przyjemność oglądać z okna, nie zobaczyłam absolutnie niczego oprócz gęstej mgły. Listopad rozkręcił się na dobre... co przypomina mi o tym, że czas najwyższy nastawić piernik świąteczny! Tak, do Świąt Bożego Narodzenia zostało niecałe 7 tygodni. Niektórzy rozpoczęli już rytualne słuchanie Mariah Carey...

Pozostaje tylko pogodzić się z panującą jesienią i wytoczyć odpowiednie środki do walki z chłodem i kiepską aurą. A uwierzcie mi, niewiele rzeczy działa w tym zakresie tak dobrze, jak porządne śniadanie!

Koniec mrożonych śniadanio-deserów, koktajli i innych letnich zabaw, pora na gorącą, treściwą jaglankę. 

Jesienna jaglanka śliwkowo-orzechowa
Porcje: 1
300 kcal
BWT 10/53/7
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 2 płaskie łyżki kaszy jaglanej
- 2 płaskie łyżki płatków owsianych
- 2 śliwki
- pół szklanki mleka
- pół szklanki wody
- 1 orzech brazylijski
- pół łyżki miodu

Przygotowanie:
Kaszę i płatki wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie pokroić śliwki i rozdrobnić orzecha. Gdy kasza będzie miękka, przełożyć jaglankę do miski. Wyłożyć śliwki, posypać kawałkami orzecha i polać miodem.

Smacznego!

Bananowe placuszki



Banan + jajko = placek. Proste równanie, nie? No cóż, okazało się, że nie do końca.

Kiedyś próbowałam zrobić placki bananowe, które na amerykańskich stronach o zdrowym żywieniu robiły w owym czasie furorę i rajd przez wszystkie możliwe portale typu Pinterest. Nie tylko mi nie wyszły - one nawet nie były okrągłe, bo ściągając je z patelni traciły kształt. Poza tym, natychmiast robiły się czarne. Bardziej niż placki przypominały spaloną bananową jajecznicę... Pamiętam, że tego dnia musiałam na śniadanie zadowolić się jogurtem i kawałkiem pomidora, bo to jedyne, co akurat miałam w kuchni i mogłam wziąć na wynos, bo na zrobienie normalnego śniadania nie miałam już czasu.

Nic zatem dziwnego, że od tamtej pory do placków bananowych podchodzę bardzo ostrożnie. Okazuje się, że banan i jajko to nie wszystko - żeby całość trzymała się przysłowiowej "kupy", trzeba jeszcze kilka magicznych dodatków i szczyptę wiedzy na temat przygotowania tych małych placuszków.

Podstawą jest nieprzywierająca patelnia, średni ogień, odrobina oleju kokosowego (lub oliwy, choć olej kokosowy smakowo pasuje lepiej) i łopatka, którą łatwo przewrócić placki na drugą stronę - czyli taka, która nie ma grubego zakończenia (moja poczciwa z Ikei daje radę na medal).


Placki robią się bardzo szybko. Po wylaniu masy na patelnię wystarczy chwila, by na powierzchni pojawiły się bąbelki - takie, jak na zdjęciu obok. To niezawodny znak tego, że czas przewrócić je na drugą stronę. To wymaga delikatności, bo placek nie jest jeszcze zupełnie sztywny. Wystarczy podłożyć łopatkę do 1/3 placka i wtedy ostrożnie podnieść - reszta powinna odkleić się od patelni. A potem dokonać aktu odwagi i przewrócić na drugą stronę. Może przy pierwszym się nie uda, ale przy drugim już na pewno :)

To propozycja typowo białkowo-tłuszczowa, bardzo lekka i smaczna. Spodoba się miłośnikom słodkich śniadań czy podwieczorków i delikatnych smaków.


Bananowe placuszki
Porcje: 2
251 kcal
BWT 12/32/9
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 3 jajka
- 2 banany (im bardziej miękkie, tym lepiej)
- 2 łyżki mąki kokosowej (można użyć zmielonych wiórek)
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie: pół łyżeczki ekstraktu waniliowego

Przygotowanie:
Wszystkie składniki dobrze zmiksować w blenderze. Rozgrzać patelnię z odrobiną oleju kokosowego, rozetrzeć ręcznikiem papierowym po całej patelni (i nie poparzyć się przy tym). Nakładać po łyżce masy i lekko rozsmarowywać, nadając okrągły kształt. Smażyć minutę lub do momentu pojawienia się bąbelków, ostrożnie odseparować przyklejoną masę od powierzchni patelni, podważyć łopatką i ostrożnie przewrócić na drugą stronę, smażyć ok. pół minuty. Powtórzyć z resztą masy.

