Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 250-300kcal. Pokaż wszystkie posty

Puchate placuszki śniadaniowe



Szukałam na nie lepszej nazwy, uwierzcie mi. Ale żaden przymiotnik nie opisze tych małych placuszków lepiej niż "puchate"!

Podobnie jak bananowe placki są zrobione z mąki kokosowej. Jednak różnica w przygotowaniu jest zasadnicza, a to głównie za sprawą o wiele łatwiejszego procesu smażenia. Jeśli mieliście problem ze zgarnianiem bananowych placków z patelni, robiąc je z tego przepisu możecie być spokojni.

Co do smaku i struktury, są one nieco inne niż w bananowych plackach. Te placuszki są bardzo delikatne i lekkie, z jednej strony zupełnie białe, więc trochę przypominają chmurki ;) I pasują do śniegowej aury, która (podobno) w Polsce już zapanowała na dobre.

Do przygotowania placuszków potrzebne będą tylko białka jajek. Jeśli nie lubicie wyrzucać żółtek, zawsze można z nich zrobić maseczkę na twarz. Albo zamrozić i przygotować z nich kiedyś ciasto na specjalną okazję ;) W przepisie jest też mus z banana, dyni lub jabłka - można po prostu rozgnieść banana widelcem (bardzo dokładnie, do uzyskania jednolitej konsystencji!) lub dodać puree z dyni albo dostępny w wielu sklepach gotowy mus jabłkowy lub z innych owoców. Co do cukru, musi być to cukier granulowany, a zatem odpadają miody i inne płynne słody, za to sprawdzą się ksylitol, cukier kokosowy czy też erytrytol (nie mylić ze słodzikami, słodzików unikamy :) ). Wymienione kawałki czekolady są opcjonalne - używajmy zwykłej posiekanej nożem gorzkiej czekolady lub gotowych "chocolate chips" z gorzkiej czekolady.

Puchate placuszki śniadaniowe
Porcje: 2
273 kcal
BWT 19/43/9
Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
  • 6 łyżek mąki kokosowej
  • 2 łyżki cukru (ksylitolu, kokosowego, u mnie erytrytolu)
  • 2 szczypty soli
  • 2 szczypty proszku do pieczenia
  • 6 białek jaj
  • 2 łyżki musu z banana, dyni, jabłka (ważne, by był dobrze rozbity)
  • szklanka mleka
  • pół łyżki ekstraktu waniliowego (opcjonalne)
  • 2 łyżki kawałków czekolady (opcjonalne)
  • pół łyżeczki oleju kokosowego/oliwy
Przygotowanie:

Do miski przesiać przez sitko mąkę, cukier, sól i proszek do pieczenia.

W oddzielnej misce lekko ubić białka jaj i ekstraktem waniliowym, dodać do suchych składników razem z musem i delikatnie mieszać, dodając szklankę mleka łyżka po łyżce do osiągnięcia jednolitej masy. Delikatnie wmieszać kawałki czekolady.

Na patelni na średnim ogniu rozpuścić olej, nadmiar wytrzeć ręcznikiem papierowym.

Wyłożyć na patelnię masę na 4-5 placków naraz (im mniejsze, tym łatwiej je zdjąć z patelni), nakryć patelnię pokrywką i tak smażyć półtorej minuty z każdej strony. Powtórzyć z resztą masy.

Inspiracja.

Smacznego!



Bananowe placuszki



Banan + jajko = placek. Proste równanie, nie? No cóż, okazało się, że nie do końca.

Kiedyś próbowałam zrobić placki bananowe, które na amerykańskich stronach o zdrowym żywieniu robiły w owym czasie furorę i rajd przez wszystkie możliwe portale typu Pinterest. Nie tylko mi nie wyszły - one nawet nie były okrągłe, bo ściągając je z patelni traciły kształt. Poza tym, natychmiast robiły się czarne. Bardziej niż placki przypominały spaloną bananową jajecznicę... Pamiętam, że tego dnia musiałam na śniadanie zadowolić się jogurtem i kawałkiem pomidora, bo to jedyne, co akurat miałam w kuchni i mogłam wziąć na wynos, bo na zrobienie normalnego śniadania nie miałam już czasu.

