Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegański. Pokaż wszystkie posty

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym


Budyń jaglany obiegł blogosferę już dawno temu, ale ten przepis urzekł mnie najbardziej. Jest prosty, smaczny, słodki przez daktyle, wymaga zaledwie kilku składników, a jego pomarańczowo-waniliowy smak na długo pozostaje w pamięci.

Do jego wykonania potrzebny jest blender ze stopą miksującą (czyli tzw. żyrafy) - próbowałam kiedyś użyć miksera i nie zakończyło się to zbyt dobrze...

Na śniadanie, na podwieczorek, jako przekąska do pracy... posmakuje wszystkim, zapewniam!

Budyń jaglany o smaku pomarańczowo-waniliowym
Porcje: 2
307 kcal
BWT 10/59/4
Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:[Listonic]
- 1 szklanka mleka roślinnego lub krowiego
- 1 szklanka wody
- 100g kaszy jaglanej
- 6 daktyli
- pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
- sok z połowy pomarańczy + plasterki do dekoracji

Przygotowanie:
Mleko i wodę wymieszać w garnku i podgrzewać. Kaszę przepłukać na sitku pod bardzo gorącą wodą, wsypać do mleka i wody. Gotować, co chwilę mieszając. W międzyczasie wyjąć pestki z daktyli. Gdy kasza wchłonie większość mleka, dodać daktyle i gotować jeszcze kilka minut. Zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, sok z połowy pomarańczy i zblendować na gładką masę. Udekorować pomarańczą. Można polać odrobiną miodu, posypać orzechami lub innymi ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

Sałatka z burakiem i awokado


Nigdy nie lubiłam buraka. Smakował jak ziemia, a jedyna forma, w której byłam gotowa go przyjąć, to barszcz na Wigilię. Gdy nosiłam aparat na zęby, byłam bardzo zadowolona z posiadania alibi - burak jest niedozwolony, bo barwi gumki (czerwone wino niestety też). Z racji posiadanych właściwości antyrakowych bardzo często przygotowuje się w moim rodzinnym domu sok buraczany, którego spożycie jest dla mnie porównywalne do konsumpcji soku z ziemi. Czasem udawało się mojej mamie przemycić mi go, ale odkąd wyprowadziłam się z domu, to z burakiem mam do czynienia naprawdę rzadko i tylko wtedy, kiedy muszę.

Ale z biegiem czasu w głowie pojawiają się przebłyski zdrowego rozsądku i doszłam do wniosku, że burak w diecie musi być! A przynajmniej co jakiś czas... W sklepie odkryłam gotowe, ugotowane buraki i pozbywszy się wymówki, że buraczki trzeba ugotować, postanowiłam znaleźć sposób, by to nieszczęsne warzywo przemycić do jadłospisu. 

Nocna owsianka DIY


Motywy DIY są bardzo popularne od wielu lat (dla niewtajemniczonych rozwinięcie skrótu na obrazku poniżej). W kuchni większość osób kieruje się nim na co dzień, wrzucając na talerz to, co akurat zalega w lodówce. Dzisiejszą propozycję również można zakwalifikować do tej grupy, jako że jedynym, czym należy kierować się przy jej przygotowywaniu, to inwencja twórcza i dostępne składniki. Bierzemy to, co mamy pod ręką i zamieniamy w pyszną i niezwykle wartościową owsiankę, która posmakuje każdemu - w końcu dodane są nasze ulubione składniki (zakładając, że właśnie takie trzymamy w domu).

Owsiankę robimy wieczorem i wstawiamy do lodówki (polecam słoiki), a rano jemy na zimno. To kolejne śniadanie, które jest idealne dla śpiochów lub tych, którym rano zwyczajnie się spieszy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby przygotować ją rano i to w dodatku na ciepło - wystarczy wszystkie składniki wrzucić do garnka i podgrzać. Jedyne, czego nie polecam, to owsianki na zimno bez odstania w lodówce.

Owsianka ze zdjęcia składała się z mieszaniny płatków jaglanych, owsianych i muesli, mleka migdałowego, wiśni, czereśni i jagód, chia, otrębów, wiórek kokosowych i miodu (ok. 380 kcal). Pycha!

Do przepisu nie dodaję odnośnika do listy zakupów, bo zakładając, że utrzymujemy jakiekolwiek zapasy w domu, to bez problemu zrobimy ją zawsze z tych składników, które akurat mamy.