Podawać z cynamonem lub odrobiną miodu.


Inspiracją jest przepis z nowej książki Ani Lewandowskiej. Wyjściowy przepis zmodyfikowałam o dodatkowe jajko i łyżkę mąki kokosowej, które sprawiają, że placki lepiej trzymają kształt (są tak samo smaczne, a i "makro" się zgadza ;) ).

Smacznego!

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Łosoś w sosie teryiaki z bazyliową kaszą jaglaną


Jem za mało ryb. Wszyscy jemy za mało ryb... tak to już się złożyło, że w Rzeczypospolitej Schabowej łaskawszym okiem patrzymy na mięso. Czas to zmienić!

O tym, jak fajną rybą jest łosoś, nie będę pisać, bo można niechcący zaplątać się w wici dyskusji dotyczących rodzajów tej ryby, połowów i innych budzących kontrowersje tematów. Najważniejsze jest to, że (jakiego typu by nie była) jest zdecydowanie bardziej wartościowa, niż kurczak lub świnka, a dobrze przyrządzona... niebo w gębie. Podstawą tego "dobrego przyrządzenia" jest marynata, która nawiązuje do sosu teryiaki. Nie lubimy marynat, bo mają to do siebie, że trzeba o nich wcześniej pomyśleć, zrobić, oporządzić mięso... jednak dzięki nim mięsa, ryby, warzywa czy tofu uzyskują o niebo lepszy smak. Można więc zająć się taką marynatą przy okazji, robiąc kolację lub śniadanie.

Łosoś wylądował na powyższym talerzu w towarzystwie kaszy jaglanej. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że ta kasza jest gorzka lub nie ma smaku w zupełności. Nie zgadzam się! Dobrze przygotowana kasza nie jest gorzka i ma odpowiednią (sypką lub lepką w zależności od potrzeb) konsystencję. Rozwiązaniem w tym przypadku jest bazylia, która nie dość, że podkręca smak, to jeszcze wpływa na poprawę wizualnych aspektów dania ;) Dodatki do bazowych składników to clue dania, który decyduje o tym, czy coś jest jadalne, czy bardziej przypomina paszę dla koni. Przy dietetycznych przepisach pozbawionych mąk, maseł oraz innych cukrów i tłuszczy trzeba szczególnie dbać o te dodatki. Muszę chyba poświęcić temu zagadnieniu oddzielny wpis. :) To samo dotyczy multitaskingu w kuchni. Nie można przecież robić jednej rzeczy, a potem zaczynać drugiej, bo trzeba byłoby spędzić w kuchni cały dzień, a efektywność by nas nie zachwyciła. Dlatego w przepisie dość mocno miesza się proces przygotowania kaszy i pieczenia łososia. Dzięki temu będzie szybko, efektywnie i efektownie :)


Grani z pomarańczą i wanilią


Kiedy jest tak gorąco, że na dworze można z powodzeniem smażyć jajka sadzone na kamieniach, a każdy powiew wiatru jest na wagę złota, ciepłe śniadania przestają mieć rację bytu. Dla takich właśnie chwil stworzone jest to śniadanie. Orzeźwiające i lekkie, z pomarańczą i wanilią, a do tego bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Godzina 6:18, a o 7 trening... :)
Grani sprawdził się wielokrotnie, gdy musiałam wstać wcześnie rano, a szczególnie, gdy pierwszym punktem w planie dnia był trening. Robiłam wtedy grani wieczorem poprzedniego dnia, a rano wystarczyło tylko wyciągnąć gotowe danie z lodówki. Nie ma po nim uczucia ciężkości w brzuchu albo przejedzenia.

Wcześniejsze przygotowanie ma też inną zaletę - przez noc nieco tężeje i "przegryza się". To dobra wskazówka dla tych, którzy rano się spieszą i zależy im na czasie. W sumie, to można je od razu przygotować w pudełku na wynos i zjeść rano w pracy!



Babeczki owsiane z masłem orzechowym i jabłkami



Wypieki śniadaniowe - o tak! Nie ma to jak potrawa z piekarnika na śniadanie. A już szczególnie, gdy są to babeczki, które kojarzą się z czymś absolutnie nieśniadaniowym i niedietetycznym. Babeczki, które zrobiłam dzisiaj, są w stu procentach "legalne", a ich bazą jest mąka owsiana, czyli zmielone w elektrycznym młynku do kawy płatki owsiane. Słodycz zapewniają erytrytol (można zastąpić innym słodem w odpowiedniej dawce) i jabłka.