Nic zatem dziwnego, że od tamtej pory do placków bananowych podchodzę bardzo ostrożnie. Okazuje się, że banan i jajko to nie wszystko - żeby całość trzymała się przysłowiowej "kupy", trzeba jeszcze kilka magicznych dodatków i szczyptę wiedzy na temat przygotowania tych małych placuszków.

Podstawą jest nieprzywierająca patelnia, średni ogień, odrobina oleju kokosowego (lub oliwy, choć olej kokosowy smakowo pasuje lepiej) i łopatka, którą łatwo przewrócić placki na drugą stronę - czyli taka, która nie ma grubego zakończenia (moja poczciwa z Ikei daje radę na medal).


Placki robią się bardzo szybko. Po wylaniu masy na patelnię wystarczy chwila, by na powierzchni pojawiły się bąbelki - takie, jak na zdjęciu obok. To niezawodny znak tego, że czas przewrócić je na drugą stronę. To wymaga delikatności, bo placek nie jest jeszcze zupełnie sztywny. Wystarczy podłożyć łopatkę do 1/3 placka i wtedy ostrożnie podnieść - reszta powinna odkleić się od patelni. A potem dokonać aktu odwagi i przewrócić na drugą stronę. Może przy pierwszym się nie uda, ale przy drugim już na pewno :)

To propozycja typowo białkowo-tłuszczowa, bardzo lekka i smaczna. Spodoba się miłośnikom słodkich śniadań czy podwieczorków i delikatnych smaków.


Bananowe placuszki
Porcje: 2
251 kcal
BWT 12/32/9
Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:[Listonic]
- 3 jajka
- 2 banany (im bardziej miękkie, tym lepiej)
- 2 łyżki mąki kokosowej (można użyć zmielonych wiórek)
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- opcjonalnie: pół łyżeczki ekstraktu waniliowego

Przygotowanie:
Wszystkie składniki dobrze zmiksować w blenderze. Rozgrzać patelnię z odrobiną oleju kokosowego, rozetrzeć ręcznikiem papierowym po całej patelni (i nie poparzyć się przy tym). Nakładać po łyżce masy i lekko rozsmarowywać, nadając okrągły kształt. Smażyć minutę lub do momentu pojawienia się bąbelków, ostrożnie odseparować przyklejoną masę od powierzchni patelni, podważyć łopatką i ostrożnie przewrócić na drugą stronę, smażyć ok. pół minuty. Powtórzyć z resztą masy.

Podawać z cynamonem lub odrobiną miodu.


Inspiracją jest przepis z nowej książki Ani Lewandowskiej. Wyjściowy przepis zmodyfikowałam o dodatkowe jajko i łyżkę mąki kokosowej, które sprawiają, że placki lepiej trzymają kształt (są tak samo smaczne, a i "makro" się zgadza ;) ).

Smacznego!

Sałatka z burakiem i awokado


Nigdy nie lubiłam buraka. Smakował jak ziemia, a jedyna forma, w której byłam gotowa go przyjąć, to barszcz na Wigilię. Gdy nosiłam aparat na zęby, byłam bardzo zadowolona z posiadania alibi - burak jest niedozwolony, bo barwi gumki (czerwone wino niestety też). Z racji posiadanych właściwości antyrakowych bardzo często przygotowuje się w moim rodzinnym domu sok buraczany, którego spożycie jest dla mnie porównywalne do konsumpcji soku z ziemi. Czasem udawało się mojej mamie przemycić mi go, ale odkąd wyprowadziłam się z domu, to z burakiem mam do czynienia naprawdę rzadko i tylko wtedy, kiedy muszę.

Ale z biegiem czasu w głowie pojawiają się przebłyski zdrowego rozsądku i doszłam do wniosku, że burak w diecie musi być! A przynajmniej co jakiś czas... W sklepie odkryłam gotowe, ugotowane buraki i pozbywszy się wymówki, że buraczki trzeba ugotować, postanowiłam znaleźć sposób, by to nieszczęsne warzywo przemycić do jadłospisu. 