PS. Trzymajcie kciuki, dzisiaj pierwszy raz piekę chleb na prawdziwym zakwasie :)


Koktajl z mango i banana



Na fejsbuku obiecałam, że kolejny przepis nie będzie śniadaniem. Więc jest drugie śniadanie. :)

Zmiksowane mango kojarzy się z popularnym w kuchni indyjskiej (i hipsterskich kawiarniach) napojem mango lassi. Jest to połączenie jogurtu lub mleka, słodzika w postaci cukru czy miodu, dodatków takich jak cynamon lub kardamon i zmiksowanego mango.

Koktajle są trochę jak zupy - można wykorzystać to, co akurat ma się w kuchni. U mnie były to mocno dojrzałe mango, które nie wytrzymałoby ani jednego dnia dłużej, końcówka opakowania borówek oraz pół banana o mocno brązowej skórce.

Proste i smaczne, bardzo orzeźwiające, sycące i letnie!

Płatki z musem z rabarbaru



Czy można przedawkować rabarbar?

Od trzech dni jem na śniadanie to samo danie - płatki z rabarbarem.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo za każdym razem używałam innego mleka, innych płatków i innych proporcji.

Pierwszego dnia były to płatki owsiane w towarzystwie dużej ilości mleka sojowego.
Drugiego dnia płatkom owsianym towarzyszyło zwykłe, krowie mleko, w zdecydowanie mniejszych proporcjach mleka do płatków.
Trzeciego dnia sięgnęłam po płatki jaglane, zwykłe mleko zamieniłam na kokosowe i wlałam go mniej niż za pierwszym razem, ale i więcej, niż za drugim (ta wersja widnieje na zdjęciu powyżej).

Jedyne, czego nie zmieniłam ani razu, to rabarbarowy mus z nutką pomarańczy i wanilii. Dla niektórych może być wręcz za słodki, ale umówmy się, że dla tych, którzy z różnych powodów rezygnują ze słodyczy, nie istnieje termin "zbyt słodkie".

Rabarbar pojawia się na sklepowych półkach tak szybko, jak z nich znika. Nie wiem, jak Wam, ale mi potrawy z sezonowych produktów smakują najbardziej. Może jest coś w tym, że są charakterystyczne dla danej pory roku, że zaraz ich nie będzie i trzeba na nie czekać wiele miesięcy, a kupowane poza sezonem to już po prostu nie to samo...

I na koniec krótka wzmianka o jednym z produktów, który pojawia się w liście składników, a mianowicie o erytrytolu. Jest to substancja słodząca, podobna do ksylitolu, stewii czy melasy z tą różnicą, że nie ma kalorii, nie powoduje próchnicy, ma zerowy indeks glikemiczny (polecana cukrzykom), dobrze się wchłania i praktycznie w niezmienionej postaci jest wydalany z organizmu, a wygląda jak zwykły, biały cukier. Jest idealnym zamiennikiem wszędzie, gdzie przepis żąda dodania cukru, używałam go zarówno do słodzenia napojów, jak i robienia ciast dla mojej babci z cukrzycą, sprawdził się fantastycznie za każdym razem. Nazwę ma kosmiczną, ale nie ma się czego bać :) Do kupienia w dużych hipermarketach na stoiskach z ekologiczną żywnością (zarówno w tym angielskim, jak i francuskim ;) ).

Czerwone badyle w dłoń!

Lody truskawkowo-waniliowe (śniadanie lub deser + wersja wegańska)



(Obiecuję wstawić lepsze zdjęcia. Obiecuję!)

Od dwóch tygodni rezyduję poza Polską, więc nie wiem, jaka w ojczyźnie pogoda, ale tu w stolicy Katalonii od poniedziałku słoneczko nas nie opuszczało. Druga hantla wyjątkowo miała wczoraj wolne, więc spakowaliśmy obiadki (więcej na instagramie) i ruszyliśmy w miasto. Pomijając to, że od wygrzewania się w Parc de la Ciutadella i przechadzki Barcelonetą spaliliśmy się jak dwa buraczki, to dzień należało zaliczyć do wybitnie udanych.

Podczas spaceru zwróciłam uwagę (nie pierwszy raz) na to, że jest to miasto, w którym nie ma ulicy bez kawiarni, baru tapas lub innej restauracji. Inaczej ujmując: żarcie jest wszędzie. Im bardziej zapuszczaliśmy się w turystyczne rewiry, tym więcej mijaliśmy budek ze słodkościami, a zapach Nutelli ciągnął się nieprzerwanie przez całe wybrzeże. Nie trzeba chyba mówić, jak kuszące są to bodźce. Nie jesteśmy z żelaza, fit freak na redukcji też człowiek, więc swoje musieliśmy odcierpieć. Czara goryczy przelała się jednak, gdy stojąc w pewnym miejscu wybrzeża nie było kierunku, w którym można było się patrzeć, żeby nie widzieć budki z lodami (a konkretnie sklepu firmowego Haagen-Dazs, stoiska z mrożonym jogurtem Danone i restauracji z lodami zawijanymi w naleśniki).