Problem jest jeden - kto ma na to czas? Cóż, w zasadzie... każdy. Przecież nikt nie każe nam serwować ich na świeżo, prawda? Ale prosto z piekarnika smakują najlepiej... Jak to pogodzić?

Babeczki najlepiej zrobić w dzień, kiedy rano nam się nie spieszy, na przykład w sobotę lub niedzielę. Te, które zostaną po śniadaniu, wkładamy do szczelnego pojemnika wyłożonego podwójną warstwą ręcznika papierowego oraz nakryte taką samą warstwą z góry i przechowujemy w temperaturze pokojowej (nie w lodówce, bo będą gumowe!) przez 2-3 dni. Przed spożyciem wkładamy je do piekarnika na kilka minut. Można także owinąć je w plastikową folię do żywności i przechowywać w zamrażarce - dzięki temu mamy gotowe śniadanie "na czarną godzinę". Takie zmrożone babeczki najlepiej wyjąć poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyły się rozmrozić do rana, lub dokonać tego w inny sposób, na przykład w mikrofali (nie wiem, jak się to sprawdzi, ponieważ jej nie używam).

Są wspaniałe na śniadanie (3 sztuki) lub jako szybka przekąska w trakcie dnia (1 sztuka). Z łatwością można wpakować je do torebki i zjeść później.

Gotowi, do startu, piec!


Pieczone jabłka z nadzieniem twarogowym



Chociaż pieczone jabłka kojarzą się bardziej z okresem jesiennym, niż połową czerwca, to są one tak dobre, że pokusiłam się o nie właśnie teraz. To bardzo fajny, prosty i zdrowy deser bez grama tłuszczu, który może posłużyć zarówno jako drugie śniadanie, jak i zdrowy deser dla niezapowiedzianych gości. Posmakuje i małym, i dużym łasuchom :)


Jaglanka bananowa z masłem orzechowym



Dałam Wam odpocząć jeden wpis od śniadań, ale na tym koniec! Wracam z nie byle czym, bo ze słodką bombą o smaku banana i masła orzechowego. Kto nigdy nie próbował tego połączenia, ten odkryje nowe horyzonty kulinarne.

Nie jest to lekkie śniadanie, a wręcz należy do gatunku tych, po których głód nam nie grozi przez długi czas. Fajne przez porannym treningiem lub innymi wyzwaniami, które wymagają wzmożonego wysiłku zarówno fizycznego, jak i umysłowego.

Chociaż masło orzechowe jest bardzo wartościowym składnikiem, to jednak jest mocno kaloryczne i bogate w tłuszcze - dobre, ale jednak tłuszcze. Dlatego zamiast oryginalnego produktu do jaglanki dodałam PB2 (więcej informacji tutaj). Z powodzeniem można je oczywiście zastąpić łyżką zwykłego masła. Przy okazji dodam, że masło masłu nierówne - patrzmy na to, co reprezentuje sobą produkt, który bierzemy z półki sklepowej. Omijamy szerokim łukiem wersje light i kombinacje z kawałkami orzechów lub innymi dodatkami.

"Wisienką na torcie" są orzechy brazylijskie - mój ulubiony rodzaj. Są bogate w selen, który wcale nie tak łatwo znaleźć w innych produktach w takiej ilości (1 orzech wystarczy, by pokryć dzienne zapotrzebowanie), kwasy omega-6, witaminy z grupy B, kompletne białko i wiele innych składników mineralnych - suplement diety w wersji naturalnej.

Koktajl z mango i banana



Na fejsbuku obiecałam, że kolejny przepis nie będzie śniadaniem. Więc jest drugie śniadanie. :)

Zmiksowane mango kojarzy się z popularnym w kuchni indyjskiej (i hipsterskich kawiarniach) napojem mango lassi. Jest to połączenie jogurtu lub mleka, słodzika w postaci cukru czy miodu, dodatków takich jak cynamon lub kardamon i zmiksowanego mango.

Koktajle są trochę jak zupy - można wykorzystać to, co akurat ma się w kuchni. U mnie były to mocno dojrzałe mango, które nie wytrzymałoby ani jednego dnia dłużej, końcówka opakowania borówek oraz pół banana o mocno brązowej skórce.