Grani z pomarańczą i wanilią


Kiedy jest tak gorąco, że na dworze można z powodzeniem smażyć jajka sadzone na kamieniach, a każdy powiew wiatru jest na wagę złota, ciepłe śniadania przestają mieć rację bytu. Dla takich właśnie chwil stworzone jest to śniadanie. Orzeźwiające i lekkie, z pomarańczą i wanilią, a do tego bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Godzina 6:18, a o 7 trening... :)
Grani sprawdził się wielokrotnie, gdy musiałam wstać wcześnie rano, a szczególnie, gdy pierwszym punktem w planie dnia był trening. Robiłam wtedy grani wieczorem poprzedniego dnia, a rano wystarczyło tylko wyciągnąć gotowe danie z lodówki. Nie ma po nim uczucia ciężkości w brzuchu albo przejedzenia.

Wcześniejsze przygotowanie ma też inną zaletę - przez noc nieco tężeje i "przegryza się". To dobra wskazówka dla tych, którzy rano się spieszą i zależy im na czasie. W sumie, to można je od razu przygotować w pudełku na wynos i zjeść rano w pracy!



Pieczone jabłka z nadzieniem twarogowym



Chociaż pieczone jabłka kojarzą się bardziej z okresem jesiennym, niż połową czerwca, to są one tak dobre, że pokusiłam się o nie właśnie teraz. To bardzo fajny, prosty i zdrowy deser bez grama tłuszczu, który może posłużyć zarówno jako drugie śniadanie, jak i zdrowy deser dla niezapowiedzianych gości. Posmakuje i małym, i dużym łasuchom :)


Płatki z musem z rabarbaru



Czy można przedawkować rabarbar?

Od trzech dni jem na śniadanie to samo danie - płatki z rabarbarem.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo za każdym razem używałam innego mleka, innych płatków i innych proporcji.

Pierwszego dnia były to płatki owsiane w towarzystwie dużej ilości mleka sojowego.
Drugiego dnia płatkom owsianym towarzyszyło zwykłe, krowie mleko, w zdecydowanie mniejszych proporcjach mleka do płatków.
Trzeciego dnia sięgnęłam po płatki jaglane, zwykłe mleko zamieniłam na kokosowe i wlałam go mniej niż za pierwszym razem, ale i więcej, niż za drugim (ta wersja widnieje na zdjęciu powyżej).

Jedyne, czego nie zmieniłam ani razu, to rabarbarowy mus z nutką pomarańczy i wanilii. Dla niektórych może być wręcz za słodki, ale umówmy się, że dla tych, którzy z różnych powodów rezygnują ze słodyczy, nie istnieje termin "zbyt słodkie".

Rabarbar pojawia się na sklepowych półkach tak szybko, jak z nich znika. Nie wiem, jak Wam, ale mi potrawy z sezonowych produktów smakują najbardziej. Może jest coś w tym, że są charakterystyczne dla danej pory roku, że zaraz ich nie będzie i trzeba na nie czekać wiele miesięcy, a kupowane poza sezonem to już po prostu nie to samo...

I na koniec krótka wzmianka o jednym z produktów, który pojawia się w liście składników, a mianowicie o erytrytolu. Jest to substancja słodząca, podobna do ksylitolu, stewii czy melasy z tą różnicą, że nie ma kalorii, nie powoduje próchnicy, ma zerowy indeks glikemiczny (polecana cukrzykom), dobrze się wchłania i praktycznie w niezmienionej postaci jest wydalany z organizmu, a wygląda jak zwykły, biały cukier. Jest idealnym zamiennikiem wszędzie, gdzie przepis żąda dodania cukru, używałam go zarówno do słodzenia napojów, jak i robienia ciast dla mojej babci z cukrzycą, sprawdził się fantastycznie za każdym razem. Nazwę ma kosmiczną, ale nie ma się czego bać :) Do kupienia w dużych hipermarketach na stoiskach z ekologiczną żywnością (zarówno w tym angielskim, jak i francuskim ;) ).