Po drodze zastanawialiśmy się - to jest nienormalne, tak nie można żyć, że nie możemy sobie wziąć po gałce lodów na gofrze belgijskim tylko dlatego, że nie było to zaplanowane, a przez to zrujnowalibyśmy naszą dietę, a potem i tak będziemy wariować w cheat day*; może coś trzeba zmienić, a może rzucić to wszystko w cholerę i po co te rozpiski jedzenia, skoro można siąść w porcie przy paelli, sangrii i churrosach z czekoladą...


Dotarliśmy do domu, a ja zaczęłam planować kolejny dzień czystego jedzenia.
Zastanawiałam się, czy uda się tak ułożyć plan, żeby jednak pochłonąć te lody bez wyrzutów sumienia w normalny dzień treningowy i bez cheatów.
Jak tu nagiąć rzeczywistość do własnych wymagań?
Hm.
Wtedy dotarło do mnie, że lody można zrobić samemu, a co więcej, już je kiedyś robiłam.
Rzuciłam się więc do liczenia proporcji, pobiegłam do kuchni i pokroiłam owoce, wrzuciłam do lodówki, zalałam płatki owsiane i odżywkę białkową mlekiem, a rano zblendowałam wszystko razem.

Są takie dietetyczne posiłki, które wcale nie smakują dietetycznie. Smakują tak, jakby była w nich tona cukru, przyjemnego tłuszczyku i wszelkiej niezdrowej chemii, za którą przepadają nasze kubki smakowe. Ale wcale tej chemii, cukru i tłuszczu nie posiadają. Wspaniałym przykładem tego fenomenu jest właśnie ten przepis.

Jedliście kiedyś lody na śniadanie? Nie? To spróbujcie. Nie pożałujecie tej decyzji :D
Możecie też podzielić się z koleżanką, kolegą, mamą lub chłopakiem i zjeść je w ramach wspaniałego, pełnowartościowego, słodkiego deseru.

Poniższy przepis jest błyskawiczny w wykonaniu - potrzebujecie 5 minut poprzedniego wieczora i 2 minut rano. Konieczne będzie posiadanie blendera - wystarczy nawet ten ręczny.

Tak przy okazji - jedna porcja ma objętość ok. 2 szklanek, do pucharka zmieściło się pół porcji (reszta jest z tyłu w misce). Więc śniadanie składa się de facto z dwóch takich pucharków. Fajnie, nie?

* dziki cheat day nie jest wspaniałym pomysłem, zdecydowanie lepiej robić przemyślane cheat meale, ale z racji chwilowej rzadkości przebywania razem, zapchanego grafiku i opisanych w tekście katalońskich atrakcji zarządziliśmy cheat day. Efekty wcale nie są złe, odniosę się do tego kiedy indziej :) a teraz LEĆCIE ROBIĆ MICHĘ LODÓW!

Najprostsza pasta z tofu



Dzisiejszy przepis jest dedykowany tym, którzy nie lubią tofu.
Wielokrotnie spotkałam się z opiniami, że tofu jest niezjadliwe. Wegetarianie i weganie często sięgają po nie zamiast mięsa, by zapewnić sobie odpowiednią podaż białka w diecie. W związku z tym nasuwa mi się na myśl porównanie: czy mięsożercy jedzą surowe mięso? Pomijając sytuacje typu tatar, nie. Tak samo należy patrzeć na ser tofu - bez obróbki jest po prostu niesmaczny (choć i od tego istnieją odstępstwa).

Każdy, kto rzucił okiem na publikowane tu przepisy zauważy, że przeważają śniadania. Nic na to nie poradzę, jest to mój ulubiony posiłek, a robienie go należy do przyjemności i nastraja mnie pozytywnie na cały dzień. Im posiłek jest dalej od śniadania, tym mniejsze upodobanie do jego przyrządzania, a zatem kolacja jest traktowana poniekąd po macoszemu. W 90% przypadków jest to twaróg z jogurtem i dodatkami - raz na słono, raz na słodko; ewentualnie sałatka z kurczakiem... biorę to, co pasuje i akurat mam w lodówce i jem.

Gdy moja Mama przeszła na wegetarianizm*, w domu pojawiło się tofu, a raczej pasta z tofu, bo w tej właśnie odsłonie Ciocia zapoznała Mamę z tym składnikiem. Było to pierwsze "nowe" danie, które posmakowało mojemu mięsożernemu tacie i bratu, a niedawno dzięki temu przepisowi moja "druga hantla" również orzekła, że to pierwszy raz, kiedy je tofu i mu smakuje.