Proste i smaczne, bardzo orzeźwiające, sycące i letnie!

Zapiekana owsianka truskawkowo-kokosowa



Nigdy nie miałam problemu z jedzeniem śniadań. Powiem więcej - nigdy nie mogłam zrozumieć, jak w ogóle można się nad czymś takim zastanawiać. Po przebudzeniu jestem głodna jak wilk, a zamiast dylematu "jeść czy nie jeść" pojawia się raczej pytanie "na słodko czy na słono?"

Odkąd zaczęłam więcej gotować, a szczególnie odkąd zaczęłam wybierać zdrowsze alternatywy dań, kilka przepisów zdobyło moje serce w sposób szczególny - a co ciekawe, przeważająca większość z nich dotyczy właśnie pory śniadaniowej. Powody są różne. Czasami jest to nowy, interesujący smak, kiedy indziej łatwość przygotowania, dostępność składników lub ich niewielka ilość. Jednak z czasem odkryłam, że chodzi o coś, co łączy wszystkie te czynniki. Kojarzycie, gdy kupując coś w sklepie szukacie produktu, gdzie wskaźnik jakość/cena jest jak najwyższy? Podobnie dzieje się u mnie z przepisami - szukam wskaźnika smak/czas.

(Chyba muszę opatentować ten wskaźnik. All rights reserved i te sprawy.)

Bo co z tego, że śniadanie będzie tak dobre, że z powodzeniem można by je serwować angielskiej królowej na śniadanie, skoro jego przygotowanie będzie trwało godzinę? Sorry, rano mamy wiele innych rzeczy do roboty, niż tylko gotowanie. Poniższy przepis może nie należy (tak jak poprzedni) do grupy "włóż-zmiksuj-jedz", ale niedużym wysiłkiem, a na pewno porównywalnym z tym, który wkładamy w robienie zwykłego śniadania, otrzymamy absolutną rewelację - wierzcie mi.

Gdy pierwszy raz zabrałam się za zapiekaną owsiankę, jej przygotowanie zajęło mi (od wejścia do kuchni do momentu zjedzenia) równo 30 minut. Tylko że w międzyczasie zdążyłam się umyć, ubrać, umalować, spakować i sprawdzić fejsa, a potem w zajadałam się pyszną owocową, przypominającą kruszonkę zapiekanką.

Jak? A tak!


Płatki z musem z rabarbaru



Czy można przedawkować rabarbar?

Od trzech dni jem na śniadanie to samo danie - płatki z rabarbarem.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo za każdym razem używałam innego mleka, innych płatków i innych proporcji.

Pierwszego dnia były to płatki owsiane w towarzystwie dużej ilości mleka sojowego.
Drugiego dnia płatkom owsianym towarzyszyło zwykłe, krowie mleko, w zdecydowanie mniejszych proporcjach mleka do płatków.
Trzeciego dnia sięgnęłam po płatki jaglane, zwykłe mleko zamieniłam na kokosowe i wlałam go mniej niż za pierwszym razem, ale i więcej, niż za drugim (ta wersja widnieje na zdjęciu powyżej).

Jedyne, czego nie zmieniłam ani razu, to rabarbarowy mus z nutką pomarańczy i wanilii. Dla niektórych może być wręcz za słodki, ale umówmy się, że dla tych, którzy z różnych powodów rezygnują ze słodyczy, nie istnieje termin "zbyt słodkie".

Rabarbar pojawia się na sklepowych półkach tak szybko, jak z nich znika. Nie wiem, jak Wam, ale mi potrawy z sezonowych produktów smakują najbardziej. Może jest coś w tym, że są charakterystyczne dla danej pory roku, że zaraz ich nie będzie i trzeba na nie czekać wiele miesięcy, a kupowane poza sezonem to już po prostu nie to samo...

I na koniec krótka wzmianka o jednym z produktów, który pojawia się w liście składników, a mianowicie o erytrytolu. Jest to substancja słodząca, podobna do ksylitolu, stewii czy melasy z tą różnicą, że nie ma kalorii, nie powoduje próchnicy, ma zerowy indeks glikemiczny (polecana cukrzykom), dobrze się wchłania i praktycznie w niezmienionej postaci jest wydalany z organizmu, a wygląda jak zwykły, biały cukier. Jest idealnym zamiennikiem wszędzie, gdzie przepis żąda dodania cukru, używałam go zarówno do słodzenia napojów, jak i robienia ciast dla mojej babci z cukrzycą, sprawdził się fantastycznie za każdym razem. Nazwę ma kosmiczną, ale nie ma się czego bać :) Do kupienia w dużych hipermarketach na stoiskach z ekologiczną żywnością (zarówno w tym angielskim, jak i francuskim ;) ).