Czerwone badyle w dłoń!

Jaglanka z polewą truskawkową i serem



Są takie dni, kiedy budzę się rano i mam ochotę zjeść wszystko. I nie chodzi tu o czyszczenie lodówki z powodu głodu, tylko o to, że mam ochotę na kilka dań naraz. Chętnie zjadłabym jaglankę na mleku z suszonymi owocami, ale od kilku dni chodzi za mną makaron z truskawkami i białym serem (smaki dzieciństwa)...

Tak właśnie wpadłam na pomysł hybrydy - wybrałam te składniki obu dań, które do siebie pasują i połączyłam je w jednej misce ;) Nie zawsze takie eksperymenty się udają, ale tym razem ogłaszam pełny sukces. Każdy miłośnik jaglanek powinien spróbować tego dania, póki mamy truskawki!


Zapiekane awokado i podmidory z jajkiem - śniadanie białkowo-tłuszczowe

¡Hola, Buenos días!

Nadaję z jednego z najpiękniejszych i najciekawszych miast Europy - Barcelony. Tym razem nie jestem tu dla zabytków, a moim celem nie jest nabycie odcisków i nabicie kilometrów przemierzając Las Ramblas i Barcelonetę - przyjechałam w odwiedziny :)
Druga Hantla jest zachwycona, bo mój przyjazd oznacza 1) gotowanie, 2) wyliczone makro, 3) mój przyjazd (ostatecznie - nie zabijajmy romantyzmu!)

Udało mi się skończyć magisterkę, a przynajmniej pierwszy jej szkic, a w ramach oczekiwania na poprawki rzuciłam się w wir testowania nowych przepisów i jadłospisów. Nie powiem, jest to pewne wyzwanie, gdy dwóch fit-freaków chce mieć idealne posiłki, ale nie chce spędzić życia w kuchni. Żebym ja nie spędziła życia w kuchni. I przy kompie, planując to do perfekcji. Taaak. Nawet nie będę udawać, że tego nie lubię!

Jednym z przepisów, który od dawna miałam z tyłu głowy, było zapiekane awokado z jajkiem. Korzystając z tego, że jakość warzyw i owoców w Hiszpanii jest cudowna (ceny również!), dorwałam piękne awokado i przystąpiłam do dzieła. W trakcie przygotowań wpadłam na pomysł, by białko, które nie mieści się do awokado, umieścić w pomidorze, z którego miała powstać sałatka. I nowy patent gotowy :)

To danie jest przykładem śniadania białkowo-tłuszczowego. Słyszeliście o kuloodpornej kawie (bulletproof coffee)? To ta sama bajka. Wielu znawców twierdzi, że taki zastrzyk tłuszczowy z rana pomaga w pozbywaniu się tkanki tłuszczowej. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to unikanie tłuszczów w dalszej części dnia - równowaga musi być!

Najprostsza pasta z tofu



Dzisiejszy przepis jest dedykowany tym, którzy nie lubią tofu.
Wielokrotnie spotkałam się z opiniami, że tofu jest niezjadliwe. Wegetarianie i weganie często sięgają po nie zamiast mięsa, by zapewnić sobie odpowiednią podaż białka w diecie. W związku z tym nasuwa mi się na myśl porównanie: czy mięsożercy jedzą surowe mięso? Pomijając sytuacje typu tatar, nie. Tak samo należy patrzeć na ser tofu - bez obróbki jest po prostu niesmaczny (choć i od tego istnieją odstępstwa).

Każdy, kto rzucił okiem na publikowane tu przepisy zauważy, że przeważają śniadania. Nic na to nie poradzę, jest to mój ulubiony posiłek, a robienie go należy do przyjemności i nastraja mnie pozytywnie na cały dzień. Im posiłek jest dalej od śniadania, tym mniejsze upodobanie do jego przyrządzania, a zatem kolacja jest traktowana poniekąd po macoszemu. W 90% przypadków jest to twaróg z jogurtem i dodatkami - raz na słono, raz na słodko; ewentualnie sałatka z kurczakiem... biorę to, co pasuje i akurat mam w lodówce i jem.