Pasta jest szybciutka w przygotowaniu. Z dwiema kromkami chleba i warzywami świetnie sprawdzi się na śniadanie, można ją schrupać na podwieczorek, ale ze względu na swoje genialne makro zjadam ją na kolację, najczęściej w towarzystwie sałaty.

*pescowegetarianizm, dla ścisłości

Zielony makaron z sosem pomidorowym


Konwersacja z przyjaciółką przez FB.
Ja: Dobra, przerwa w pisaniu magisterki, muszę zjeść obiad.
K: Smacznego, co jesz?
(wysyłam zdjęcie)
K: Łee, jakieś rozbebłane!

Faktycznie, moja porcja była niemiłosiernie rozbebłana i zdjęcie wyszło wybitnie niekorzystne. Postanowiłam obronić honor mojego wczorajszego dania i zrobić je ponownie, z naciskiem na jego prezencję. 

Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę już nie mogę doczekać się wiosny. Samopoczucie daje mi się ostatnio tak we znaki, że każdy, nawet najmniejszy promyk słońca uznaję za błogosławieństwo. Przedwczoraj natknęłam się na zalegający na półce zielony makaron i skleciłam z niego pyszne spaghetti. Już zapomniałam, że używanie go w kuchni należy do wybitnych przyjemności, ponieważ gotuje się zaledwie 3 minuty. W dodatku zawiera 4 razy więcej białka i 60% mniej węglowodanów niż jego tradycyjny odpowiednik, co czyni go świetnym dla tych, którzy szukają źródła białka niemięsnego pochodzenia. Czyli dla mnie w ciągu ostatniego tygodnia.

I gwarantuję - spaghetti z nim w roli głównej, nawet rozbebłane, smakuje fantastycznie!

Dip z czarnej fasoli



A oto kolejny przepis, który nie wymaga spędzania wieczności w kuchni i polega na zmiksowaniu wszystkich składników :) No, tylko cebulka i czosnek wymagają krótkiego podsmażenia.

Bardzo lubię robić ten dip na imprezy - jest błyskawiczny, fajny w smaku i można jeść go przy użyciu różnych "baz". Jedni sięgną po chlebek, drudzy po upieczoną pietruszkę, inni po marchewkę w słupkach albo nachosy domowej roboty... szczerze mówiąc, każda impreza u mnie to festiwal dipów i past. Ale jeszcze nie słyszałam protestów ;)

Bazowy przepis pochodzi z niezawodnej i (nie bójmy się tego słowa) kultowej książki mojej imienniczki Marty Dymek "Jadłonomia".

Bananowy koktajl z tofu


Co się stanie, jeśli zmiksujemy zamrożonego banana? Otóż wtedy dzieją się rzeczy magiczne! 

Mrożony banan to składnik większości wegańskich lodów i gęstych smoothie. Inne owoce po zamrożeniu też dają radę, ale żaden z nich nie da tak świetnej kremowej konsystencji bez użycia innych składników, na przykład jogurtu.

A co się stanie, gdy dodamy do tego...tofu?!
Wtedy powstaje świetny śniadaniowy koktajl obfitujący w białko, a do tego w pełni wegański, co część z Was może zainteresować ;) 
Nie chodzi tu jednak o klasyczny rodzaj tofu, a o silken tofu, czyli delikatniejszą wersję. Nawet to z etykietką "firm", czyli twarde, wcale twarde nie jest i o mały włos nie wyskoczyło mi na podłogę, gdy próbowałam otworzyć opakowanie. Dzięki temu świetnie nadaje się do tworzenia sosów, musów, omletów, ciast, oraz koktajli właśnie.

Weganie muszą nieźle powalczyć o podaż białka w swojej diecie, a sportowcy-weganie stoją przed gigantycznym wyzwaniem - przekonuję się o tym od kilku dni. Wdrażam do jadłospisu przepisy dostosowane do mojego zapotrzebowania, które nie wykorzystują produktów odzwierzęcych - uwierzcie mi, kilka dobrych dni zajęło mi przekształcanie moich obecnych dań w wegańskie bez straty w białkach lub zwyżkach w węglowodanach lub tłuszczach; nie wspominam nawet o wynajdywaniu nowych przepisów. Właśnie takich jak ten!
Innymi słowy: bardzo dobrze się bawiłam przez ostatnie kilka dni :D 

Przygotowanie bananowego koktajlu trwa nie dłużej niż 2 minuty i można łatwo zapakować go na wynos, choć lojalnie ostrzegam - najlepiej smakuje od razu po przygotowaniu.

To jak, miksujemy?