Czerwone badyle w dłoń!

Sałata z łososiem, rzodkiewką i trójkątami z wrapa (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.4)




Piątek trzynastego, dzień dobry!
Ten dzień, paradoksalnie, jest dla mnie zawsze bardzo szczęśliwy. Tym razem również się tak zapowiada - pracowicie, ale wesoło! :)

Nie ma nic, co trzyma człowieka pracującego przy życiu bardziej, niż perspektywa pysznego obiadku. Czy tylko ja tak mam? Tak czy siak, nie mogę spokojnie pracować, jeśli nie mam przygotowanego jedzenia, które wciągnę ze smakiem o odpowiedniej porze. Takie to już życie zdrowo odżywiających się ludzi - każdy fit freak zrozumie!

Środek maja, stragany ze świeżymi warzywami kuszą jak nigdy - czas to wykorzystać, w końcu ten piękny okres w roku nie będzie trwał wiecznie. Oszczędność czasu jest jednakże bardzo mile widziana (w końcu pracujemy, tak?), dlatego dziś tematem jest szybciutka sałatka lunchowa z łososiem.

Jak już wcześniej pisałam, naleśniki owsiane bardzo ładnie przechowują się w lodówce (ok. 3 dni). Jednak tego ostatniego dnia nie proponuję nikomu zawijać w nie kurczaka czy twaróg, za to lepiej wrzucić je na chwilę na grillową patelnię i pokroić na trójkąty. Takie "chlebki" będą stanowiły wspaniałe uzupełnienie obiadowego dania.

Więcej przepisów z wykorzystaniem owsianych naleśników znajdziecie w poprzednich wpisach: tutajtutaj oraz tutaj.

Naleśniki na słodko z truskawkami (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.3)



Sezon na truskawki w pełni, stragany się uginają - nie myślcie, że o nich zapomniałam.
Ta odsłona naleśników łączy dwa szaleństwa - to naleśnikowe i to truskawkowe.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na zdjęciu naleśnik wygląda tak, jakby się... wykrwawił ;)
Więcej o naleśnikach możecie przeczytać w poprzednich wpisach: tutaj oraz tutaj.

Róbcie, póki są truskawki!


Lody truskawkowo-waniliowe (śniadanie lub deser + wersja wegańska)



(Obiecuję wstawić lepsze zdjęcia. Obiecuję!)

Od dwóch tygodni rezyduję poza Polską, więc nie wiem, jaka w ojczyźnie pogoda, ale tu w stolicy Katalonii od poniedziałku słoneczko nas nie opuszczało. Druga hantla wyjątkowo miała wczoraj wolne, więc spakowaliśmy obiadki (więcej na instagramie) i ruszyliśmy w miasto. Pomijając to, że od wygrzewania się w Parc de la Ciutadella i przechadzki Barcelonetą spaliliśmy się jak dwa buraczki, to dzień należało zaliczyć do wybitnie udanych.

Podczas spaceru zwróciłam uwagę (nie pierwszy raz) na to, że jest to miasto, w którym nie ma ulicy bez kawiarni, baru tapas lub innej restauracji. Inaczej ujmując: żarcie jest wszędzie. Im bardziej zapuszczaliśmy się w turystyczne rewiry, tym więcej mijaliśmy budek ze słodkościami, a zapach Nutelli ciągnął się nieprzerwanie przez całe wybrzeże. Nie trzeba chyba mówić, jak kuszące są to bodźce. Nie jesteśmy z żelaza, fit freak na redukcji też człowiek, więc swoje musieliśmy odcierpieć. Czara goryczy przelała się jednak, gdy stojąc w pewnym miejscu wybrzeża nie było kierunku, w którym można było się patrzeć, żeby nie widzieć budki z lodami (a konkretnie sklepu firmowego Haagen-Dazs, stoiska z mrożonym jogurtem Danone i restauracji z lodami zawijanymi w naleśniki).

Po drodze zastanawialiśmy się - to jest nienormalne, tak nie można żyć, że nie możemy sobie wziąć po gałce lodów na gofrze belgijskim tylko dlatego, że nie było to zaplanowane, a przez to zrujnowalibyśmy naszą dietę, a potem i tak będziemy wariować w cheat day*; może coś trzeba zmienić, a może rzucić to wszystko w cholerę i po co te rozpiski jedzenia, skoro można siąść w porcie przy paelli, sangrii i churrosach z czekoladą...