Gdy moja Mama przeszła na wegetarianizm*, w domu pojawiło się tofu, a raczej pasta z tofu, bo w tej właśnie odsłonie Ciocia zapoznała Mamę z tym składnikiem. Było to pierwsze "nowe" danie, które posmakowało mojemu mięsożernemu tacie i bratu, a niedawno dzięki temu przepisowi moja "druga hantla" również orzekła, że to pierwszy raz, kiedy je tofu i mu smakuje.

Pasta jest szybciutka w przygotowaniu. Z dwiema kromkami chleba i warzywami świetnie sprawdzi się na śniadanie, można ją schrupać na podwieczorek, ale ze względu na swoje genialne makro zjadam ją na kolację, najczęściej w towarzystwie sałaty.

*pescowegetarianizm, dla ścisłości

Dip z czarnej fasoli



A oto kolejny przepis, który nie wymaga spędzania wieczności w kuchni i polega na zmiksowaniu wszystkich składników :) No, tylko cebulka i czosnek wymagają krótkiego podsmażenia.

Bardzo lubię robić ten dip na imprezy - jest błyskawiczny, fajny w smaku i można jeść go przy użyciu różnych "baz". Jedni sięgną po chlebek, drudzy po upieczoną pietruszkę, inni po marchewkę w słupkach albo nachosy domowej roboty... szczerze mówiąc, każda impreza u mnie to festiwal dipów i past. Ale jeszcze nie słyszałam protestów ;)

Bazowy przepis pochodzi z niezawodnej i (nie bójmy się tego słowa) kultowej książki mojej imienniczki Marty Dymek "Jadłonomia".

Deser czekoladowy z kaszą manną, masłem orzechowym i żurawiną



W ubiegłym roku odkryłam na nowo kaszę manną. Wcześniej kojarzyła mi się z deserami z dzieciństwa - taka przedszkolna klasyka na szybko, kasza manna z syropem malinowym. W późniejszych latach nie używałam jej w kuchni - najwyraźniej potrzebowałam 17 lat, żeby docenić ją poza przedszkolną stołówką.

Kasza manna smakuje wspaniale zarówno na ciepło, jak i na zimno. Można ją podawać w towarzystwie owoców, bakalii, orzechów... Póki co ograniczam się do wykorzystywania jej w słodkich, deserowych i śniadaniowych kombinacjach, choć kiedyś z pewnością przyjdzie dzień, gdy docenię ją również jako element słonych dań.

Jeśli macie 5 minut i ochotę na pożywny, słodki deser, to jest to opcja dla Was! Co ciekawe, rozkład makro tego deseru jest identyczny jak... kurczaka z ryżem i warzywami! Jak to zwykle bywa z prostymi i szybkimi przepisami, był moment, że poniższy deser robiłam i jadłam niemal codziennie. Mam nadzieję, że zagości na stałe i w Waszej kuchni!


Zimowe ciasteczka rozgrzewające - dwie wersje




Dziś krótko i na temat, czyli jak z wczorajszej owsianki zrobić piękne, pachnące i mobilne ciasteczka. Właściwie to nie tylko ciasteczka, ale i ciasto ciacho ciasteczko w wersji maxi, bo wersja 2 jest całkiem dużych rozmiarów.

Podstawą jest wykonanie owsianki z tego przepisu.

Jeden z moich ulubionych patentów to robienie śniadań wieczorem dnia poprzedniego, co daje mi więcej czasu na poranne czynności.
Jeśli macie ochotę na proste, zdrowe i pyszne śniadaniowe smakołyki lub idealny podwieczorek, polecam Wam wersję 1.
Jeśli natomiast rano się śpieszycie, koniecznie wypróbujcie wersję 2!

Pośpiech pośpiechem, ale pamiętajcie, żeby jeść spokojnie - nawet, jeżeli będzie to w pracy, uczelni, szkole lub tramwaju (ostatnia wersja przydarza mi się zadziwiająco często).