Dotarliśmy do domu, a ja zaczęłam planować kolejny dzień czystego jedzenia.
Zastanawiałam się, czy uda się tak ułożyć plan, żeby jednak pochłonąć te lody bez wyrzutów sumienia w normalny dzień treningowy i bez cheatów.
Jak tu nagiąć rzeczywistość do własnych wymagań?
Hm.
Wtedy dotarło do mnie, że lody można zrobić samemu, a co więcej, już je kiedyś robiłam.
Rzuciłam się więc do liczenia proporcji, pobiegłam do kuchni i pokroiłam owoce, wrzuciłam do lodówki, zalałam płatki owsiane i odżywkę białkową mlekiem, a rano zblendowałam wszystko razem.

Są takie dietetyczne posiłki, które wcale nie smakują dietetycznie. Smakują tak, jakby była w nich tona cukru, przyjemnego tłuszczyku i wszelkiej niezdrowej chemii, za którą przepadają nasze kubki smakowe. Ale wcale tej chemii, cukru i tłuszczu nie posiadają. Wspaniałym przykładem tego fenomenu jest właśnie ten przepis.

Jedliście kiedyś lody na śniadanie? Nie? To spróbujcie. Nie pożałujecie tej decyzji :D
Możecie też podzielić się z koleżanką, kolegą, mamą lub chłopakiem i zjeść je w ramach wspaniałego, pełnowartościowego, słodkiego deseru.

Poniższy przepis jest błyskawiczny w wykonaniu - potrzebujecie 5 minut poprzedniego wieczora i 2 minut rano. Konieczne będzie posiadanie blendera - wystarczy nawet ten ręczny.

Tak przy okazji - jedna porcja ma objętość ok. 2 szklanek, do pucharka zmieściło się pół porcji (reszta jest z tyłu w misce). Więc śniadanie składa się de facto z dwóch takich pucharków. Fajnie, nie?

* dziki cheat day nie jest wspaniałym pomysłem, zdecydowanie lepiej robić przemyślane cheat meale, ale z racji chwilowej rzadkości przebywania razem, zapchanego grafiku i opisanych w tekście katalońskich atrakcji zarządziliśmy cheat day. Efekty wcale nie są złe, odniosę się do tego kiedy indziej :) a teraz LEĆCIE ROBIĆ MICHĘ LODÓW!

Wrap z kurczakiem i mozzarellą (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.2)




Oto druga odsłona owsianego naleśnika, tym razem na słono - z rozpływającą się mozzarellą, kurczakiem i świeżymi warzywami.

Nie ma w tym daniu nic odkrywczego oprócz tego, że naleśnik nie pochodzi ze sklepu, nie pachnie plastikiem i jest z mąki owsianej. Aha, no i oprócz tego, że ma idealne makro ;) Poza tym, wrap praktycznie robi się sam. Tę propozycję obiadową można też potraktować  jako "danie na winie", czyli włożyć do środka to, co się nawinie albo akurat zalega nam w kuchni.

Jeśli łapie Was ochota na junk food, to zdecydowanie jest to coś, co może uratować Was od wycieczki do szerokopojętego kejefsi lub innego kebaba oraz Waszą dietę od zrujnowania.

Wrapa można z łatwością zapakować i wziąć ze sobą wychodząc z domu - smakuje dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Jeśli już stoi się te solidne 20 minut nad patelnią i smaży wspomniane naleśniki, to fajnie by było wykorzystać je nie tylko do śniadania. Z jednej porcji otrzymujemy 5 naleśników, jeden wędruje do śniadania, więc zostają nam cztery, z których w kilka chwil wyczarujemy obiad dla dwojga na dwa dni. Przepis podany jest dla jednej porcji, pamiętajcie o tym, robiąc zakupy.


Naleśniki na słodko z serem, bananem i masłem orzechowym (cztery oblicza owsianego naleśnika cz.1)



Po koncie na instagramie (oprócz ostatnich dość pokaźnych cheatów, ale o tym kiedy indziej) widać, że w ciągu ostatnich trzech tygodni oszalałam na punkcie naleśników.

A wszystko zaczęło się od pewnego piątkowego popołudnia, gdy naszła mnie tak wielka ochota na smaki z czasów dzieciństwa, że po prostu musiałam sobie go usmażyć. Po spałaszowaniu okazałej porcji naleśników z serem wbiłam wartości odżywcze do kalkulatora i okazało się, że nie taki diabeł straszny - a już szczególnie, gdy ominie się mąkę pszenną i zastąpi kukurydzianą lub owsianą.
Rzuciwszy się w wir poszukiwań przepisu na zdrowego placka natknęłam się na tego owsianego naleśniczka. Pozbawiłam go jedynie cukru, a po usmażeniu okazało się, że jest całkiem prosty w smażeniu, można go całkiem długo przechowywać w lodówce. Do tego, jest bardzo wszechstronny w użyciu, bo nie tylko można w niego zawinąć słodki twaróg z bananem, ale i kurczaka z rozpływającą się mozarellą. Można też pokroić go w ósemki i serwować jak chlebek naan do sałatek lub dipów.
Jest po prostu idealny! W dodatku bez glutenu, a choć nie mam nietolerancji, zauważyłam, że mój organizm zdecydowanie lepiej funkcjonuje bez niego.

Wszystkie oblicza owsianego naleśnika, które dotychczas zrealizowałam, będą tu sukcesywnie lądować. Do momentu, kiedy trafi ostatni, pewnie już wpadnę na kolejne... nie jest to trudne z takim fajnym plackiem.


Puszysta truskawkowa kasza manna z kokosem


Ostatnio kasza manna przewija się przez wpisy na W&H dość często, ale co ja poradzę - po prostu ją uwielbiam :) Jest bardzo łatwa i szybka w obróbce, stanowi dobre źródło węglowodanów, a do tego przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Sezon na truskawki powoli się zaczyna, a ja, jako ich wierna fanka, jem je codziennie od dobrego tygodnia. Na Instagramie pojawiały się w towarzystwie placków, jogurtu, naleśników, a tym razem towarzyszą kaszy mannie*.

A żeby nie było im smutno, to na górę dorzucam jeszcze dodatek, który mam przyjemność używać w kuchni po raz pierwszy - miąższ z kokosa. Woda kokosowa to genialny napój (o tym kiedy indziej), chciałam się nim nagrodzić po ciężkim treningu, ale poraziła mnie jego cena. To już jest gruba przesada, żeby płacić 9 złotych za 250 ml wody. Ale gdy za tę samą cenę zobaczyłam całego, pięknego, wielkiego kokosa, który oprócz wody ma w sobie miąższ, postanowiłam dokonać inwestycji dla celów badawczych i przemaglować go w kuchni.

Poza tym... picie wody kokosowej z kokosa jest bardziej
hipsterskie, niż picie jej z butelki. Bliska odległość
od Placu Zbawiciela zobowiązuje! ;)
Okazało się, że kokosa można bardzo łatwo otworzyć, wody jest w nim mnóstwo - na pewno więcej niż 250 ml - a do tego ma w środku przepyszny, wartościowy miąższ (tłusty jak pieron, ale to w końcu dobre tłuszcze), który można wyjeść łyżeczką w ramach deseru lub dorzucić do innych potraw, niekoniecznie pochodzących z azjatyckiej kuchni. Zdecydowałam się na opcję nr 2 i kokos będzie przez kilka dni towarzyszył mi w śniadaniach i obiadowych sałatkach.

My tu gady gadu, a odeszłam zupełnie od tematu kaszy manny. Jest jeszcze jeden składnik, któremu ta potrawa zawdzięcza słowo "puszysta" w nazwie, a mianowicie porządnie ubite białko jaja, które dodajemy do ugotowanej kaszy. Odradza się spożywanie go niektórym osobom, m.in. kobietom w ciąży. Ważna jest również wysoka jakość używanych jajek!

Gdy więc zaopatrzymy się w jajka z pewnego źródła i pyszne truskawki, a przy okazji wpadnie nam w ręce miąższ kokosa lub wiórki, możemy zabierać się za przygotowanie delikatnego w smaku i zaskakująco sycącego śniadania. Tak się nim napchałam, że aż musiałam się na chwilę położyć z przejedzenia. Jak po obiedzie u babci. Serio.

*manna" odmieniamy tak samo, jak "panna" albo "wanna". You're welcome. :D


Dip z czarnej fasoli



A oto kolejny przepis, który nie wymaga spędzania wieczności w kuchni i polega na zmiksowaniu wszystkich składników :) No, tylko cebulka i czosnek wymagają krótkiego podsmażenia.

Bardzo lubię robić ten dip na imprezy - jest błyskawiczny, fajny w smaku i można jeść go przy użyciu różnych "baz". Jedni sięgną po chlebek, drudzy po upieczoną pietruszkę, inni po marchewkę w słupkach albo nachosy domowej roboty... szczerze mówiąc, każda impreza u mnie to festiwal dipów i past. Ale jeszcze nie słyszałam protestów ;)

Bazowy przepis pochodzi z niezawodnej i (nie bójmy się tego słowa) kultowej książki mojej imienniczki Marty Dymek "Jadłonomia".

Hiszpańska tortilla



Podróże kształcą - jest w tym stwierdzeniu ogrom prawdy i chyba każdy się z tym zgodzi. Odkąd zaczęłam interesować się gotowaniem, pojawił się w podróżach aspekt gastronomiczny. Odkrywanie kraju przez pryzmat kulinariów może okazać się bardzo ciekawym (a jakim przyjemnym!) sposobem na poznawanie innych kultur i zwyczajów.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że hiszpańska kuchnia jest bogata i różnorodna, absolutnie niesamowita. Bliskość morza z trzech stron powoduje częste występowanie ryb i owoców morza, a jednak kuchni tej towarzyszy prostota znana nam z włoskich czy greckich potraw. Śródziemnomorski charakter dań jednoznacznie kojarzy się z wakacjami i odpoczynkiem.

Ostatnia wizyta w Hiszpanii sprawiła, że zakochałam się w hiszpańskiej tortilli (poprzednia sprawiła, że zakochałam się w moim chłopaku, ale to już zupełnie inna historia). Niby tak banalna sprawa - placek z ziemniakami i cebulką plus ewentualne dodatki, a jednak absolutna rewelacja. Podkreślam, że jest to hiszpańska tortilla, której absolutnie nie należy mylić ze spopularyzowanym u nas plackiem tortilla, inaczej zwanym też wrapem, czyli mącznym plackiem, którym owijamy mięso, warzywa i inne specjały. Inaczej, to nie twister z KFC. Więcej o tym tutaj.

Przez ostatnie dni bardzo zatęskniłam za tym uroczym plackiem, w związku z czym podjęłam się próby odtłuszczenia, odwęglenia i nabiałkowania* tradycyjnego przepisu. Okazało się to być zadaniem w gruncie rzeczy prostym, a wszystko za pomocą redukcji oliwy, na której smażona jest tortilla, zrezygnowania z tłustych dodatków oraz dodania ugotowanego białka jaja.

Muszę przyznać - dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona smakiem potrawy z własnego przepisu. Ani wyglądem, ani smakiem nie odbiega od oryginału!

Tortilla jest po prostu genialna

Jest tak genialna, że jeszcze raz podliczyłam wszystkie składniki, bo musiałam się upewnić, że połowa przepisu faktycznie ma tylko 360 kalorii i tak idealny rozkład makro. I faktycznie tyle ma.

A zatem, bez wyrzutów sumienia zapraszam Was do Hiszpanii!**

* Proszę mi wybaczyć to słowotwórstwo :D
** Nie ostatni raz, ponieważ w następnym tygodniu podzielę się z Wami kolejnym przepisem obiadowym inspirowanym hiszpańską kuchnią!

Deser czekoladowy z kaszą manną, masłem orzechowym i żurawiną



W ubiegłym roku odkryłam na nowo kaszę manną. Wcześniej kojarzyła mi się z deserami z dzieciństwa - taka przedszkolna klasyka na szybko, kasza manna z syropem malinowym. W późniejszych latach nie używałam jej w kuchni - najwyraźniej potrzebowałam 17 lat, żeby docenić ją poza przedszkolną stołówką.

Kasza manna smakuje wspaniale zarówno na ciepło, jak i na zimno. Można ją podawać w towarzystwie owoców, bakalii, orzechów... Póki co ograniczam się do wykorzystywania jej w słodkich, deserowych i śniadaniowych kombinacjach, choć kiedyś z pewnością przyjdzie dzień, gdy docenię ją również jako element słonych dań.

Jeśli macie 5 minut i ochotę na pożywny, słodki deser, to jest to opcja dla Was! Co ciekawe, rozkład makro tego deseru jest identyczny jak... kurczaka z ryżem i warzywami! Jak to zwykle bywa z prostymi i szybkimi przepisami, był moment, że poniższy deser robiłam i jadłam niemal codziennie. Mam nadzieję, że zagości na stałe i w Waszej kuchni!